ROZDZIAŁ 352

Aria Vasco

- Athan nie miał łatwego życia i nie usprawiedliwiam go w żaden sposób, bo powinien brać odpowiedzialność za decyzje, jakie podjął. Chcę powiedzieć, że wiem iż nie jest do końca zdrowy na duszy, jakkolwiek to brzmi. Próbowałam nie raz namówić go na terapię, ale bezskutecznie. Może gdybym bardziej naciskała, to w końcu by się zgodził, ale nie przyniosłoby to żadnych efektów. On sam musi tego chcieć. Jestem w tej kwestii niestety bezradna – odezwała się po chwili ciszy, gdy Goro przestał już mówić. Była mu wdzięczna za tą małą analizę Athana, choć on sam pewnie by się wściekł, gdyby o tym wiedział. Aria popatrzyła w milczeniu na demona i nagle zabrakło jej jego twarzy, która dla niej była tą prawdziwą. Teraz miała przed sobą kogoś zupełnie obcego i niesamowicie jej to przeszkadzało. Być może było to kwestią przyzwyczajenia do tego iż demony mogą zmieniać ciała i w ułamku sekund stać się zupełnie inną osobą. Z tego, co opowiadał jej nie raz Belial i inne demony, nie czuli przywiązania do żadnego swojego ciała. Było to po prostu naczynie, w którym przebywali raczej bez większego sentymentu. Vasco natomiast czuła sentyment do Goro i Bela z taką twarzą, w której ich poznała. Było to dziwne uczucie, bo przecież wiedziała, że tam w środku to ta sama istota, to jej przyjaciel. Czuła to w każdym słowie, w geście, a nawet w spokojnym głosie. Uświadomiła sobie, jak ważny jest dla niej wygląd Goro i jak uspokaja ją jego ciepły uśmiech. Nie chciała się do tego wszystkiego przyznać, zwłaszcza przed demonem. Byłoby jej głupio, bo mógłby odebrać to, jako jej powierzchowność, a nie o to chodziło. Ciało przed nią należało do jakiegoś człowieka, który dla niej był zupełnie obcy i nie potrafiła inaczej do tego podejść.

- Jestem ci wdzięczna i Athan również, choć jak sam widzisz nie jest zbyt miły. Gdybyś nie przyszedł, to byśmy się pokłócili. Widziałam ten jego wyraz twarzy, który przybiera za każdym razem, kiedy chce oznajmić całemu światu, że to on ma rację – zdradziła, śmiejąc się cicho. Cóż miała zrobić innego? Płakać nie zamierzała, ale domyślała się, że dzisiejszego wieczoru to ją nie ominie. Czuła w kościach, że kiedy znowu spotka się z ukochanym, ten nie odpuści jej tak łatwo.

Weszła za Goro do pokoju Nergui i nagle zrobiło się jej słabo. Szybko złapała się komody, zerkając na Gudrun i demona, ale nikt tego na szczęście nie zauważył. Brakowałoby jeszcze tego żeby ktoś zaczął się o nią martwić i to w takiej chwili. Goro zaczął uspokajać przerażoną wampirzycę, a Aria po raz pierwszy, widząc jej wykrzywioną strachem twarz, pomyślała że mogłaby być na jej miejscu. Przeszedł jej po plecach nieprzyjemny dreszcz, ale mimo to nie dopuszczała do siebie wyobrażenia o tym iż Athanasius mógłby ją skrzywdzić i doprowadzić do takiego stanu, w jakim była Nergui. Demon próbował wyciągać od kobiety jak najwięcej informacji o ludziach, którzy chcieli ją wykorzystać.  Niewiele wiedziała, ale na szczęście padło jedno nazwisko, o ile było prawdziwe, demon mógł znaleźć tą osobę bez większych problemów. Później stało się coś, czego Vasco zupełnie się nie spodziewała, a tym samym na co nie była przygotowana. Miała porozmawiać z Nergui i przekonać ją, że Athanasius Tismaneanu się zmienił i już nie bije kobiet. Parsknęła w duchu, bo brzmiało to w jej myślach tak bardzo absurdalnie. Nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć przestraszonej wampirzycy, ale musiała to zrobić, musiała przekonać ją do pozostania w Blickling. Zerknęła szybko na Goro i Gudrun.

- Zajmij się tymi ludźmi, szkoda tracić czas na trzymanie mnie za rękę. Poradzę sobie. Gudrun, idź do siebie, dobrze? Później cię znajdę i porozmawiamy – uśmiechnęła się do niej lekko i w milczeniu obserwowała, jak demon i wampirzyca opuszczają pokój. Wiedziała, że Gudrun należą się wyjaśnienia i rozumiała jej frustrację. Sama pamiętała czasy, kiedy to ona była na jej miejscu i czuła się wtedy okropnie. Chciała jej tego oszczędzić dlatego postanowiła, że powie jej wszystko to, co zaspokoi jej ciekawość.

