Aria Vasco
To było dla niej za wiele i o ile kiedyś potrafiła udawać
zadowolenie i chować swoje prawdziwe uczucia, tak teraz nie była w stanie tego
robić. Weszła do sypialni z tak posępną miną, że Athanasius momentalnie zbladł
i od razu się nią zaopiekował. Pozwalała mu na to, bo akurat teraz tego właśnie
potrzebowała. Chciała, by się nią interesował, by przejmował się jej złym samopoczuciem
i próbował poprawić jej humor. Chciała czuć się przez niego kochana, chciała
czuć się lepsza od Nergui i to uczucie sprawiało, że zaczynała nienawidzi samą
siebie. Jak mogła w ogóle myśleć w taki sposób? Brzydziła się tego egoizmu,
który teraz aż z niej kipiał i powoli zalewał serce. Wszystko, co dotyczyło
Athana było w tym momencie irracjonalne, bo tak usilnie chciała go przy sobie
zatrzymać. Toczyła wewnątrz siebie bardzo nierówną walkę i to wypompowywało z
niej wszystkie siły. Miała żal do siebie, że nie potrafi spojrzeć na to w
zupełnie inny sposób i spróbować pomóc wampirzycy z dobroci serca, ot co, bo po
prostu taka była. Teraz wcale nie było jej żal kobiety, a robiła to tylko
dlatego żeby wszyscy zobaczyli, jaka jest wspaniała i silna, jak bezinteresownie
pomaga byłej swojego narzeczonego. Chciała, by wszyscy widzieli w niej cudowną
osobę, by ją chwalili i podziwiali. Czuła się zagrożona, a jak mówiło znane
powiedzenie: przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Gdy okazało
się, że Nergui to tak naprawdę Lakricia, cała sympatia do niej nagle
wyparowała. Arii było źle z tymi myślami, ale nie panowała już nad nimi.
Chciała, by Goro załatwił ludzi Blomea, a ona odeszła i nigdy nie wracała.
Zachęciła ją do rozmowy z Athanem, ale tylko dlatego, by pomóc jemu, a nie jej.
Miała nadzieję, że mężczyzna w końcu zamknie ten rozdział, a okropny posąg
zniknie z ogrodu. Nie chciała, by wracali do rozmowy o tym, by wampir
kiedykolwiek wspominał o swojej byłej. Tak strasznie bała się go stracić, że z tego
strachu odczuwała fizyczny ból.
Kiedy Athanasius zaproponował szczerą rozmowę aż ją
zmroziło, ale nie zamierzała go oszukiwać. Wysłuchała wszystkiego, co miał do
powiedzenia i poczuła, jak w środku robi jej się gorąco. Nigdy nie byli wobec
siebie tak szczerzy i nie chciała teraz tego zaburzać swoim kłamstwem, więc
również zmierzała powiedzieć, co czuje.
- Boję się tego, że z nią odejdziesz, a ja wszystko stracę. To
ona była pierwsza w twoim sercu, ma tam szczególne miejsce. Teraz jest taka,
jak ty. Jestem pewna, że gdybyś okazał jej jakieś zainteresowanie, to by cię
przyjęła i moglibyście zacząć od nowa – zaczęła Aria, nagle uświadamiając
sobie, że Athan miał w sobie coś takiego, co powodowało że wszyscy szybko mu
wybaczali. Przecież ją też skrzywdził, a jednak gotowa była wybaczyć mu już
pierwszego dnia, kiedy spotkali się na pogrzebie Elijaha. Gdyby nie trzymał jej
na dystans i nie próbował się odciąć, to sprawy między nimi potoczyłyby się
zupełnie inaczej i z pewnością o wiele szybciej.
- Nie chcę jej tu i jest mi wstyd z tego powodu. Nie chcę
żeby się do ciebie zbliżała, patrzyła na ciebie. Wiem, że potrzebuje pomocy i
jak wiele to dla ciebie znaczy. Nie wygnam jej, będę miła i pomocna, ale bardzo
dużo mnie to kurwa kosztuje. Jestem zazdrosna i cały czas panicznie się boję
twojego odejścia. Biedna, skrzywdzona Lakricia. Ja pierdole, przecież ja taka
nie jestem. Czuje się, jak najwredniejsza osoba na świecie. Nie sądziłam, że
kiedykolwiek będę w stanie czuć do kogoś taką niechęć. Dla porównania,
wybaczyłam demonom wszystko, co nam zrobiły, a było to skurwysyństwo. Teraz nie
mogę dosłownie patrzeć na twoją byłą chociaż nic mi nie zrobiła. – wymamrotała
czując, jak do oczu napływają jej łzy. Zaczerpnęła głęboko powietrza i sięgnęła
po kieliszek z winem, którego zawartość szybko wypiła. Poczuła cierpkość na
języku i lekko się skrzywiła, choć lubiła wytrawne wino. Była wdzięczna, że Athan myślał w tej chwili o niej i miał na uwadze jej dobro. Mimo wszystko nie ulżyło jej to ani trochę.
- Możesz mnie zapewniać, jak bardzo mnie kochasz, ale nie
przestanę się bać dopóki ona nie zniknie z naszego życia. Nie jestem w stanie
jej zaufać i to mnie przeraża. Jak mogę być w Radzie skoro nie jestem w stanie
być obiektywna w tej sytuacji i widzieć w niej kogoś, kto potrzebuje pomocy. Widzę
tylko twoją byłą, pokrzywdzoną przez niesprawiedliwy świat, kłamczuchę i manipulantkę. Mam wrażenie, że ona chce zburzyć cały mój świat i cię zabrać – wyszeptała zasłaniając na moment twarz dłońmi. Nie potrafiła spojrzeć w oczy
Athanowi, bo pewnie od teraz będzie miał ją za paskudną osobę, dla której nikt
inny się nie liczy poza czubkiem własnego nosa. Aria taka nie była. A może jednak była?
- W każdym razie, Goro wyciągnął od niej jakieś nazwisko i
od razu się tym zajął. Liczę, że nie potrwa to długo. Wiem, że Nergui nie ma
pieniędzy, bo oddała wszystko tym ludziom, więc dobrze by było zapewnić jej
jakiś dach nad głową lub dać jej pieniądze po wszystkim żeby mogła wyjechać
gdzieś daleko, a najlepiej wrócić do Mongolii i tam zacząć od nowa. Wiele razy powtarzała, że tego chce i że kocha swoją ojczyznę. Kupmy jej bilet i jakiś piękny dom. Niech sobie wraca –
stwierdziła Aria, wtulając się w ramię ukochanego. Poczuła, jak powoli zaczyna się
uspokajać i to jego bliskość tak na nią działała. Nie miała pojęcia, co by się
z nią stało gdyby Athan nagle zniknął lub rzeczywiście ją zostawił. Zapewne rozpadłaby
się na milion kawałków i nigdy nie zdołała się poskładać. Dotarło do niej, że nie
chciała bez niego żyć, że jej istnienie wówczas nie miałoby żadnego sensu.
- Weźmy ten ślub dziś, co? Chcę mieć pewność, że się nie
rozmyślisz. Gdyby to było możliwe, to złapałabym cię na dziecko – zaśmiała się
cicho i przekręciła tak, by być na nim. Poczuła, jak dłonie mężczyzny
automatycznie oplatają ją w talii, jak przyciska ją mocniej do siebie. Pochyliła
się i go pocałowała, dziko i namiętnie, jakby chciała przekonać go w ten
sposób, by z nią został. Miała tak wiele do zaoferowani, znacznie więcej niż Lakricia. Może i mongołka była od niej ładniejsza, może i miała piękne, lśniące włosy i była delikatniejsza, ale Aria nadrabiała charyzmą. No i miała większe cycki!
- Jeśli chodzi o to dziecko, to możemy próbować – wymruczała
wprost do ucha ukochanego i lekko podgryzła jego płatek. Chciała poczuć Athana całą
sobą, pragnęła się z nim kochać i udowodnić, że pod każdym względem była lepsza
od Nergui. Tylko ona mogła go uszczęśliwić i doprowadzić na szczyt spełnienia. Tylko
ona była w stanie kochać go tak naprawdę, znając jego ciemną stronę i wiedząc o
tym co robił w przeszłości. Nic nie miało dla niej znaczenia, byle tylko przy niej został.
Aria zdjęła z siebie sweter, pozostając jedynie w sportowy staniku.
Dziś miała luźniejszy dzień, a przynajmniej chciała taki mieć, więc nie stroiła
się za bardzo. Nie było to istotne, bo stanika też szybko się pozbyła. Przyszedł
czas na Athana: niemal zdarła z niego koszulkę i dopadła do jego szyi, by zacząć
ją obcałowywać i lekko kąsać, bez przegryzania skóry. Mężczyzna nie pozostawał jej
dłużny i niedługo później odnalazł dłońmi jej nagie piersi. Kobieta czuła się, jak
w amoku, ale mimo wszystko podobało się jej to zamroczenie. Ich łóżkowe życie było
udane, bo oboje doskonale wiedzieliście, co lubią i jak sprawić tej drugiej stronie
maksymalną przyjemność. Dlatego Aria zsunęła się nieco niżej, by jak najszybciej
pozbyć się zbędnych ubrań z Athana, w czym wampir jej pomógł. Chwilę później miała
już przyszłego męża w całej okazałości tylko dla siebie. Objęła dłonią jego penisa
i zaczęła go masować, obserwując przy tym mężczyznę, jak powoli odchyla głowę w
tył i wydaje z siebie charakterystyczne pomruki. Z zadowoleniem obserwowała, jak
opanowuje go przyjemność. Pochyliła zatem głowę i wzięła go do ust, co spotkało
się z niemałą aprobatą i ułożeniem rąk na jej głowie, by zachęcić do głębszego przyjęcia.
Aria nie protestowała tylko posłusznie wykonywała to, na co Athan miał ochotę. Jej
też sprawiało to przyjemność i nie czuła się do niczego zmuszana. Lubiła, gdy nad
nią dominował, a on lubił to robić. Prawdopodobnie nigdy nie kochali się spokojnie,
po bożemu. Zawsze było w nich pełno pasji i zaangażowania w sprawianiu sobie wzajemnie
rozkoszy. Ich pierwszy raz również był dziki i namiętny, o czym świadczyła choćby
połamana rama łóżka. Ich ciała idealnie do siebie pasowały, każda krzywizna i zagłębienie.
Przerwała na moment pieszczoty i zaczęła obcałowywać jego brzuch, wgryzając się
raz po raz w skórę wampira i kosztując krwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz