ROZDZIAŁ 338

Aria Vasco

Już od progu słychać było wrzaski Athana i chichot Gudrun, co oznaczało tylko tyle, że dziewczyna torturowała ojca. Lubiła mu dokuczać, przypominając o swojej śmierci i choć na nikim nie robiło to już wrażenia, bo domownicy zdołali przywyknąć do jej żartów, Athanasius nie chciał o tym słyszeć. Był przewrażliwiony na tym punkcie i Aria wcale mu się nie dziwiła. Nie chciałaby, aby jej dziecko umarło. Jej dziecko.

Nigdy nie myślała o macierzyństwie z wiadomych powodów – u wampirów praktycznie się to nie zdarzało. Nie warto było robić sobie nadziei i starać się o dziecko, gdy sprawa była z góry przegrana. Pamiętała, jak długo Elijah i Marisa próbowali i ile przyniosło im to smutku oraz cierpienia. Załamana przyjaciółka snuła się potem po domu, a Elijah zamykał w gabinecie. Każde obwiniało siebie za porażkę, która nie była niczyją winą. Dlatego Aria praktycznie wykluczyła ten aspekt ze swojego wspólnego życia z Athanem. Nigdy nie wyobrażała sobie ich dziecka, nie brała nawet pod uwagę takiej ewentualności. Nie rozmawiali o tym, bo oboje wiedzieli, że było to niemożliwe. 

- Słychać was aż na podjeździe. Gudrun, zlituj się nad ojcem, bo zaraz jego będzie trzeba wskrzesić – stwierdziła z lekkim uśmiechem, zrzucając szpilki i opadając na sofę tuż przy ukochanym. Pozwoliła mu na czułości, którymi ją obdarzał, odwzajemniając każdy pocałunek. Gdy zostali sami, ułożyła się wygodnie i spojrzała na niego. Obserwowała, jak do niej mówił, jak lekko marszczył brwi i uśmiechał się nieco nerwowo. Był tak cudownie piękny, że Aria nie była w stanie myśleć o niczym innym. Nie wiedziała, co do niej mówił, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo był przy niej. To wystarczyło, by poczuć się lepiej. 

- Ah! Artykuł! Tak, wystawa okazała się sukcesem i zaprosili mnie nawet do radia w przyszłym tygodniu. – gdy w końcu dotarło do niej, co mówił, posłała mu przepraszające spojrzenie i westchnęła głośno. Była w kiepskim nastroju i nawet nie wiedziała dlaczego. Być może miało to związek z nowo poznaną wampirzycą i rozmową, jaką przeprowadziły. Arii dużo nie trzeba było, by rozbudzić skrywane wspomnienia, na przykład o rodzinie. Jej tęsknota obudziła się niemal w tym samym czasie, podobnie jak ciekawość. Ani ona, ani Athan nigdy o tym nie rozmawiali. Vasco bała się, że mogłaby skrzywdzić kogoś, jako młoda wampirzyca, dlatego nie próbowała odwiedzać bliskich. Później wcale już o nich nie myślała i miała teraz z tego powodu wyrzuty sumienia. Wyobrażała sobie moment, gdy wraca do domu, a mama robi specjalnie dla niej placki z jabłkami. Ojciec siedziałby w fotelu przy oknie i opowiadał po raz kolejny swoją ulubioną historię o wielorybie Sully, który siał postrach wśród okolicznych rybaków. Nikt do końca nie wierzył nigdy w te opowieści, ale wszyscy drżeli na dźwięk tego imienia. 

- Przepraszam, jestem raczej w nostalgicznym nastroju. Kiepski ze mnie kompan do rozmowy – wymamrotała, krzywiąc się lekko. Zasłoniła szybko twarz dłońmi, by Athanasius nie dostrzegł łez w kącikach jej oczu. Nie chciała płakać, przecież nie miała żadnego powodu, a jednak nie potrafiła przestać. Nabrała głęboko powietrza i starała się uspokoić. 

- Pogrzeb tego skurwiela, to najlepszy prezent. Trudno będzie ci przebić to za rok - zauważyła, śmiejąc się cicho i ponownie spoglądając na ukochanego. Zapewniła go zaraz, że nic konkretnego się nie stało i nie musi się o nią martwić. Opowiedziała szybko o poznanej wampirzycy i o tym, jakie to rozbudziło w niej wspomnienia. Wiedziała, że Athan będzie przejmował się jej fatalnym humorem, mimo iż bardzo nie chciała go tym obarczać. Zmiana tematu była najlepszym, co mogła zrobić w tej chwili. 

- A co do rocznicy, to sama nie wiem. Po prostu zaczęliśmy być razem i możemy przyjąć, że było to w kwietniu. Właściwie, to nigdy się nad tym nie zastanawiała i ty nigdy oficjalnie nie zapytałeś mnie o bycie razem – zauważyła z zaczepnym uśmiechem, wyciągając rękę w stronę mężczyzny, by pochwycić kosmyk jego włosów i zacząć się nim bawić. Zerknęła na wampira, a widząc zamyśleniem na jego twarzy, domyśliła się iż faktycznie zaczął się nad tym zastanawiać. Ciągnęło ich do siebie od dawna, choć on stałe ją odpychał i nie chciał zaakceptować faktu, że widział w niej również kobietę. Zaczęli po prostu ze sobą być, ale nie potrafiła określić od kiedy tak konkretnie. 

- Wzięłam jutro wolne, bo wiem że też nie masz zajęć. Oboje zrobimy sobie dzień lenistwa i zajmiemy się sprawami związanymi ze ślubem, okej? Pewnie będzie trzeba jechać w kilka miejsc i muszę pogadać z Ishem o przebudowie magazynu żeby dostosował piwnice do młodych wilkołaków – zaczęła wymieniać i opowiadać pokrótce o planach związanych z budową. Jej myśli wróciły już na właściwe tory i powoli dochodziła do siebie. Wspomniała, że wystawa zapewniła jej kilka ważnych kontaktów również w sprawie Rady i gdyby nie to, że Goro był chwilowo niedostępny, to musiałaby spotkać się z nim w tej sprawie. 

Athanasius Tismaneanu zaskoczył ją prawdopodobnie po raz pierwszy od wieków. Wydawało jej się, że zna go bardzo dobrze, ale okazało się, że nie do końca. Wiedziała, że zaproszenie Goro na ślub było swego rodzaju gałązka oliwną i doceniała to. Nie zamierzała namawiać przyszłego męża na kontakty z Belialem, ale jego inicjatywa była już wielkim krokiem na przód, w stronę demonów. Była pewna, że ta sprawa jest z góry przegrana. 

- To wiele dla mnie znaczy, dziękuję. Obiecuje, że to będzie jedyny demon. Cieszę się, że robisz to dla mnie. Nie myśl sobie tylko, że pozwolę ci zaprosić Novak! Albo w sumie, niech przyjdzie i patrzy na mój triumf! Zawsze miała na ciebie chrapkę, stara raszpla. Pęknie z zazdrości! – Aria zaśmiała się w dość złowieszczy sposób, a gdy zobaczyła wzrok Athana, umilkła i jedynie słodko się uśmiechnęła. Wsunęła się po chwili na jego kolana i mocno przytuliła. Była dumna, że to właśnie ona zostanie niedługo panią Tismaneanu, a nie ta prukwa. 

- Mój idealny mąż. Nie miałam śmiałości cię o to prosić – przyznała, układając dłonie na twarzy wampira, czując jak zalewa ją fala miłości. Athan zawsze był tym, czego pragnęła, ale nie sądziła iż jej marzenia kiedykolwiek się spełnią i że lada dzień zostanie jego żoną. Z każdą chwilą zaczynała denerwować się coraz bardziej i musiała w końcu podzielić się z nim swoimi wątpliwościami.

- Właściwie, to chciałam o coś zapytać i mam nadzieję, że będziesz ze mną szczery. Nie myśl sobie, że chcę odwołać ślub, bo to nie o to chodzi - zaczęła, a twarz Athana momentalnie się ścięła i zbladła. Nie chciała trzymać go w niepewności, więc od razu kontynuowała.

- Masz może wrażenie, że zaraz stanie się coś złego? Nie mogę wyrzucić z głowy myśli, że jest zbyt pięknie, zbyt idealnie. Wszystko układa się dobrze, ale ciągle słyszę jakieś podszepty niepewności. Tyle razy dostaliśmy w kość, że już automatycznie jestem przygotowania na jakiś atak. Proszę, powiedz że czujesz podobnie, bo nie chce wyjść na wariatkę. Cieszę się, że wszystko jest dobrze i jednocześnie mnie to przeraża. Nigdy nie mieliśmy aż takiego spokoju i nie potrafię się w tym odnaleźć. Już bym wolała oberwać w łeb jakimś meteorytem niż żyć w takiej niepewności i spodziewać się ciągle najgorszego. Chyba nie potrafię zaakceptować czystego, niczym nie zmąconego szczęścia. Wiem, że to głupie, ale... Przepraszam, to pojebane. Nie powinnam ci tego mówić. To nie ma żadnego wpływu na małżeństwo, bo dalej tego chcę i chcę być z tobą. Po prostu przeraża mnie...ta cisza. Jestem ciekawa, czy czujesz coś podobnego, czy tym razem to ja mam paranoje - zaśmiała się nerwowo i pokręciła głową z niedowierzaniem, że faktycznie poruszyła z Athanem ten temat. Bała się, że mężczyzna odbierze to jako jej wahanie. Zaczesała szybkim ruchem opadające na twarz kosmyki i opadła na sofę niemal bez sił.

- Jestem dziś okropna 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^