Kiedy została sama z Nergui, przez chwilę milczała, wsłuchując się w nerwowy oddech kobiety. Była niczym sparaliżowana, tym bardziej że jedyne o czym chciała z nią rozmawiać było to, jakie były jej prawdziwe zamiary. Athan zapewniał ją, że Lakricia nie jest zła i nigdy nie próbowałaby się na nim zemścić. Aria jednak musiała się upewnić.

- Posłuchaj, chcę cię najpierw o coś zapytać. Znalazłaś mnie przypadkiem, czy dobrze wiedziałaś kim jestem? Muszę to wiedzieć, muszę wiedzieć czy chcesz skrzywdzić kogokolwiek z nas. – odezwała się szeptem, spoglądając w oczy Nergui. Nie widziała w nich niczego poza strachem. W jej oczach natomiast zaiskrzyły łzy. Czuła się okropnie pytając ją o to w takiej chwili, ale nie dałaby rady, gdyby się nie upewniła.

- Athan przyznał mi się do wszystkiego, co ci zrobił. Był pewny, że cię wtedy zabił i przysięgam ci na wszystko co święte, że nigdy sobie nie wybaczył. To go zżerało od środka, pochłonęło jego dusze i rozdarło serce. Odtrącał mnie wiele razy w obawie, że mógłby to powtórzyć. Wiem, że pewnie mi nie wierzysz, bo doświadczyłaś tak wielkiej krzywdy z jego ręki, ale taka jest prawda. Kiedy cię teraz zobaczył, wpadł w panikę nie mniejszą niż ty. – dodała, wzdychając cicho. Nergui zapewne będzie uważała, że Aria chce wybielić Athanasiusa, ale nie mogła się jej dziwić. Była ofiarą wieloletniej przemocy, a teraz nagle jej oprawca staje przed nią, a w dodatku ona zaprzyjaźnia się z jego obecną narzeczoną.

- Do czasu aż Goro załatwi sprawę z ludźmi Blomea, Athan przeniesie się do drugiego skrzydła domu. Nie będziesz miała z nim styczności. Nie możemy pozwolić ci teraz odejść, choć wiem że bardzo chcesz uciec. Twoje bezpieczeństwo jest najważniejsze, a tu jesteś bezpieczna. Athan się do ciebie nie zbliży, a po wszystkim odejdziesz w swoją stronę. Zaufaj mi ten ostatni raz. Przysięgam, że nie miałam pojęcia kim jesteś i nie ściągnęłam cię tutaj specjalnie. – Vasco zrobiła kilka kroków w stronę kobiety. Sama będąc zaskoczona, wzięła ją w ramiona i mocno do siebie przytuliła. Nergui łkała, najwyraźniej poruszona jej gestem, a chwilę później sama do niej przylgnęła. Aria miała wrażenie, że powierzyła całe swoje istnienie właśnie jej, że mimo wszystko nie straciła do końca zaufania.

- Masz tu przyjaciół, którzy troszczą się o ciebie i ci pomogą. Zrobimy wszystko żeby pobyt tutaj był dla ciebie komfortowy. Ten pokój ma taras z widokiem na lasek i mały staw. Możesz z niego korzystać, ale nie opuszczaj domu, dobrze? Mnie Blome uprowadził tuż za bramą, więc lepiej być ostrożnym. Goro i inne demony szybko uporają się z jego ludźmi i będziesz wolna – zapewniła, gładząc ją uspokajająco po plecach i włosach.

- Pani Adrianna przyniesie ci herbatę i coś do jedzenia, jeśli nie czujesz się na siłach żeby opuszczać pokój. Mam zrobić ci kąpiel? Mogę dodać jakieś olejki i zrobić dużo piany. Mnie zawsze to uspokaja – zaproponowała z uśmiechem, odsuwając lekko od sobie kobietę. Spojrzała jej w oczy i ujęła twarz w dłonie, by zetrzeć z nich łzy.

- Będzie dobrze, zobaczysz. Wszystko się ułoży. Gudrun będzie dzieliła z tobą pokój żebyś nie czuła się odosobniona. Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała, nie wahaj się prosić. I raz jeszcze chcę cię zapewnić, że Athan się do ciebie nie zbliży. On boi się ciebie bardziej niż ty jego. Wiesz, jak ciężko stanąć twarzą w twarz z prawdą? Ty jesteś tym dla niego, żywym dowodem jego błędów i podłego życia, które go zniszczyło. Nie ma śmiałości żeby na ciebie spojrzeć, a co dopiero się do ciebie zbliżyć. Jesteś bezpieczna, Nergui – Aria raz jeszcze przytuliła dziewczynę, pozwalając jej się objąć i wypłakać tak długo, jak będzie tego potrzebowała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^