Wiera Woroncow
Poczuła na twarzy przyjemne ciepło. Nie wiedziała, czym ono
dokładnie było – czy to delikatny powiew wiatru, promienie słońca, a może czyiś
oddech. Bała się otworzyć oczy, będąc przekonaną, że to tylko kolejny poziom
jej snu, z którego bardzo nie chciała się obudzić. Wiedziała, że nie była
gotowa, że straciła wszystko i wszystkich i z pewnością nikt nie czeka na nią w
realnym świecie. Goro dawno już ją z pewnością porzucił, w końcu uwalniając się
od niej i kłopotów, które sprowadziła na demony. Spędzili ze sobą zaledwie
kilka nocy, mężczyzna nie był nic jej winien i nie musiał dłużej się nią
opiekować. Był wolny, więc zapewne ruszył dalej. Pamiętała, z jakim zaangażowaniem
opowiadał jej o Radzie i pomysłach z nią
związanych. Życzyła mu wszystkiego dobrego, była wdzięczna za troskę, jaką ją
otoczył i miała nadzieję, że uda mu się zrealizować wszystkie plany. Wiera nie
mogła niczego od niego oczekiwać, nie miała do tego najmniejszego prawa. Cały
czas czuła się winna, że z jej powodu zginęło wiele demonów, a jeszcze więcej cierpiało
w pieczęciach. Jak miałaby teraz otworzyć oczy i wrócić do tego pustego,
przerażającego świata? Wolała swoje sny, w których była szczęśliwa i
bezpieczna, mimo iż wiedziała że to tylko złudzenie. Tutaj mogła być kim tylko
chciała, mogła tworzyć swoje życie oraz przywoływać osoby, których już z nią
nie było. Mogła wrócić do Bibury i udawać, że nic złego się nie wydarzyło. Czy
naprawdę tego chciała? Nie, najbardziej pragnęła zobaczyć Goro i upewnić się,
że jest cały i zdrowy.
Dlaczego ciągle tu jesteś?
Usłyszała znajomy głos dobiegający z jej wnętrza. Obecność
Cienia była wyczuwalna, a więc Rumen nie zdołał go jej odebrać. Nie wiedziała,
co powinna odpowiedzieć, dlatego milczała i miała nadzieję, że szybko ucichnie
i po prostu da jej spokój. Nigdy nie traktowała go, jak wroga, a część siebie.
Z jakiegoś powodu właśnie teraz chciała być zupełnie sama i kontemplować poczucie
beznadziejności. Powinna otworzyć oczy i zmierzyć się z tym, co czekało ją w prawdziwym
życiu, ale nie była w stanie zrobić tego tak po prostu. Czuła, że Rumen złamał
ją w jakiś sposób poprzez to, co zrobił. Było w niej więcej niepewności i
strachu, z którym teraz musiała się zmierzyć, co było dla niej nie lada
wyzwaniem.
Nie mogę już nic dla ciebie zrobić. Teraz sama musisz
zadecydować o swoim życiu.
Wiedziała, że spała od wielu miesięcy, że jej dusza była w
rozsypce i że to Cień pomógł jej się pozbierać. Rumen praktycznie rozpłatał ją
na pół, ale rytuał został przerwany. Nie wiedziała do końca, jak to się stało,
ale była pewna, że jej prześladowcą zginął. Nie wyczuwała już jego obecności i
przytłaczającej, mrocznej aury. Była wolna, ale co miała z tą wolnością zrobić?
Gdzie powinna pójść i gdzie właściwie teraz była? Jej przerażenie sięgnęło
zenitu, a jedyne co dzieliło ją od powrotu do rzeczywistości, to otworzenie oczu.
Powieki miała, jak z ołowiu i choć się starała, to jakaś dziwna siła powstrzymywała
ją przed powrotem. Słyszała podszepty swojej własnej niepewności, cichutkie kwilenie
i zapewnienia, że nie poradzi sobie z tym, co zastanie. Może ktoś zakopał ją w
ziemi myśląc, że jest martwa? Czuła dookoła siebie miękki, chłodny i gładki
materiał niczym wykończenie trumny. Serce w panice przyspieszyło do galopu, a
cała niepewność zmusiła ją do zmierzenia się z tym, co czekało na nią w
rzeczywistości.
