Aria Vasco
Obawiała się właśnie takiej reakcji Athana, ale nie mogła
mieć do niego pretensji. Właśnie zalała go wątpliwościami, choć ona sama tak
owych nie odczuwała. Prawda była taka, że dawno już nie czuła się tak
szczęśliwa i zadowolona z życia. Nigdy nie było między nimi aż tak dobrze, jak
teraz i Aria musiała jak najszybciej wyjaśnić to ukochanemu. Zakochała się w
nim do szaleństwa i to prawdopodobnie od pierwszego wejrzenia, o czym zapewne
wampir wiedział. Zdawał sobie przecież sprawę z jej uczuć i tego, jak silne one
były. Być może źle się wyraziła, a on źle odebrał to, co chciała mu powiedzieć.
Skrzywiła się lekko i odwróciła pospiesznie wzrok, wbijając go w widok za
oknem. Było szaro i mgliście i choć do tej pory Aria nie zwracała za bardzo uwagi
na anomalie pogodowe, tak teraz uznała iż to, co maluje się po drugiej stronie szyby,
idealnie odzwierciedla jej nastrój. Była na siebie wściekła, że powiedziała o tym
wszystkim Athanowi, bo jak się okazało, on odczuwał to zupełnie inaczej niż ona.
Miała nawet nieodparte wrażenie, że był trochę na nią zły, a może i rozczarowany.
Zmarszczyła brwi i zastanawiała się, jak naprawić to, co właśnie spartaczyła. Nie chciała, by myślał iż jest nieszczęśliwa lub co gorsza, waha się co do ślubie. Zaciągnie go przed ten cholerny ołtarz choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi.
- Tu nie chodzi o nasz ślub i o to, że mam jakieś wątpliwości.
Mam nadzieję, że nie odebrałeś tego w ten sposób. I jestem szczęśliwa, naprawdę.
Dziś spotkałam Nergui i rozmowa z nią po prostu wpędziła mnie w taki podły nastrój.
Była bardzo zagubiona, niepewna i taka nieszczęśliwa. Zaczęłam myśleć o rodzinie i zastanawiać się nad
tym, jakie mieli życie. Czuje się tak kiepsko, bo przez ten cały czas nie zatęskniłam
prawie za nimi. Pochłonęło mnie nowe życie i miałam ich po prostu gdzieś. Teraz
zbliża się ślub i pewnie nie wiesz jak to jest, ale każda mała dziewczynka o tym
marzy i chce by do ołtarza prowadził ją ojciec. Ja też podświadomie o tym myślę
i wiem, że to niemożliwe. Zawsze myślałam, że jeśli kiedykolwiek nadejdzie ten dzień,
to Elijah odegra tą rolę. To też się nie zdarzy, więc podwójnie mi przykro. – wyjaśniła,
spoglądając na Athanasiusa z powagą. Dotknęła delikatnie jego dłoni i pogładziła
jej wierzch, by po chwili złączyć ich palce
razem. Co jeszcze mogła powiedzieć? Nie sądziła, że w ogóle będzie musiała tłumaczyć
się ze swojego złego samopoczucia. Była pewna, że Athanasius po prostu ją przytuli i zapewni że wszystko będzie dobrze. On tymczasem przejawiał ku niej pewne pretensje, a przynajmniej takie odniosła wrażenie. Może robił to nieświadomie, ale Vasco była pewna, że tak owe pojawiły się między słowami.
- Nie kojarzę źle naszego ślubu, ani tym bardziej naszego związku.
To najlepsze, co mnie spotkało. Jesteś miłością mojego życia, ale... Ale wiem, że
przez to co powiedziałam jesteś teraz zły. Odnoszę wrażenie, że nie wolno mi mieć
chwili refleksji, bo to ty jesteś naczelnym pesymistą w Blickling, a ja muszę być
tą radosną stroną. Nie chciałam popsuć ci humoru, a jedynie powiedzieć o tym, co
mnie trapi. Boję się, że za chwilę stracę to wszystko, a ty znikniesz. Wcześniej
nie czułam tego tak bardzo, bo nie czułam ciebie w pełni przy sobie. Zawsze coś
rozpraszało twoją uwagę, a teraz kiedy jesteśmy ze sobą tak na sto procent, to jest
mi cudownie i nie chce by to się kiedykolwiek skończyło. Przecież specjalnie nie
wymyślam sobie przeszkód, to dzieje się raczej wbrew mnie. Cieszę się każdym naszym
momentem i czekam niecierpliwię na to, co przyniesie nam przyszłość. Ty będziesz
wspaniałym lekarzem, ja będę dalej pracowała w muzeum. Może zaadoptujemy psa albo
kota, albo to i to! Czeka na nas tyle niezwykłych chwil, że aż trudno mi w to uwierzyć.
Wiele się wydarzyło w naszym życiu i między nami i naprawdę nie sądziłam, że w ogóle
się kiedykolwiek jeszcze spotkamy, a co dopiero, że zostanę panią Tismaneanu. Chyba
dociera do mnie, co niedługo się wydarzy i trochę panikuje. Właściwie, ja też nigdy nie byłam
tak szczęśliwa i może dlatego trochę mnie to przeraża – powiedziała cicho, starając
się rozszyfrować z twarzy Athana to, o czym akurat pomyślał. Nie mogła tego zrobić
i prawdopodobieństwo nigdy nie będzie w stanie. Gdy już myślała, że zdołała go zrozumieć,
on robił zwrot i wyskakiwał z czymś, co kompletnie ją zaskakiwało. Miała nadzieję,
że zrozumiał, co chciała mu powiedzieć. Sam również zapewniał, że nie było niczego
złego w tym, co czuła i bardzo chciała by mówił serio i rzeczywiście tak myślał.
- Cóż, czasem zdarza mi się zły nastrój, choć znacznie rzadziej
niż na przykład Ishowi. Gdyby on przyszedł do ciebie z czymś takim, to pewnie machnąłbyś
tylko ręką – zaśmiała się trochę za głośno, ale to porównanie rzeczywiście ją rozbawione.
Wyobraziła sobie, jak Athan rozmawia z Drawsonem o ślubie i pociesza go w tej kwestii.
- Napijmy się czegoś mocniejszego, nie pogardzę też wspólną kąpielą.
Kupiłam sobie wczoraj coś koronkowego i czarnego... Mogę ci pokazać, jeśli chcesz
– wymruczała, przysuwając się do mężczyzny by zacząć obcałowywać jego szyję. Niespodziewanie
wbiła w skórę ukochanego lekko kły, a gdy usłyszała, jak nabiera głęboko powietrza,
odsunęła się z figlarnym uśmiechem i czekała na jego ruch. Miała nadzieję, że zostawią tą rozmowę za sobą, bo nie było już nic, co chciałaby dodać. Powiedziała to, co czuła i liczyła iż Athan to zaakceptuje i przede wszystkim zrozumie. Nie chciała, by coś się zmieniło i nie chciała ukrywać swoich uczuć, nawet jeśli dla niego mogły okazać się mało przyjemne. Była osobą, która zawsze widziała tylko dobre strony, która z wielkim optymizmem podchodziła do życia i relacji z innymi. To nie oznaczało jednak, że nie miała prawa czasem się nie uśmiechnąć, gdy każdy tego od niej oczekiwał. Nawet nad głową Arii Vasco pojawiały się czarne chmury, których zazwyczaj nie dostrzegała i starała się opędzać je również znad innych. Dziś potrzebowała, by zrobił to dla niej Athanasius i tak też się stało, choć wyszło mu nieco nieporadnie. To był jego pierwszy raz, więc nie mogła się gniewać. Wiedziała, że następnym razem pójdzie mu lepiej.
Może za sto lat...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz