ROZDZIAŁ 350

Aria Vasco

Było jej go żal i to jak cholera, ale kiedy się odezwał i oznajmił, że nie pamięta, co do niego mówiła, wezbrała w niej złość.  Mówiła tak wiele ważnych rzeczy, tak wiele słów, które chciała, by zapamiętał i przyswoił. To ja tu próbuje cię pocieszyć i wesprzeć, a ty nie słuchasz? Świetnie, bardzo to dojrzałe. Zafiksował się na tej dziwnej sytuacji i nie docierało do niego nic innego, co nie byłoby jego własnymi przemyśleniami. Aria nie zamierzała mu teraz tego wytykać, co nie zmieniało faktu, że poczuła się zlekceważona. Westchnęła jedynie pod nosem i machnęła sobie mentalnie ręką żeby dać upust swojej frustracji. I tak Athan zrobi po swojemu, więc nie było sensu się produkować i tłumaczyć iż może na nią liczyć. Zaskoczył ją natomiast tym, że zlecił Gudrun opiekę nad Nergui i akurat w tym przypadku pomyślał o niej. Spojrzała na niego nieco zmieszana, ale kiwnęła lekko głową, by potwierdzić, że nie była to dla niej łatwa sytuacja. Z drugiej jednak strony nie chciała nakładać na barki nastolatki tak poważnego zadania i wcale nie dlatego, że jej nie ufała. Bała się, że Nergui mogłaby powiedzieć jej coś o Athanie, coś co sprawiłoby, że zobaczy w nim potwora. To złamałoby mu serce.

- Mam nadzieję, że tylko się mylę i Nergui nie chciała wykorzystać mojej naiwności. Polubiłam ją, szczerze, ale obawiam się, że mogę nie być teraz obiektywna. Czuję się oszukana i zdradzona. Właściwie, to czuję się jak kompletna idiotka – wymamrotała wampirzyca i podeszła do stolika pod oknem, na którym wystawione były różne alkohole oraz kilka kryształowych szklanek, które pani Adrianna systematycznie wymieniała na czyste. Zerknęła na Athanasiusa, ale nie musiała go nawet pytać, czy ma ochotę na drinka. Napełniła Burbonem dwa szkiełka, a jedno z nich podała mężczyźnie. Vasco zajęła miejsce na fotelu przy kominku i wypiła duszkiem zawartość swojej szklanki. Nie tylko Athan chciał poczuć się lepiej.

- Nie musiałeś być dla Goro taki wredny. Wyszedłeś na buca. Wiem, że masz gdzieś co myślą o tobie demony i że generalnie masz gdzieś całą tą rasę, ale mógłbyś nie robić mi może wstydu. – wymamrotała Aria z kwaśną miną. Nie chciała robić mu teraz wykładów o empatii i dobrym wychowaniu, ale nie mogła się powstrzymać. Szanowała Goro choćby z uwagi na to, że był o wiele starszy i gdyby tylko chciał, mógłby zabić ich wszystkich jednym pstryknięciem palca. Athanowe roszczenia były bardzo nieuprzejme i stawiały Arię w kłopotliwej sytuacji. Nie chciała, by Goro miał jej przyszłego męża za gbura, choć demon wielokrotnie zapewniał ją iż rozumie jego postawę i niechęć. Kiedyś jednak szala goryczy się przeleje i Tismaneanu w najlepszym przypadku dostanie w pysk, a w najgorszym przestanie istnieć. Ileż można się kajać i przepraszać, ileż można okazywać szacunek, a otrzymywać tylko wieczne pretensje. Nie zamierzała naciskać Athana jeśli chodziło o relację z demonami, ale mógłby chociaż wykazać się odrobiną taktu. Goro za każdym razem rozmawiał z nim w uprzejmym tonie, a Athan tylko burczał.

- Byłeś za ostry dla Gudrun. Kochanie, nie możesz zachowywać się w ten sposób i ustawiać wszystkich teraz pod swoje dyktando. Rozumiem, jak wiele cię to wszystko kosztuje i że wzbudziło zapewne wiele przykrych wspomnień. Nie daje ci to jednak przyzwolenia, by wyżywać się na córce – dodała nieco ciszej, obserwując jak twarz mężczyzny zaczyna się zmieniać. Gdyby nie dzwonek do drzwi, to pewnie by się posprzeczali. Aria wstała i ruszyła do holu, by po chwili wprowadzić do salonu Goro w postaci nieznajomego, ciemnoskórego mężczyzny.