Pierwsze, co zobaczyła, było jasne światło wdzierające się
do pokoju przez odsłonięte okno. Bogato zdobiony sufit z przepięknym,
kryształowym żyrandolem, którego zawieszone na łańcuszkach kamienie, odbijały
promienie wpadającego przez okno słońca i tworzyły na ścianach niesamowitą
mozaikę kolorów. Całe wnętrze urządzone było w ciepłych barwach, co potęgowało
efekt przytulnej atmosfery. W lewym rogu, tuż przy oknie stał niewielki stolik,
a przy nim dwa fotele. Goro siedział na jednym z nich pochłonięty przez jakąś
okropnie grubą księgę. Kominek, biblioteczka, kilka obrazów na ścianach,
cudowne kwiaty na nocnej szafce.
Goro jest tutaj?
Wiera wpatrywała się szeroko rozwartymi oczyma w demona, nie
mogąc uwierzyć, że jej nie porzucił. Nie zrezygnował z niej nawet w takiej
chwili i otoczył ją opieką, trwając przy jej boku. Poczuła, jak oczy zachodzą
jej łzami, a kilka chwil później zupełnie niekontrolowanie spływają po policzkach.
Leżała bez ruchu i chłonęła całą sobą tę chwilę, czując jak powoli, każdą
komórkę jej ciała opanowuje radość i spokój. Miała ochotę krzyczeć i śmiać się
z całych sił, bo miała ku temu powody. Nie była sama, tak jak sądziła przez
cały czas, a wszystko to, co sobie wyobrażała do tej pory, mogło stać się
rzeczywistością.
- Naprawdę tutaj jesteś, czy jeszcze się nie obudziłam? –
zapytała cicho, lekko ochrypłym głosem. Mężczyzna poruszył się niespokojnie i
spojrzał w jej stronę. Wyglądał trochę tak, jakby on też myślał, że śpi. I
trwali tak oboje w chwilowym zawieszeniu, spoglądając sobie w oczy i próbując
odnaleźć w nich prawdziwość tego momentu. Chcieli upewnić się, czy ich własny
umysł nie płata im figla i nie podsuwa sennych mar. Jak długo była nieprzytomna?
Straciła poczucie czasu, a w tym momencie nie była zdolna do zastanawiania się
nad tym. Zaschło jej w gardle, ale nie zwracała na to uwagi, bo liczyło się
tylko to, że on był z nią. Zaskoczył ją, a w głowie wykiełkowało malutkie
ziarno nadziei, że może demon myśli o niej poważnie, że może dla niego to, co stało
się między nimi też miało znaczenie.
- Goro – wypowiedzenie na głos jego imienia było niczym
pradawne zaklęcie, którego skutki mogły być katastrofalne, ale mogły też
przynieść ukojenie. I właśnie tak się stało. Wiera poczuła, jak jej ciało
zaczyna drżeć, a chwilę później rozpłakała się, jak małe dziecko. Leżała w ogromnym
łóżku, w mięciutkiej, pachnącej pościeli. Włosy miała starannie ułożone na poduszkach,
ubrana była w satynową koszulę nocną i wyglądała tak, jakby codziennie ktoś ją pielęgnował
z największym namaszczeniem.
Mężczyzna porzucił niedbale książkę, którą trzymał w dłoniach
i znalazł się przy Wierze w ułamku sekundy. Gdy jego ramiona zacisnęły się wokół
jej ciała i przyciągnęły ją do niego, wstrzymała oddech. Uświadomiła sobie, jak
bardzo za nim tęskniła i do tej pory wmawiała sobie, że jeśli nie będzie go przy
niej, to jakoś to zniesie. Prawda była inna – zniszczyłoby to ją. Teraz jednak nie
musiała się tym przejmować, bo czuła jego obecność całą sobą. Wtuliła się zatem
w ramiona Goro i przylgnęła doń, mocno go obejmując. To było jednak zbyt mało, więc
uniosła głowę, by ująć jego twarz w dłonie i spojrzeć mu w oczy. Nie musiała mówić,
co teraz czuła, bo demon miał dostęp do jej emocji za sprawą posiadanych przez griszkę
mocy. Wiedział wszystko: znał jej strach i obawy, a także to jak wiele znaczyła
dla niej jego obecność. Wiedział to, że była w nim zakochana, ale tego nie sposób
było się nie domyślić. Niewiele myśląc, kobieta wpiła się w usta demona z całą tęsknotą,
jaka towarzyszyła jej przez ten cały czas we śnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz