ATHANASIUS
— Wszystko będzie dobrze.
Czując dłonie Arii na swojej twarzy, przykrył je swoimi, po czym odetchnął z trudem i ulgą jednocześnie. Przymykając powieki, wsłuchiwał się w dźwięk słów Arii, które wciąż huczały mu w głowie, rozpraszając strzępki czegoś, co musiało się niedawno wydarzyć, lecz Athan nie mógł sobie tego przypomnieć. Czuł napięcie w okolicach skroni, czuł tam ból i dziwne uczucie ucisku wewnątrz czaszki, jakby wspomnienia usilnie próbowały dostać się do świadomości, lecz coś je blokowało. Dlatego gdy Athan otworzył oczy i spojrzał na Arię, zrozumiał, że stała tam już od jakiegoś czasu i być może coś do niego mówiła. Tak mu się wydawało, ale nic nie pamiętał. Jednak nie było mowy o udawaniu, że kontaktował, skoro szok spowodowany widokiem Lakricii zupełnie go wyłączył. Na samo wspomnienie o tym zadrżał silnie i tym chętniej przytulił do siebie Arię, całując ją lekko w czubek głowy.
Ale musiał jej w końcu powiedzieć.
— To jest Lakricia — wydusił przez ściśnięte nerwami gardło. — Wiem, że to niemożliwe i pewnie mi nie wierzysz... Wcale ci się nie dziwię, ja też bym nie wierzył, ale... Nie pomyliłbym jej z nikim innym. Ale nie wiem, jak to możliwe! — krzyknął nagle, łapiąc się za głowę i krążąc wzdłuż barierki. Choć dość szybko spostrzegł, że brak dotyku Arii tylko pogorszył sprawę. — Jest wampirzycą... Ale od kiedy? — spojrzał na nią błagalnie. — Mówiła ci coś więcej? Cokolwiek? Musiała być przemieniona niedługo po tym, jak... Jak odszedłem... Ale to niemożliwe! — warknął. — Albo i możliwe, ale... Sama mówiłaś, że była taka zagubiona... Nie wiem, nic z tego nie rozumiem...
Nagle coś sobie przypomniał. Jak przez mgłę kojarzył, że Aria mówiła coś wcześniej: najpierw mu groziła, choć nie wiedział jak i za co, a potem wspomniała coś o jakiejś zemście. Zmarszczył brwi, próbując połączyć kabelki, aż w końcu westchnął, uznając, że musiał przyznać się do swojej chwilowej niedyspozycji.
— Możesz mi strzelić po głowie — rzekł słabo, uśmiechając się niemrawo — ale prawie nie pamiętam tego, co do mnie mówiłaś. Pamiętam tylko, jak powiedziałaś, że wszystko będzie dobrze i chyba to mnie obudziło. Ale nie martw się o mnie. Poradzę sobie z tym — zapewnił, kiwając na potwierdzenie głową. — Pytałaś, czy Lakricia mogła się zemścić? — dopytał, w każdej chwili spodziewać się ciosu w głowę. — Nie, to kompletnie nie w jej stylu. Poza tym, gdyby wiedziała, że tu mieszkam, w życiu by się do Blickling nie zbliżyła. Wszystko wskazuje na to, że to faktycznie jakiś pieprzony zbieg okoliczności...
Jeszcze raz przymknął powieki, jeszcze raz głęboko odetchnął, by spróbować się w pełni opanować. Aria mocno się o niego martwiła, widać to było po jej wyrazie twarzy, dlatego musiał ją uspokoić.
I jeszcze jedno, pomyślał nagle. Przebywanie pod jednym dachem z moją byłą nie może być dla niej komfortowe.
Znowu westchnął, po czym podszedł do Arii i mocno ją do siebie przytulił. Ciepło i bliskość jej ciała były dla niego idealnym balsamem na zszargane nerwy. Ale i ona nie czuła się dobrze i Athan musiał o tym pamiętać. Po ostatniej wielkiej kłótni nauczył się chociaż tego.
— Sam zadzwonię do Goro, zrobię to natychmiast — zapewnił. — Ale poproszę Gudrun, by zajęła się opieką nad...
Jej imię nie mogło mu przejść przez gardło.
