Aria Vasco
Pojęła wszystko w ułamku sekund, gdy tylko Athanasius
przekroczył próg sypialni. Dobrze wiedziała, jak ofiara reaguje na swojego
oprawce, bo nie tak dawno temu ona sama w panice i z przerażeniem spoglądała na
Blomea. Stan Nergui był jednak zupełnie inny, bo doświadczyła innej krzywdy niż
Aria. Wampirzyca połączyła zaskakująco szybko wszystkie elementy układanki ze sobą,
a twarz Athana, choć do tej pory tajemnicza, teraz stała się otwartą księgą i zdradzała
wszystkie uczucia. Znała swojego ukochanego na tyle, by wiedzieć że był przerażony,
niemal sparaliżowany paniką i równie zaskoczony,
co oni wszyscy. Nikt nie spodziewał się tego spotkania, bo zapewne każda ze stron
myślała, że ta druga jest martwa.
- Gudrun, leć po panią Adriannę. Przynieście chłodne okłady,
krew i wodę do picia. Tylko nie idź za ojcem! – odezwała się Vasco, gdy Athan opuścił
sypialnie. Dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje, ale tak musiało pozostać. Aria
nie zamierzała niczego jej mówić, a Athanasius nie był zdolny do rozmowy z kimkolwiek.
Kobieta chciała dać mu chwilę dla siebie, by dotarło do niego kim jest Nergui,
a właściwie Lakricia. Doskonale pamiętała to imię z jego opowieści. Gdy Gudrun wyszła,
Aria podniosła wampirzycę i ułożyła na łóżku, ostrożnie odgarniając jej kilka kosmyków
włosów z twarzy. Poczuła, jak po plecach przebiegają jej dreszcze, jak jakieś dziwne
uczucie niechęci gromadzi się jej gdzieś w dole brzucha. Było jej niedobrze z nerwów,
a zarazem czuła współczucie. Czy kobieta specjalnie pojawiła się w muzeum? Czy wiedziała,
kim jest Aria i chciała dostać się do Blickling, by zemścić się na Athanie? Czuła
się oszukana i zdradzona, bo jasnym było, że nie mówiła jej prawdy od początku,
podczas gdy ona otworzyła przed nią serce. Była na siebie wściekła, że dała się
tak łatwo podejść i omamić. Athan ją ostrzegał i miał rację. Nie powinna ufać nieznajomym.
Nie miała jednak zamiaru porzucić teraz Nergui i wywalić ją na bruk, choć czuła
żal za kłamstwa, którymi ją karmiła. Niedługo miała powstać Rada, do której Aria
należała i nie mogła oceniać kogoś przez pryzmat jednej sytuacji. Być może kobieta
miała powody, by nie mówić o sobie prawdy, może chciała zapomnieć kim jest i co
przeszła. Vasco musiała być ponad tym wszystkim, choć czuła się z tym okropnie.
Gdy Gudrun i pani Adrianna wróciły do sypialni, Aria wstała
i ruszyła w stronę drzwi.
- Zajmijcie się nią. Jest osłabiona, bo pewnie długo się nie
pożywiała. Pod żadnym pozorem nie wypuszczajcie jej z sypialni, jeśli będzie trzeba,
to zamknijcie drzwi na klucz. Jest w kiepskim stanie, mogłaby zrobić sobie krzywdę
– starała się być opanowana, ale nie mogła powstrzymać drżenia głosu. O ile pani
Adrianna nie będzie dociekała, co się stało, tak Gudrun nie da im spokoju i trzeba
będzie jej to wyjaśnić.
- To znajoma z przeszłości twojego ojca. Nie pytaj o więcej,
proszę. Jeśli zechce ci powiedzieć, to to zrobi. Uszanuj to – poprosiła Aria, nim
wyszła z sypialni. Zamierzała odnaleźć Athana i nie było to wcale takie trudne.
Mężczyzna stał na tarasie i był zupełnie nieobecny, jakby nagle odpłynął myślami
gdzieś daleko, do innego świata. Próbowała go dotknąć, ale odtrącił ją i odskoczył,
jak oparzony. Przestraszyła się, bo wyraz jego twarzy był inny niż zwykle i przypominał
trochę ten stan, gdy mężczyzna był zatracony w swojej zemście. Wiele razy Jehanne
opowiadała jej o tym, że wydawał się inną osobą i teraz dopiero zrozumiała, co dziewczyna
miała na myśli. Aria była silnie zaniepokojona, ale wyglądało na to, że to ona musi
zachować teraz zdrowy rozsądek. Uraziły też ją jego słowa, dlatego zmarszczyła lekko
brwi i zacisnęła dłonie w pięści. Co on sobie wyobraża, głupek jeden!
