ROZDZIAŁ 332

ARIA VASCO (JUŻ NIEDŁUGO TISMANEANU)

Była wdzięczna, że Gudrun i Belial wpadli do muzeum i choć ludzkie jedzenie w żaden sposób nie zaspokoiło jej potrzeb, to cieszyła się z ich towarzystwa i chwili odpoczynku. Na szczęście miała ze sobą zapas krwi w termicznym kubku, przez co mogła bez wzbudzania podejrzeń raczyć się takim trunkiem. Bel opowiedział jej ze szczegółami, co stało się z Wierą i jaki wpływ miało to na nich wszystkich, a w szczególności na Goro. Aria miała szczerą nadzieję, że z griszką nie stanie się nic złego i w końcu się obudzi. Nie miały ze sobą za wiele wspólnego, ale życzyła Goro jak najlepiej i jeśli czuł coś do wiedźmy, to będzie im kibicowała z całych sił. Nie mogła również patrzeć, jak Bel zadręczał się z tego powodu. Zawsze podziwiała jego więź z Goro i ich relację, choć dalece im było do idealnych. Wspierali się na swój własny sposób i darzyli się szacunkiem mimo to, że każdy z nich był inny.

- Przejdzie mu, jak tylko Wiera dojdzie do siebie – zapewniła przyjaciela, na co ten od razu pokręcił głową.

- Wiem, ale to kurewsko długo trwa. Mam nadzieję, że te całe czary mary od ciebie jakoś to przyspieszą – wymamrotał demon robiąc cierpiętniczy wyraz twarzy.

- Z tego co mówisz, to jakiś rodzaj regeneracji, więc to tylko kwestia czasu. Niektóre wilkołaki, by dojść do siebie po ciężkiej walce, zapadają w hibernację na jakiś czas. Często walczą między sobą o dominację i w taki sposób leczą poważniejsze rany. Być może z Wierą jest podobnie, a skoro Cień jest powiązany z jej duszą, to połatać ją do kupy, to nie taka prosta sprawa. Z resztą, sam wiesz, jak to z tymi duszami bywa, prawda? A właśnie, nie próbowaliście jej opętać żeby sprawdzić od środka, co się dzieje? Może Wiera nie jest w stanie sama się wybudzić z jakiegoś powodu – zauważyła wampirzyca, chcąc pocieszyć Beliala, bo na ten moment tylko to mogła zrobić. Demon pokręcił przecząco głową i wyjaśnił iż opętanie wiedźmy nie jest możliwe i jedyny sposób, to pozwolić jej działać samej.

- Jej dusza jest już zajęta przez Cień. Nie ma do niej dostępu – powiedział z westchnięciem, sięgając po frytki, których garść wepchnął sobie do ust.

- A może była zbyt słaba, by utrzymała dwa potężne byty na raz. Dajcie jej amulet i zioła, odczekajcie dwa dni i spróbujcie jeszcze raz. Według mnie, to jedyny sposób by sprawdzić, co się z nią teraz dzieje – poradziła, obejmując demona i przytulając go lekko. Żal było jej patrzeć na jego zatroskane oblicze.

***

Przerwa świąteczna minęła szybko, więc Athanasius wrócił na uczelnie. Aria uporała się z wystawą, więc miała więcej czasu dla narzeczonego. Zupełnie spontanicznie postanowiła wpaść do niego na uczelnie i zrobić mu małą niespodziankę. Liczyła też na szybki numerek w bibliotece albo jakimś schowku. Żartowali niedawno o tym, ale panna Vasco zamierzała te żarciki urzeczywistnić.

Przemknęła głównym korytarzem w stronę pokoju relaksacyjnego, gdzie studenci odpoczywali między wykładami. Wiedziała, że Athan lubił spędzać tam czas, dlatego gdy nie zastała go w kafejce na kampusie, od razu udała się na teren uczelni. Nie była studentką, dlatego nie łatwo było dostać się do środka, jednak wykorzystała swój urok osobisty i trochę wampirzych zdolności. Portier wpuścił ją i miał zapamiętać jako studentkę z wymiany, która od czasu do czasu pojawi się w zasięgu jego wzroku, ale od której nigdy nie będzie żądał okazania identyfikatora. Miała ze sobą świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy z odrobiną krwi i quasadille, którą zamierzała zjeść na lunch z ukochanym. Ostatnio polubili meksykańską kuchnie za sprawą Gudrun, więc zdecydowała się właśnie na to szybkie danie.

Sala relaksacyjna była ogromna, ale urządzona w taki sposób, że Aria nie była zdziwiona iż Athanasius lubił w niej przebywać. Wygodne kanapy i fotele, przytłumione światło, przyjemne dla oka kolory, sporo roślinności oraz spokojna, cicha muzyka, nadawały niesamowity klimat. Okna były duże i wychodziły na park, przez co studenci mogli podziwiać tą mniej ruchliwą stronę Norwich. W pomieszczeniu nie było wiele osób, dlatego znalezienie Athana nie było trudne, choć Vasco wypatrzyłaby go nawet w największym tłumie i to ze stu kilometrów. Siedział sobie na sofie z tą swoją niewinną minką małego chłopca, otoczony wianuszkiem dziewczyn, które gdyby tylko mogły, pożarłyby go od razu. W ręku trzymał tablet, który Aria kupiła mu do nauki i który okazał się bardzo przydatny i na szczęście wampir z chęcią go używał. Kobieta chciała ułatwić mu naukę i pokazać, że czasy nieco się zmieniły i nie musi już taszczyć tomiszczy na każde zajęcia. Był to spory krok, zwłaszcza iż wampir nie przepadał za nowinkami technologicznymi. Teraz najwyraźniej tłumaczył coś studentkom, które mało zainteresowane były tym, co mówił. Wpatrywała się w niego z zachwytem i raz po raz kiwały głowami, udając że rozumieją. W pierwszej chwili zachciało się jej śmiać, gdy obserwowała próby zwrócenia uwagi mężczyzny i przypomniała sobie, że wcale nie tak dawno temu była na miejscu tych dziewczyn. Jej wzrok mimowolnie powędrował do pierścionka zdobiącego palec, a na twarzy od razu pojawił się ciepły uśmiech. Gdy uniosła spojrzenie, w sekundę jej wyraz twarzy się zmienił. Gorąco rozlało się po całym ciele i skumulowało gdzieś w dole brzucha. Ogarnęła ją panika. Jakaś blond siksa uwiesiła się właśnie na ramieniu Athana, zerkając w tablet i szepcząc mu coś do ucha. Mężczyzna roześmiał się serdecznie i pokręcił głową, zaczynając coś jej tłumaczyć. Aria znała zbyt dobrze te zagrywki i wiedziała, co próbowała zrobić studentka.

No kurwa, niedoczekanie.

Vasco ruszyła w stronę gromadki uczniów, a właściwie w stronę Athanasiusa i bandy krwiożerczych samic, które obsiadły go niczym rządne krwi wilki. Mały, biedny jelonek.

- Tu jesteś, kochanie – powiedziała, przepychając się między dziewczynami, by dostać się bliżej mężczyzny. Jej wzrok od razu skierował się na blondynkę, która ani myślała odsuwać się od Athana. Arii krew zmroziło w żyłach, gdy gówniara obserwowała ją w tak wyzywający sposób i obściskiwała JEJ faceta.

- Wyrwałam się z pracy i przyniosłam lunch – uniosła w górę pakunek i uśmiechnęła się do narzeczonego tak ładnie, jak tylko potrafiła. Athan od razu wstał i zbliżył się do niej, by pocałować ją na przywitanie, a gdy to już mieli za sobą, przedstawił ją jako swoją żonę. Aria nie dała poznać po sobie zaskoczenia, ale nagle zdała sobie sprawę z tego, jak cudownie brzmiało to słowo. Dziewczyny, które go otaczały również miały imiona, które dla Arii były nieistotne. Interesowała ją tylko jedna żmija z tego towarzystwa – Margot. Na pierwszy rzut oka widać było, jakie z niej ziółko. Nie musiała nic o sobie mówić, a Aria już rozgryzła, że była córeczką bogatego tatusia spełniającego każdą jej zachciankę. Miała długie, blond włosy ułożone w idealną fryzurę, w której każdy włosek miał swoje miejsce. Lekki makijaż z akcentem na brwi, które podkreślały wielkie, błękitne ślepia. Ubrana dość skromnie, ale z klasą, co dodawało jej jeszcze więcej uroku. Wszystko w niej było przemyślane i wykreowane jakby nagle stała się kimś innym niż była wcześniej.

- Jak tu weszłaś? – zapytała niemal z wyrzutem, nie siląc się nawet na jakąkolwiek uprzejmość. W powietrzu trzaskały iskry od jej spojrzenia, ale Athan nawet tego nie dostrzegał, myśląc sobie, że to tylko zwykła rozmowa kobiet. W rzeczywistości Aria zaznaczała swoje terytorium i zamierzała pokazać dominację, a ta siksa starała się ją podburzyć.

- Cóż, potrafię być bardzo przekonująca – odpowiedziała Vasco ze słodkim uśmiechem, tuląc się do Athanasiusa, który objął ją nieco mocniej, wyraźnie zadowolony z jej obecności.

- Będę musiała to zgłosić. – Margot patrzyła z powagą na Arię, która już wysuwała kły, by rzucić się jej do gardła i rozszarpać tchawice. Dziewczyna roześmiała się jednak radośnie, a jej twarz zmieniła się w ułamku sekund.

A więc tak chcesz pogrywać, suko.

- No coś ty! Wpadaj do nas kiedy chcesz, Amy. Och, wybacz, nie mam pamięci do imion. Armi. – blondynka wstała z miejsca i zbliżyła się do Arii z wyciągnięta dłonią. Wampirzyca dopiero teraz dostrzegła, że pozostałe dziewczyny gdzieś zniknęły i przy sofie zostali już tylko we trzech. Nie miała ochoty ściskać jej ręki i udawać, że to miłe spotkanie, ale musiała zrobić dobrą minę do złej gry. Nie chciała wprawiać w zakłopotanie Athana, zwłaszcza iż on wiele razy szedł jej na ustępstwa i widywał demony, choć wcale tego nie chciał.

- Miło cię było poznać – rzuciła Aria, siląc się na miły uśmiech. Zarówno ona, jak i Margot wiedziały, że to gówno prawda. Blondynka odeszła, a gdy tylko przyszli państwo Tismaneanu zostali sami, wampirzyca spojrzała na Athana.

- A więc tak tu się bawisz. Dobrze, że przyszłam, bo lada chwila, a by cię rozszarpały. Poważnie, nie zwróciłeś uwagi, co tu się działo? – zapytała wampira, rozpakowując lunch i układając go na niewielkim stoliku. Athanasius miał zaskoczoną minę, a więc rzeczywiście nie miał pojęcia, co się działo. Dla niego było to tylko niewinne tłumaczenie koleżankom z roku czegoś o pracy układu limfatycznego.

- Nie, kotku. To była próba zwrócenia twojej uwagi. Czy myślisz, że studentkom medycyny trzeba tłumaczyć takie rzeczy? To nawet ja wiem, co to jest i to tylko dlatego, że ostatnio jak usnąłeś, to zbierałam twoje książki i akurat było na tej stronie otwarte – wyjaśniła, podając mu kawałek quasadilli i posyłając nieco litościwy uśmiech. Athan najwyraźniej nie chciał uwierzyć, że dał się tak zrobić, więc Aria zamierzała mu to udowodnić.

- To otwarty układ naczyń i przewodów, którymi płynie jeden z płynów ustrojowych – limfa, która bierze swój początek ze śródmiąższowego przesączu znajdującego się w tkankach. Układ naczyń chłonnych połączony jest z układem krążenia krwi. Śródmiąższe, czyli przestrzeń znajdująca się pomiędzy tkankami, została uznana niedawno przez naukowców za odrębny organ. – wampir wpatrywał się w Arię, a ona roześmiała się cicho i pokręciła głową, dając mu zaraz buziaka w policzek. Było jej nieco go żal, ale również była wściekła, że jakieś obce baby kręciły się koło niego, s on nie zdawał sobie sprawy z ich zamiarów. Rozejrzała się pospiesznie po sali i poza Athanasiusem, nie dostrzegła żadnego innego mężczyzny.

- Jesteś słodki. Ale mówię serio, uważaj bo one wykorzystują twoją naiwność i próbują cię poderwać. Zwłaszcza ta Margot, wyraźnie mnie prowokowała. Nie chciałabym, aby któraś z twoich koleżanek zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jeśli jeszcze raz zobaczę jej łapska na tobie, to jej je wyrwę i będzie mogła sobie tylko pomarzyć o lekarskiej karierze. Mam nadzieję, że to jest jasne – wymamrotała Aria, popijając sok pomarańczowy ze smakiem i nieco kwaśną miną. Athan wyglądał na rozbawionego i zapewne nie brał jej słów na poważnie. Aria zawsze była zazdrosna, więc nie mogła dziwić go jej postawa. Tym razem miała ku temu powody i nie zamierzała pozwolić, by byle dziewucha właziła z butami w ich związek. Zwłaszcza teraz, gdy planowali ślub.

- Nazwałeś mnie swoją żoną. To było miłe. Chciałeś odwrócić moją uwagę od tej su... Niezbyt dobrze wychowanej, młodej kobiety. Dobre zagranie taktyczne - zauważyła posyłając mu psotny uśmiech i niemal od razu zapominając o tym, co się przed chwilą stało. Żadna Margot nie miała z nią szans. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^