ROZDZIAŁ 339

ATHANASIUS

Tego się zupełnie nie spodziewał, ale najwyraźniej cały jego wywód na temat dat odbił się od Arii jak od ściany. W innym wypadku poczułby się tym mniej lub bardziej urażony i niczym mały dzieciak oświadczył, że jak nie chce gadać, to nie. Jednak Arii dość rzadko zdarzało się tak głębokie zamyślenie, a to oznaczało, że coś było nie tak. Athan dosłownie czuł, jak panika zaciskała się na jego gardle — czyżby znowu coś przeoczył? Przecież obiecał, że będzie się o nią troszczył, o nią dbał i nie pozwalał, by jakiekolwiek smutki dobiły się do jej głowy. Gdzie mógł dać plamę? I kiedy? Przecież widział wyraźnie, jak bardzo Aria angażowała się w wystawę i jak wiele radości dawało jej tak samo jej organizowanie, jak i zbieranie pochwał — zwłaszcza że te dopiero zaczynały się sypać. Niemożliwe, by Aria tak nagle straciła tym zainteresowanie lub by przestało ją to cieszyć. A może? Może wystawa była tylko zasłoną dymną; czymś, na czym chwilowo mogła zawiesić swoje myśli, lecz co nie mogło trwać dłużej niż parę tygodni. Być może to odprężenie się właśnie przeterminowało, a Arię zaatakowało coś, co znowu Athan przeoczył. I mimo że nie usłyszał od Arii żadnej takiej deklaracji, już same domysły wystarczyły, by Tismaneanu poczuł się tragicznie źle.

I aż bał się spytać, co się stało. Bał się, bo odpowiedź uwidoczniłaby mu jego porażkę w całej okazałości. Ale przecież musiał to zrobić. W końcu kiedyś musiał.

— Skarbie, co się dzieje? — spytał, nawet nie próbując kryć swojego niepokoju.

Musiało coś się stać, nawet jeśli go zbywała. A zbywała, odpowiadając zdawkowo na jego pytania i opowiadając o jakiejś nowopoznanej wampirzycy. Rzekomo ich wspólne wspominki uruchomiły jej podły nastrój, ale Athan bał się uwierzyć, że powód był tak trywialny.

— Jutro nigdzie nie pojedziemy, jest niedziela — zauważył, chichocząc cicho, samemu próbując chociaż udawać, że aż tak się nie martwił, aby nie stresować Arii. — Kto by pomyślał, że taki pracuś się z ciebie zrobi! Dotąd myślałem, że to ja z Ishem robimy tu za pracoholików. Ale widocznie właśnie dołączyłaś do naszego elitarnego klubu, jeśli nie pamiętasz nawet, jaki mamy dziś dzień tygodnia.

Wiedział, że te raczej słabe żarty nie były najlepszym pomysłem w obliczu złego humoru Arii, ale starał się jakoś rozładować emocje. Miał nawet pomysł, jak mógł to zrobić — jego wybranka lubiła po pracy zamykać się w łazience, gdzie brała długą kąpiel. Athan chętnie by do niej dołączył, lecz z drugiej strony nie wiedział, czy Aria miała nastrój do takich igraszek. Wiedział, że czasami jej humor sprawiał, że cały dzień milczała i wolała trzymać się z dala od wszelkiego towarzystwa, nawet jego. Nie chciał się w żaden sposób narzucać, ale nie umiał — i nie chciał — też ukryć, że naprawdę martwił się o Arię.

Gdy zaś ponownie się uruchomiła i zaczęła trajkotać o wystawie i Radzie, Athan już prawie — już prawie! — pomyślał, że może rzeczywiście ten kiepski humor był tylko wyjątkową chwilą słabości. Zwłaszcza że faktycznie się ucieszyła na wieść o zaproszeniu na ich ślub Goro i po raz pierwszy nazwała go swoim mężem, co było wrażeniem dużo cieplejszym, bardziej emocjonującym i soczystszym niż mógłby przypuszczać. Jednak wszystko spektakularnie runęło, gdy jego luba ponownie wpadła w nostalgiczny nastrój. A im więcej mówiła, tym Athan czuł się gorzej.

— „Nie myśl sobie, że chcę odwołać ślub, bo to nie o to chodzi”? — powtórzył, dosłownie czując, jak momentalnie blednie. — Przez to, co powiedziałaś, dokładnie tak sobie pomyślałem!

Zupełnie nagle, choć właśnie pod wpływem tych dość nieszczęśliwie brzmiących słów, Athana zalała ślepa, bezmyślna panika. Błyskawicznie prostując się w sofie, ujął Arię za obie dłonie, spoglądając na nią z największą powagą graniczącą ze strachem.

— Słońce… — zaczął powoli, sam przerażony tym, co chciał za chwilę powiedzieć. — Na pewno nie o to chodzi? Nie wierze w przypadki, wiesz o tym, a skoro w ogóle przyszło ci do głowy, by wspomnieć, że „nie chodzi o ślub”, to widocznie jednak trochę chodzi. Co się dzieje? Bo… hm, jeśli trapi cię coś, o czym jeszcze nie chcesz mi powiedzieć… z różnych powodów, nie chcę w to wnikać i na ciebie naciskać — zaznaczył delikatnie — ale jeśli jest coś takiego i te myśli w jakiś sposób zaburzają ci wizję naszego ślubu, możemy przesunąć datę.

Dotąd był pewien, że Aria chciała tego samego, co on — by wzięli ślub i to możliwie jak najszybciej. Ale wystarczyło to jedno zdanie: „nie myśl sobie, że chcę odwołać ślub”, by Athan właśnie tak pomyślał i zaczął się zastanawiać, czy był taki moment, w którym dostrzegł zniechęcenie Arii. Po chwili namysłu nie znalazł żadnego, ale niespecjalnie wierzył sam sobie.

Nie musiał długo czekać na wyjaśnienia, ale one nijak go nie uspokoiły. Zwłaszcza że nie tak sobie wyobrażał ich wspólną sielankę. Nie sądził, że w momencie, w którym on zacznie przyzwyczajać się do tego szczęścia, tak nadzwyczajnego i jakże rzadko u niego spotykanego, Aria zacznie się z nim czuć nieswojo. A jednak, choćby nawet próbował zaprzeczać, musiał przyznać, że ją rozumiał.

Choć to i tak go w ogóle nie uspokajało.

— To, co czujesz, jest zupełnie naturalne, a wręcz bym powiedział: oczywiste — wyjaśnił z tak niespodziewanym spokojem, że na ułamek sekundy przez jego twarz przemknęło zaskoczenie samym sobą. — I trochę bawi mnie nasze zupełnie odmienne podejście do tematu — zaśmiał się krótko — bo ja, jako skrajny pesymista, po prostu wiem, że prędzej czy później wydarzy się coś złego, bo jest za pięknie. Ale różnica polega na tym, że skoro już pogodziłem się z nieuchronnym, to całym sobą chłonę to szczęście, w którym pławimy się teraz. Po co zatruwać je niepokojami? Po co się zastanawiać, czy i kiedy będzie źle, skoro teraz jest dobrze?

Przygarnął Arię do siebie, bardzo mocno przytulił i złożył kilka pocałunków na czubku jej głowy, aby ją choć odrobinę uspokoić.

— Naprawdę nie ma nic dziwnego w tym, co czujesz — zapewnił. — Po tym, co przeszliśmy w ciągu ostatniego roku, spokój zdaje się wręcz nienaturalny, bo przez większość czasu był towarem deficytowym. Ale nie powinnaś obwiniać szczęścia o to, że jest spokojne. Martwi mnie, że zamiast się cieszyć, to się zamartwiasz. W ten sposób przestajesz być szczęśliwa. W niepokoju czujesz się bardziej komfortowo? — spytał, nie do końca w żartach, nawet jeśli to pytanie brzmiało dość dziwnie. — Poza tym, mamy się niedługo pobrać. To wróżba ogromnego szczęścia. I co wtedy? Jak sobie poradzisz z aż tak dużą dawką spokoju? — spytał z największą powagą.