- Posłuchaj no, panie drama queen. Jeśli jeszcze raz powiesz
coś takiego, to przysięgam że zasadzę ci takiego kopa w dupe, że zapomnisz, jak
się nazywasz. Znam cię i nie raz powtarzałam, że to co działo się wtedy z tobą nie
jest dla mnie ważne. Liczy się ta chwila i ten moment, nasz moment. To jesteś prawdziwy
ty! Opiekuńczy, troskliwy, kochający, nieco melancholijny. Dbasz o rodzinę i o dom,
o córkę i o mnie. O każdego z nas. I zadbasz o Lakricie, więc musisz wziąć się
w garść, jasne? – odezwała się ostrym, zdecydowanym głosem. Musiała doprowadzić
Athana do porządku, bo go teraz potrzebowała. Liczyła na jego wsparcie i sama chciała
zapewnić mu to samo, by wiedział że to nie ma dla niej żadnego znaczenia i nie zmienia
nic między nimi. Czy bał się, że Aria odejdzie lub zacznie postrzegać go inaczej
przez to, że miała przed sobą żywy dowód na to, jaki był kiedyś? Domyślała się iż
mężczyzna czuje taką obawę i panikuje również z tego powodu.
- Nie zabiłeś jej wtedy, została później zmieniona w wampira
i zostawiona sama sobie. Nienawidzi tego i dlatego szukała sposobu na zamianę w człowieka.
Mam nadzieję, że nasze spotkanie jest przypadkowe i że nie ma złych zamiarów. Znasz
ją najlepiej. Byłaby zdolna do zemsty, myślisz że może coś kombinować? – zapytała,
zbliżając się do Athana i dotykając ostrożnie jego dłoni. Chwilę później wtuliła
się w ramiona ukochanego, wciskając twarz w jego koszule. Drażnił ją zapach papierosów,
ale mimo to nie odsunęła się. Westchnęła głośno i milczała dłuższą chwilę, pozwalając
Athanowi oprzeć się o nią. Czuła, jak obejmuje ją coraz mocniej, jakby chciał w
ten sposób utrzymać się w rzeczywistości. Słyszała wyraźnie bicie jego serca, a
właściwie szaleńczy galop. Aria miała wrażenie, że momentami Athan nie za bardzo
kontaktował i rozumiał, co się dzieje.
- Poradzimy sobie z tym, więc nigdzie nie uciekaj. Wiem... Domyślam
się, że to trudne, mi też nie jest łatwo. Przede wszystkim musimy uporać się z jednym
problemem na raz. Zaczniemy od ludzi Blomea, a później z nią porozmawiasz, okej?
Dajcie sobie oboje czas, uspokójcie się, bo to teraz najważniejsze. – pogładziła
go uspokajająco po plecach, chcąc w ten sposób dodać mu otuchy. Nie wiedziała, czy
to pomoże w jakikolwiek sposób, ale chciała by wiedział iż ma jej wsparcie. Zrobił
coś niewybaczalnego i to nie podlegało dyskusji, a Aria nie zamierzała zapewniać
go, że nic złego się nie stało. Krzywdził kobietą przez wiele lat, zadając jej często
ból fizyczny i psychiczny. Nie usprawiedliwiała go w żaden sposób, ale wiedziała
też, że nie do końca była to jego wina. Dorastał w okropnie toksycznym środowisku,
a do tego w kulturze, gdzie poniżanie kobiety było akceptowalne i na porządku dziennym.
Tak został wychowany i tylko tak potrafił żyć. Był dzieckiem, które patrzyło na
krzywdę matki i które nie raz samo obrywało od ojca. To musiało ukształtować w nim
pewne odruchy, być może nawet bezwarunkowe. Krzywdził Lakricie, bo wydawało mu się
to normalną rzeczą – przecież ojciec robił to samo matce i jakoś wielkiego halo
z tego nie było.
- I masz rację, co do Goro. Demony muszą się tym zająć, potrzebujemy
ich pomocy. Chcesz żebym to ja zadzwoniła i ich wezwała? Jeśli nie czujesz się na
siłach, to mogę to zrobić, ale na Boga, Athan, ogarnij się i nie zostawiaj mnie
z tym wszystkim samej. Masz moje pełne wsparcie, to że ona żyje i jest tutaj niczego
nie zmienia między nami i nie zamierzam odwołać ślubu ani cię zostawić. Jeśli tak
myślisz, to przestań. Kocham cię całym sercem i nie mogę doczekać się aż będziemy
małżeństwem. Wiem, co zrobiłeś i jak żyłeś. To twoja przeszłość i żadne z nas nie
jest w stanie jej zmienić. Musisz to zaakceptować i jakkolwiek to brzmi, masz teraz
szanse to naprawić. Nigdy nie jest za późno na zmianę i kiedy już oboje otrząśniecie
się z szoku, musicie porozmawiać. Czasem wystarczy przeprosić, czasem to słowo zmienia
bardzo dużo i wiele znaczy – szepnęła, unosząc nieco głowę, by spojrzeć na niego. Ujęła w dłonie
twarz ukochanego i uśmiechnęła się delikatnie.
- Wszystko będzie dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz