ROZDZIAŁ 348

Aria Vasco

Pojęła wszystko w ułamku sekund, gdy tylko Athanasius przekroczył próg sypialni. Dobrze wiedziała, jak ofiara reaguje na swojego oprawce, bo nie tak dawno temu ona sama w panice i z przerażeniem spoglądała na Blomea. Stan Nergui był jednak zupełnie inny, bo doświadczyła innej krzywdy niż Aria. Wampirzyca połączyła zaskakująco szybko wszystkie elementy układanki ze sobą, a twarz Athana, choć do tej pory tajemnicza, teraz stała się otwartą księgą i zdradzała wszystkie uczucia. Znała swojego ukochanego na tyle, by wiedzieć że był przerażony, niemal sparaliżowany paniką i  równie zaskoczony, co oni wszyscy. Nikt nie spodziewał się tego spotkania, bo zapewne każda ze stron myślała, że ta druga jest martwa.

- Gudrun, leć po panią Adriannę. Przynieście chłodne okłady, krew i wodę do picia. Tylko nie idź za ojcem! – odezwała się Vasco, gdy Athan opuścił sypialnie. Dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje, ale tak musiało pozostać. Aria nie zamierzała niczego jej mówić, a Athanasius nie był zdolny do rozmowy z kimkolwiek. Kobieta chciała dać mu chwilę dla siebie, by dotarło do niego kim jest Nergui, a właściwie Lakricia. Doskonale pamiętała to imię z jego opowieści. Gdy Gudrun wyszła, Aria podniosła wampirzycę i ułożyła na łóżku, ostrożnie odgarniając jej kilka kosmyków włosów z twarzy. Poczuła, jak po plecach przebiegają jej dreszcze, jak jakieś dziwne uczucie niechęci gromadzi się jej gdzieś w dole brzucha. Było jej niedobrze z nerwów, a zarazem czuła współczucie. Czy kobieta specjalnie pojawiła się w muzeum? Czy wiedziała, kim jest Aria i chciała dostać się do Blickling, by zemścić się na Athanie? Czuła się oszukana i zdradzona, bo jasnym było, że nie mówiła jej prawdy od początku, podczas gdy ona otworzyła przed nią serce. Była na siebie wściekła, że dała się tak łatwo podejść i omamić. Athan ją ostrzegał i miał rację. Nie powinna ufać nieznajomym. Nie miała jednak zamiaru porzucić teraz Nergui i wywalić ją na bruk, choć czuła żal za kłamstwa, którymi ją karmiła. Niedługo miała powstać Rada, do której Aria należała i nie mogła oceniać kogoś przez pryzmat jednej sytuacji. Być może kobieta miała powody, by nie mówić o sobie prawdy, może chciała zapomnieć kim jest i co przeszła. Vasco musiała być ponad tym wszystkim, choć czuła się z tym okropnie.

Gdy Gudrun i pani Adrianna wróciły do sypialni, Aria wstała i ruszyła w stronę drzwi.

- Zajmijcie się nią. Jest osłabiona, bo pewnie długo się nie pożywiała. Pod żadnym pozorem nie wypuszczajcie jej z sypialni, jeśli będzie trzeba, to zamknijcie drzwi na klucz. Jest w kiepskim stanie, mogłaby zrobić sobie krzywdę – starała się być opanowana, ale nie mogła powstrzymać drżenia głosu. O ile pani Adrianna nie będzie dociekała, co się stało, tak Gudrun nie da im spokoju i trzeba będzie jej to wyjaśnić.

- To znajoma z przeszłości twojego ojca. Nie pytaj o więcej, proszę. Jeśli zechce ci powiedzieć, to to zrobi. Uszanuj to – poprosiła Aria, nim wyszła z sypialni. Zamierzała odnaleźć Athana i nie było to wcale takie trudne. Mężczyzna stał na tarasie i był zupełnie nieobecny, jakby nagle odpłynął myślami gdzieś daleko, do innego świata. Próbowała go dotknąć, ale odtrącił ją i odskoczył, jak oparzony. Przestraszyła się, bo wyraz jego twarzy był inny niż zwykle i przypominał trochę ten stan, gdy mężczyzna był zatracony w swojej zemście. Wiele razy Jehanne opowiadała jej o tym, że wydawał się inną osobą i teraz dopiero zrozumiała, co dziewczyna miała na myśli. Aria była silnie zaniepokojona, ale wyglądało na to, że to ona musi zachować teraz zdrowy rozsądek. Uraziły też ją jego słowa, dlatego zmarszczyła lekko brwi i zacisnęła dłonie w pięści. Co on sobie wyobraża, głupek jeden!

- Posłuchaj no, panie drama queen. Jeśli jeszcze raz powiesz coś takiego, to przysięgam że zasadzę ci takiego kopa w dupe, że zapomnisz, jak się nazywasz. Znam cię i nie raz powtarzałam, że to co działo się wtedy z tobą nie jest dla mnie ważne. Liczy się ta chwila i ten moment, nasz moment. To jesteś prawdziwy ty! Opiekuńczy, troskliwy, kochający, nieco melancholijny. Dbasz o rodzinę i o dom, o córkę i o mnie. O każdego z nas. I zadbasz o Lakricie, więc musisz wziąć się w garść, jasne? – odezwała się ostrym, zdecydowanym głosem. Musiała doprowadzić Athana do porządku, bo go teraz potrzebowała. Liczyła na jego wsparcie i sama chciała zapewnić mu to samo, by wiedział że to nie ma dla niej żadnego znaczenia i nie zmienia nic między nimi. Czy bał się, że Aria odejdzie lub zacznie postrzegać go inaczej przez to, że miała przed sobą żywy dowód na to, jaki był kiedyś? Domyślała się iż mężczyzna czuje taką obawę i panikuje również z tego powodu.

- Nie zabiłeś jej wtedy, została później zmieniona w wampira i zostawiona sama sobie. Nienawidzi tego i dlatego szukała sposobu na zamianę w człowieka. Mam nadzieję, że nasze spotkanie jest przypadkowe i że nie ma złych zamiarów. Znasz ją najlepiej. Byłaby zdolna do zemsty, myślisz że może coś kombinować? – zapytała, zbliżając się do Athana i dotykając ostrożnie jego dłoni. Chwilę później wtuliła się w ramiona ukochanego, wciskając twarz w jego koszule. Drażnił ją zapach papierosów, ale mimo to nie odsunęła się. Westchnęła głośno i milczała dłuższą chwilę, pozwalając Athanowi oprzeć się o nią. Czuła, jak obejmuje ją coraz mocniej, jakby chciał w ten sposób utrzymać się w rzeczywistości. Słyszała wyraźnie bicie jego serca, a właściwie szaleńczy galop. Aria miała wrażenie, że momentami Athan nie za bardzo kontaktował i rozumiał, co się dzieje.

- Poradzimy sobie z tym, więc nigdzie nie uciekaj. Wiem... Domyślam się, że to trudne, mi też nie jest łatwo. Przede wszystkim musimy uporać się z jednym problemem na raz. Zaczniemy od ludzi Blomea, a później z nią porozmawiasz, okej? Dajcie sobie oboje czas, uspokójcie się, bo to teraz najważniejsze. – pogładziła go uspokajająco po plecach, chcąc w ten sposób dodać mu otuchy. Nie wiedziała, czy to pomoże w jakikolwiek sposób, ale chciała by wiedział iż ma jej wsparcie. Zrobił coś niewybaczalnego i to nie podlegało dyskusji, a Aria nie zamierzała zapewniać go, że nic złego się nie stało. Krzywdził kobietą przez wiele lat, zadając jej często ból fizyczny i psychiczny. Nie usprawiedliwiała go w żaden sposób, ale wiedziała też, że nie do końca była to jego wina. Dorastał w okropnie toksycznym środowisku, a do tego w kulturze, gdzie poniżanie kobiety było akceptowalne i na porządku dziennym. Tak został wychowany i tylko tak potrafił żyć. Był dzieckiem, które patrzyło na krzywdę matki i które nie raz samo obrywało od ojca. To musiało ukształtować w nim pewne odruchy, być może nawet bezwarunkowe. Krzywdził Lakricie, bo wydawało mu się to normalną rzeczą – przecież ojciec robił to samo matce i jakoś wielkiego halo z tego nie było.

- I masz rację, co do Goro. Demony muszą się tym zająć, potrzebujemy ich pomocy. Chcesz żebym to ja zadzwoniła i ich wezwała? Jeśli nie czujesz się na siłach, to mogę to zrobić, ale na Boga, Athan, ogarnij się i nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej. Masz moje pełne wsparcie, to że ona żyje i jest tutaj niczego nie zmienia między nami i nie zamierzam odwołać ślubu ani cię zostawić. Jeśli tak myślisz, to przestań. Kocham cię całym sercem i nie mogę doczekać się aż będziemy małżeństwem. Wiem, co zrobiłeś i jak żyłeś. To twoja przeszłość i żadne z nas nie jest w stanie jej zmienić. Musisz to zaakceptować i jakkolwiek to brzmi, masz teraz szanse to naprawić. Nigdy nie jest za późno na zmianę i kiedy już oboje otrząśniecie się z szoku, musicie porozmawiać. Czasem wystarczy przeprosić, czasem to słowo zmienia bardzo dużo i wiele znaczy – szepnęła, unosząc nieco głowę, by spojrzeć na niego. Ujęła w dłonie twarz ukochanego i uśmiechnęła się delikatnie.

- Wszystko będzie dobrze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^