Tym razem też nie żartował. Aria naprawdę mocno go zaniepokoiła tym, co powiedziała. Owszem, w pełni rozumiał to swoiste zdziwienie, że od tak dawna nic im nie dokuczało, ale jeśli ten strach nie dawał jej spokoju całymi dniami, podchodził już pod paranoję. A w tym wypadku dosłownie jakaś katastrofa mogłaby ją w pewnym sensie uspokoić — bo dzięki temu wszystko wróciłoby na tory, które Aria dobrze znała i do których zdążyła się przyzwyczaić. Nawet ja nie jestem aż takim pesymistą, pomyślał, czując, że bał się o nią coraz bardziej. A może ona rzeczywiście tak krążyła dookoła, bo zaczynała mieć wątpliwości co do ich związku? Może Aria aż za bardzo przyzwyczaiła się do tego, że wciąż musiała zabiegać o jego uwagę i walczyć o względy? Może to sama gonitwa była dla niej najciekawsza, a gdy już zwyciężyła, meta okazała się rozczarowująco nudna? Może spodziewała się po tym związku czegoś więcej? Może ją w jakiś sposób rozczarował? A może znowu zaczęła tęsknić do swoich podróży i powoli zaczynała zdawać sobie sprawę, że popełniła błąd, wybierając jego? Athan dosłownie czuł, jak zapiera mu dech pod wpływem tych wszystkich koszmarnych myśli, jak serce znacznie spowalnia, a umysł spowija toksyczna mgła. A jeśli to wszystko prawda? Jeśli Aria, być może nawet podświadomie, właśnie mu sugerowała, że nie była z nim szczęśliwa? Że oczekiwała czegoś więcej, że nie czuła spełnienia?

— Co, twoim zdaniem, mogłoby naprawić ten stan rzeczy? — spytał ze śmiertelną powagą. Niedawny dobry humor błyskawicznie wyparował i Athan nie sądził, by już dzisiaj wrócił. — Co miałoby sprawić, że poczułabyś się tak po prostu, tylko i wyłącznie szczęśliwie? Powiedziałaś, że nie możesz zaakceptować czystego szczęścia. Więc jak sobie to wszystko wyobrażasz? Bo ja nie wiem, jak ci w takim razie pomóc — wyznał wprost. — Wątpliwości i niepokoje to rzecz normalna. Ja też je mam, nawet więcej niż ty i chyba znasz je wszystkie. Wiesz, jak bardzo się boję tego, że jesteśmy razem — zauważył, czując się niemal dziwnie z tym, że tak stanowczo opowiadał o swoich demonach. — Boję się tego, że nie podołam w tej roli i że historia się powtórzy. I nieraz ci tłumaczyłem, dlaczego nie mogę pozbyć się tych strachów, choć tak bardzo byś tego chciała. Ale one nie wykluczają tego, że jestem wdzięczny za każdą jedną chwilę spędzoną z tobą — wyszeptał, muskając wargami jej czoło. — Mój strach nie wyklucza tego szczęścia, z którego czerpię całymi garściami, bo nigdy wcześniej, Aria, nigdy takiego nie doświadczyłem. Twój też nie powinien tego wykluczać. Problem w tym — rzekł, uśmiechając się krzywo — że jak nad zamknięciem w bezpiecznych ryzach swoich strachów pracowałem blisko dwieście lat. Wolałbym tobie tego oszczędzić.

Nie wiedział, czy ją przekonał, choć obawiał się, że jeśli wahania i wątpliwości rozsiały się po jej myślach, to byle gadka ich nie rozgoni. I właśnie w tym momencie niespodziewanie Athan pomyślał, że Aria miała rację: zawsze, prędzej czy później, coś musiało pójść nie tak i zmącić ich spokój.

Jego został zmącony właśnie teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^