ROZDZIAŁ 356

Aria Vasco

To było dla niej za wiele i o ile kiedyś potrafiła udawać zadowolenie i chować swoje prawdziwe uczucia, tak teraz nie była w stanie tego robić. Weszła do sypialni z tak posępną miną, że Athanasius momentalnie zbladł i od razu się nią zaopiekował. Pozwalała mu na to, bo akurat teraz tego właśnie potrzebowała. Chciała, by się nią interesował, by przejmował się jej złym samopoczuciem i próbował poprawić jej humor. Chciała czuć się przez niego kochana, chciała czuć się lepsza od Nergui i to uczucie sprawiało, że zaczynała nienawidzi samą siebie. Jak mogła w ogóle myśleć w taki sposób? Brzydziła się tego egoizmu, który teraz aż z niej kipiał i powoli zalewał serce. Wszystko, co dotyczyło Athana było w tym momencie irracjonalne, bo tak usilnie chciała go przy sobie zatrzymać. Toczyła wewnątrz siebie bardzo nierówną walkę i to wypompowywało z niej wszystkie siły. Miała żal do siebie, że nie potrafi spojrzeć na to w zupełnie inny sposób i spróbować pomóc wampirzycy z dobroci serca, ot co, bo po prostu taka była. Teraz wcale nie było jej żal kobiety, a robiła to tylko dlatego żeby wszyscy zobaczyli, jaka jest wspaniała i silna, jak bezinteresownie pomaga byłej swojego narzeczonego. Chciała, by wszyscy widzieli w niej cudowną osobę, by ją chwalili i podziwiali. Czuła się zagrożona, a jak mówiło znane powiedzenie: przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Gdy okazało się, że Nergui to tak naprawdę Lakricia, cała sympatia do niej nagle wyparowała. Arii było źle z tymi myślami, ale nie panowała już nad nimi. Chciała, by Goro załatwił ludzi Blomea, a ona odeszła i nigdy nie wracała. Zachęciła ją do rozmowy z Athanem, ale tylko dlatego, by pomóc jemu, a nie jej. Miała nadzieję, że mężczyzna w końcu zamknie ten rozdział, a okropny posąg zniknie z ogrodu. Nie chciała, by wracali do rozmowy o tym, by wampir kiedykolwiek wspominał o swojej byłej. Tak strasznie bała się go stracić, że z tego strachu odczuwała fizyczny ból.

Kiedy Athanasius zaproponował szczerą rozmowę aż ją zmroziło, ale nie zamierzała go oszukiwać. Wysłuchała wszystkiego, co miał do powiedzenia i poczuła, jak w środku robi jej się gorąco. Nigdy nie byli wobec siebie tak szczerzy i nie chciała teraz tego zaburzać swoim kłamstwem, więc również zmierzała powiedzieć, co czuje.

- Boję się tego, że z nią odejdziesz, a ja wszystko stracę. To ona była pierwsza w twoim sercu, ma tam szczególne miejsce. Teraz jest taka, jak ty. Jestem pewna, że gdybyś okazał jej jakieś zainteresowanie, to by cię przyjęła i moglibyście zacząć od nowa – zaczęła Aria, nagle uświadamiając sobie, że Athan miał w sobie coś takiego, co powodowało że wszyscy szybko mu wybaczali. Przecież ją też skrzywdził, a jednak gotowa była wybaczyć mu już pierwszego dnia, kiedy spotkali się na pogrzebie Elijaha. Gdyby nie trzymał jej na dystans i nie próbował się odciąć, to sprawy między nimi potoczyłyby się zupełnie inaczej i z pewnością o wiele szybciej.

- Nie chcę jej tu i jest mi wstyd z tego powodu. Nie chcę żeby się do ciebie zbliżała, patrzyła na ciebie. Wiem, że potrzebuje pomocy i jak wiele to dla ciebie znaczy. Nie wygnam jej, będę miła i pomocna, ale bardzo dużo mnie to kurwa kosztuje. Jestem zazdrosna i cały czas panicznie się boję twojego odejścia. Biedna, skrzywdzona Lakricia. Ja pierdole, przecież ja taka nie jestem. Czuje się, jak najwredniejsza osoba na świecie. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę w stanie czuć do kogoś taką niechęć. Dla porównania, wybaczyłam demonom wszystko, co nam zrobiły, a było to skurwysyństwo. Teraz nie mogę dosłownie patrzeć na twoją byłą chociaż nic mi nie zrobiła. – wymamrotała czując, jak do oczu napływają jej łzy. Zaczerpnęła głęboko powietrza i sięgnęła po kieliszek z winem, którego zawartość szybko wypiła. Poczuła cierpkość na języku i lekko się skrzywiła, choć lubiła wytrawne wino. Była wdzięczna, że Athan myślał w tej chwili o niej i miał na uwadze jej dobro. Mimo wszystko nie ulżyło jej to ani trochę. 

- Możesz mnie zapewniać, jak bardzo mnie kochasz, ale nie przestanę się bać dopóki ona nie zniknie z naszego życia. Nie jestem w stanie jej zaufać i to mnie przeraża. Jak mogę być w Radzie skoro nie jestem w stanie być obiektywna w tej sytuacji i widzieć w niej kogoś, kto potrzebuje pomocy. Widzę tylko twoją byłą, pokrzywdzoną przez niesprawiedliwy świat, kłamczuchę i manipulantkę. Mam wrażenie, że ona chce zburzyć cały mój świat i cię zabrać – wyszeptała zasłaniając na moment twarz dłońmi. Nie potrafiła spojrzeć w oczy Athanowi, bo pewnie od teraz będzie miał ją za paskudną osobę, dla której nikt inny się nie liczy poza czubkiem własnego nosa. Aria taka nie była. A może jednak była? 

- W każdym razie, Goro wyciągnął od niej jakieś nazwisko i od razu się tym zajął. Liczę, że nie potrwa to długo. Wiem, że Nergui nie ma pieniędzy, bo oddała wszystko tym ludziom, więc dobrze by było zapewnić jej jakiś dach nad głową lub dać jej pieniądze po wszystkim żeby mogła wyjechać gdzieś daleko, a najlepiej wrócić do Mongolii i tam zacząć od nowa. Wiele razy powtarzała, że tego chce i że kocha swoją ojczyznę. Kupmy jej bilet i jakiś piękny dom. Niech sobie wraca – stwierdziła Aria, wtulając się w ramię ukochanego. Poczuła, jak powoli zaczyna się uspokajać i to jego bliskość tak na nią działała. Nie miała pojęcia, co by się z nią stało gdyby Athan nagle zniknął lub rzeczywiście ją zostawił. Zapewne rozpadłaby się na milion kawałków i nigdy nie zdołała się poskładać. Dotarło do niej, że nie chciała bez niego żyć, że jej istnienie wówczas nie miałoby żadnego sensu.

- Weźmy ten ślub dziś, co? Chcę mieć pewność, że się nie rozmyślisz. Gdyby to było możliwe, to złapałabym cię na dziecko – zaśmiała się cicho i przekręciła tak, by być na nim. Poczuła, jak dłonie mężczyzny automatycznie oplatają ją w talii, jak przyciska ją mocniej do siebie. Pochyliła się i go pocałowała, dziko i namiętnie, jakby chciała przekonać go w ten sposób, by z nią został. Miała tak wiele do zaoferowani, znacznie więcej niż Lakricia. Może i mongołka była od niej ładniejsza, może i miała piękne, lśniące włosy i była delikatniejsza, ale Aria nadrabiała charyzmą. No i miała większe cycki! 

- Jeśli chodzi o to dziecko, to możemy próbować – wymruczała wprost do ucha ukochanego i lekko podgryzła jego płatek. Chciała poczuć Athana całą sobą, pragnęła się z nim kochać i udowodnić, że pod każdym względem była lepsza od Nergui. Tylko ona mogła go uszczęśliwić i doprowadzić na szczyt spełnienia. Tylko ona była w stanie kochać go tak naprawdę, znając jego ciemną stronę i wiedząc o tym co robił w przeszłości. Nic nie miało dla niej znaczenia, byle tylko przy niej został. 

Aria zdjęła z siebie sweter, pozostając jedynie w sportowy staniku. Dziś miała luźniejszy dzień, a przynajmniej chciała taki mieć, więc nie stroiła się za bardzo. Nie było to istotne, bo stanika też szybko się pozbyła. Przyszedł czas na Athana: niemal zdarła z niego koszulkę i dopadła do jego szyi, by zacząć ją obcałowywać i lekko kąsać, bez przegryzania skóry. Mężczyzna nie pozostawał jej dłużny i niedługo później odnalazł dłońmi jej nagie piersi. Kobieta czuła się, jak w amoku, ale mimo wszystko podobało się jej to zamroczenie. Ich łóżkowe życie było udane, bo oboje doskonale wiedzieliście, co lubią i jak sprawić tej drugiej stronie maksymalną przyjemność. Dlatego Aria zsunęła się nieco niżej, by jak najszybciej pozbyć się zbędnych ubrań z Athana, w czym wampir jej pomógł. Chwilę później miała już przyszłego męża w całej okazałości tylko dla siebie. Objęła dłonią jego penisa i zaczęła go masować, obserwując przy tym mężczyznę, jak powoli odchyla głowę w tył i wydaje z siebie charakterystyczne pomruki. Z zadowoleniem obserwowała, jak opanowuje go przyjemność. Pochyliła zatem głowę i wzięła go do ust, co spotkało się z niemałą aprobatą i ułożeniem rąk na jej głowie, by zachęcić do głębszego przyjęcia. Aria nie protestowała tylko posłusznie wykonywała to, na co Athan miał ochotę. Jej też sprawiało to przyjemność i nie czuła się do niczego zmuszana. Lubiła, gdy nad nią dominował, a on lubił to robić. Prawdopodobnie nigdy nie kochali się spokojnie, po bożemu. Zawsze było w nich pełno pasji i zaangażowania w sprawianiu sobie wzajemnie rozkoszy. Ich pierwszy raz również był dziki i namiętny, o czym świadczyła choćby połamana rama łóżka. Ich ciała idealnie do siebie pasowały, każda krzywizna i zagłębienie. Przerwała na moment pieszczoty i zaczęła obcałowywać jego brzuch, wgryzając się raz po raz w skórę wampira i kosztując krwi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^