— Ciebie zna lepiej, wzbudziłaś w niej zaufanie — przyznał — ale rozumiem, że to dla ciebie trudne, więc nie chcę cię o to prosić. W takim razie zostań przy mnie. Wolałbym przenieść się tymczasowo do skrzydła Isha i Jehanne. To drugi koniec domu, a im dalej będę się od niej znajdował, tym lepiej. Na pewno będzie chciała stąd uciec, skoro już się dowiedziała. Nie można jej na to pozwolić! — powiedział stanowczo. — Tak spanikowana, nie będzie myśleć racjonalnie, a wtedy łatwo wpadnie w sidła tych drani. Pani Adrianno — zawołał przemykającą w stronę kuchni gosposię — Proszę zawołać mi Gudrun. Prosiłbym też, by do czasu jej powrotu posiedziała pani przy gościu i doglądała jej stanu zdrowia. Dziękuję.
Jego umysł, w przeciwieństwie do jeszcze niedawnej, lepkiej mgły, działał na najwyższych obrotach, ale Athan wiedział, że to chwilowe. Zapewne niebawem znów zamknie się w sobie, wyciszy, zacznie się dziwić, obwiniać i panikować. Wiedział, że to nadal zbyt krótki czas na to, by się oswoić z sytuacją, dlatego korzystał ze swojej chwilowej przytomności jak tylko mógł.
— Gudrun, mogłabyś zaopiekować się... — Nadal nie był w stanie wypowiedzieć tego imienia. — Mogłabyś zaopiekować się Nergui przez kilka najbliższych dni? Zostanie tu u nas, dopóki sytuacja się nie rozwiąże...
— ALE JAKA SYTUACJA?! — wrzasnęła, wyraźnie rozwścieczona. — Znowu traktujecie mnie jak dziecko i znowu ja nic nie wiem! Dlaczego ta babka zemdlała na twój widok? Dlaczego ty też wyglądałeś tak, jakbyś miał zemdleć, jak ją zobaczyłeś? Dlaczego musi tu zostać, co jej grozi? I dlaczego Aria nie może się nią opiekować, skoro ją tu przyrowa...
— Bo to moja była.
Gudrun wybałuszyła oczy, momentalnie milknąc.
— Oh — wybąkała. — No dobra, to faktycznie niezręczne. Ale co, w sensie, ty o tym nie wiedziałaś? — spytała, spoglądając na Arię. — No tak, czaję...
— Obiecuję, że potem wszystko ci powiem — powiedział uspokajającym tonem — ale najpierw musimy zadbać o zdrowie Nergui. Pomożesz?
— No pomogę — mruknęła, wzruszając ramionami. — A mam inne wyjście?
— Oczywiście, że masz! — zawołał odrobinę gniewnie, zmęczony tymi dziecinnymi docinkami córki. — Możesz się nie zgodzić i będzie po sprawie! Ja cię tylko proszę o przysługę, a jeśli...
— Oj, dobra, dobra! — przerwała krzykiem — no przecież pomogę, uspokój się!
Athan odetchnął, myśląc sobie, że może chociaż to miał z głowy. Jednocześnie zląkł się na myśl, że naprawdę będzie musiał Gudrun to wszystko jakoś wyjaśnić. I co jej wtedy powie? Fakt, że jego córka wiedziała o tym, co się działo niemal rok temu z Arią, znała problem Blome’a. Jednak wiedział, że Gudrun będą interesowały właśnie te ich specyficzne reakcje. I nie wiedział, jak z tego wybrnie.
— Ta kobieta jest ścigana przez ludzi, którzy kiedyś skrzywdzili Arię — wyjaśnił pospiesznie — dlatego musi tutaj zostać. Skoro się nią zajmiesz, najlepiej by było, gdyby przeniosła się do twojego pokoju. Wniesiemy tam drugie łóżko, zmieści się. I tak chciałaś zrobić przemeblowanie, to będziesz miała okazję. Ale lepiej, żeby nie siedziała w pokoju sama. Może czuć się niepewna i zastraszona.
Gdy Gudrun pokiwała głową i wróciła na piętro, Athan poprosił Arię o numer telefonu Goro. Sam takiego nie miał i aż dotąd sądził, że nigdy nie będzie mu potrzebny. Aż sam nie mógł uwierzyć, że kiedykolwiek z własnej woli będzie kontaktował się z demonem.
Dodatkowa irytacja go zalała, gdy kolejne sygnały piszczały mu w uszach.
— Jeszcze gnój nie odbiera — burknął, piorunując telefon wzorkiem. — Spróbuję jeszcze...