Athanasius przez chwilę spoglądał zaskoczony na demona przed sobą, po czym zerknął na Arię. Kobieta zrobiła się cała czerwona i na końcu języka miała kolejny wykład o tym, że jej nie słucha ilekroć mówi o demonach. Przecież wiele razy przeglądał Bestiariusz i chcąc nie chcąc musiał rzucić okiem na strony o demonach. Vasco potrafiła wyrecytować z pamięci formułkę, którą umieściła przy portrecie Goro.

Jedną z demonich umiejętności jest możliwość przemieszczania się w bardzo szybkim tempie, gdy przybierają swój pierwotny kształt i opuszczają zajmowane ciało.

- Dziękujemy, że zjawiłeś się tak szybko. To wiele dla nas znaczy. Przykro mi, że musiałeś opuścić Wierę, ale to niecodzienna sytuacja i bardzo poważne zagrożenie. – wyjaśniła, wskazując mu miejsce, na którym mógł usiąść. Athan natomiast siedział sztywno na sofie i praktycznie nie oddychał. Aria podejrzewała, że był na nią zły za wcześniejsze słowa i jeszcze bardziej wściekał się na Goro za to, że pojawił się akurat w takim momencie, co uniemożliwiło mu wypowiedzenie swojego zdania, jedynego słusznego w każdej sytuacji.

- Jak ona się czuje? Amulet świeci cały czas? Jest silna, wyjdzie z tego z pewnością. Wiesz, że gdybyś potrzebował jakiejkolwiek pomocy, to możesz na mnie liczyć. Jak tylko wszystko tutaj się trochę uspokoi, przejrzę każdą księgę, jaką posiadam. Może znajdę coś, co pomoże ją obudzić – wampirzyca skinęła lekko głową, jakby chciała się ukłonić. Dotknęła dłoni demona, by wesprzeć go choć w ten sposób. Nie chciała od razu naskakiwać na niego i przymuszać do pomocy. Bądź co bądź, był jej przyjacielem.

- Wspominałam ci o Blomie i o tym, co mi zrobił. Athan go zabił, ale okazało się, że zostali ludzie, którzy kontynuują jego „badania naukowe „ To istna rzeźnia. Spotkałam Nergui dwa tygodnie temu w muzeum i poczułam od niej jakąś dziwną aurę, jakby potrzebowała mojej pomocy. Nie wiedziałam o co chodziło z tym dziwnym uczuciem aż do dziś, kiedy przyznała że nie chce być wampirem i dobrowolnie zgłosiła się na badania. Podpisała kontrakt i zapłaciła mnóstwo pieniędzy. Obawiamy się, że będą jej szukać, a właściwie jesteśmy pewni. Nie tylko ona jest w niebezpieczeństwie. Muszą mieć gdzieś w okolicy jakieś tajne laboratorium albo jakąś firmę pod przykrywką. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale ci ludzie są niebezpieczni. Eksperymentują na wampirach od lat i nawet zabicie ich szefa nic nie dało – Aria pokrótce opowiedziała Goro o wszystkim, czego wcześniej dowiedziała się od Nergui. Dziwnie było jej patrzeć na niego, gdy miała przed sobą inną twarz niż tą, do której przywykła. Wiedziała, że złamał swoją własną zasadę, by dotrzeć do Blickling tak szybko i była mu za to wdzięczna.

- Może powinieneś z nią pomówić. Użyj jakiś demonicznych czarów i postaraj się ją uspokoić. Jest w szoku, bo powiedziałam jej prawdę o Blomie i... Okazało się, że to była Athana. Jedno nie wiedziało, że drugie żyje i rzecz jasna, oboje są w szoku – wampir poruszył się niespokojnie na swoim miejscu i wydał ciche sapnięcie, jakby chciał potwierdzić słowa kobiety. Chwilę później z jego ust wypadło kilka niezrozumiałych słów i dopiero kiedy Aria szurnęła go łokciem w żebra, a właściwie solidnie mu przywaliła, podziękował demonowi za przybycie tak, jak należało.

- Zaprowadzę cię do niej. Teraz jest z nią Gudrun, choć to mimo wszystko jeszcze dziecko i nie chce obarczać jej opieką nad Nergui. Tak mi się przedstawiła, a naprawdę ma na imię Lakricia. To trudna i złożona sytuacja. Przede wszystkim dotyczy Athana i jej, więc nie miej mi za złe, że nie mówię o szczegółach. – odezwała się Aria, gdy wraz z Goro ruszyła na drugie piętro, gdzie mieściły się sypialnie dla gości. Athanasius pozostał w salonie z wiadomych powodów, nie chcąc niepokoić wampirzycy jeszcze bardziej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^