Nie dokończył, kiedy jego telefon zawibrował, informując o przychodzącym połączeniu. Natychmiast odebrał, słysząc po drugiej stronie głos, którego słyszeć ani trochę nie chciał.
— Panie Tismaneanu, proszę wybaczyć, że nie odebrałem Dzień dobry, w czym mogę panu pomóc?
Athan raz jeszcze zmarszczył brwi, zaskoczony tym powitaniem.
— Skąd masz mój numer?
— Śródki bezpieczeństwa — wyjaśnił ogólnie. — Czemu zawdzięczam tę przyjemność?
— Żadna przyjemność — burknął mało uprzejmym tonem. — Kiedy się ta wasza Rada zaczyna?
Goro milczał przez chwilę, co jeszcze bardziej Athana zdenerwowało. Nikt nie ma na takie rzeczy czasu, a ten sobie milczy!
— To może jeszcze trochę potrwać — wymamrotał nieco niepewnie. — Pojawiły się dość... nieprzewidziane problemy. Pracuję nad nimi.
— Ale ogłosiłeś się naszym rzekomym opiekunem — atakował. — Czy te problemy coś w tym podejściu zmieniły?
— Oczywiście, że nie.
— To świetnie, bo jesteś potrzebny. Pamiętasz Blome’a i tę szajkę wampirów którą Baltimore’owie tak popisowo zignorowali? Masz okazję naprawić ich błąd, bo o ile samego Blome’a zabiłem, tak dziś się okazało, że jego ludzie nadal działają i nadal porywają młode wampirzyce. Mamy w Blickling jedną z nich i te dranie mają się niedługo po nią zgłosić. Chyba się domyślasz, co to oznacza.
Goro znowu milczał w słuchawce, co po raz kolejny Athana potwornie drażniło.
— Doskonale wiem — odparł w końcu demon, a jego głos niespodziewanie zabrzmiał na bardzo zmęczony. — Natychmiast muszę z nią porozmawiać. Będę u państwa za jakieś dziesięć minut.
— Co? — spytał zaskoczony. — Z Londynu?!
Nie dane było mu poznać odpowiedź, ponieważ Goro niemal natychmiast się rozłączył.
— Słyszałaś? — spytał ze zdziwieniem, spoglądając na Arię. — Będzie za dziesięć minut. Może był w pobliżu albo coś. Nieważne. Im szybciej, tym lepiej. Na pewno będzie chciał z nią porozmawiać. Ale nie wiem, czy to dobry pomysł, zwłaszcza w takim stanie. Chociaż demony pewnie mają na to jakieś swoje sztuczki. No, najważniejsze, że się tym zajmie.
Posłał Arii delikatny uśmiech, po czym ujął jej dłoń o ucałował jej wierzch.
— Wiem, że dla ciebie to też trudne. Oboje wolelibyśmy rozwiązać to inaczej. Pewnie wolałabyś, żeby demony zabrały ją do Londynu, ale to zły pomysł, nawet jakby miała demonią ochronę. Sami wiemy, że takie podróże mogą skończyć się źle — dodał wyjątkowo ponurym tonem.
Po tych słowach wolnym krokiem wszedł do salonu, zbliżył się do sofy i ciężko na nią opadł, na moment ukrywając twarz w dłoniach. Wszystkie siły, które wykorzystał na zarządzanie kryzysowe, właśnie z niego uleciały. Znowu czuł się jak dętka, wątły, pełen wątpliwości i z wciąż narastającym poczuciem winy. Zawsze masochistyczne dbał o swoje demony, ale nie sądził, że kiedykolwiek stanie z nimi twarzą w twarz.
— Przed Gudrun trudne zadanie — mruknął cichutko. — Będzie musiała wyciągnąć z niej prawdę. Ale boję się — jęknął — że gdy ona zacznie mówić, Gudrun wszystkiego się dowie. Wszystkiego — powtórzył, spoglądając na Arię z wyraźnym niepokojem. — Aria, ja sobie nie daruję, jeśli przez to moje dziecko nie będzie mogło spojrzeć mi w oczy! Wiem, że w takim razie sam powinienem jej to powiedzieć, ale panicznie się boję. Tak samo, jak przed tym, jak miałem opowiedzieć o tym tobie. I nie wiem, co robić — rzekł martwo, znowu na moment ukrywając twarz w dłoniach. — I znowu wszystko się wali.
Znowu. Tak jak zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz