ARIA VASCO (JUŻ NIEDŁUGO TISMANEANU)
Była wdzięczna, że Gudrun i Belial wpadli do muzeum i choć ludzkie jedzenie w żaden sposób nie zaspokoiło jej potrzeb, to cieszyła się z ich towarzystwa i chwili odpoczynku. Na szczęście miała ze sobą zapas krwi w termicznym kubku, przez co mogła bez wzbudzania podejrzeń raczyć się takim trunkiem. Bel opowiedział jej ze szczegółami, co stało się z Wierą i jaki wpływ miało to na nich wszystkich, a w szczególności na Goro. Aria miała szczerą nadzieję, że z griszką nie stanie się nic złego i w końcu się obudzi. Nie miały ze sobą za wiele wspólnego, ale życzyła Goro jak najlepiej i jeśli czuł coś do wiedźmy, to będzie im kibicowała z całych sił. Nie mogła również patrzeć, jak Bel zadręczał się z tego powodu. Zawsze podziwiała jego więź z Goro i ich relację, choć dalece im było do idealnych. Wspierali się na swój własny sposób i darzyli się szacunkiem mimo to, że każdy z nich był inny.
- Przejdzie mu, jak tylko Wiera dojdzie do siebie –
zapewniła przyjaciela, na co ten od razu pokręcił głową.
- Wiem, ale to kurewsko długo trwa. Mam nadzieję, że te całe
czary mary od ciebie jakoś to przyspieszą – wymamrotał demon robiąc
cierpiętniczy wyraz twarzy.
- Z tego co mówisz, to jakiś rodzaj regeneracji, więc to
tylko kwestia czasu. Niektóre wilkołaki, by dojść do siebie po ciężkiej walce,
zapadają w hibernację na jakiś czas. Często walczą między sobą o dominację i w
taki sposób leczą poważniejsze rany. Być może z Wierą jest podobnie, a skoro
Cień jest powiązany z jej duszą, to połatać ją do kupy, to nie taka prosta
sprawa. Z resztą, sam wiesz, jak to z tymi duszami bywa, prawda? A właśnie, nie
próbowaliście jej opętać żeby sprawdzić od środka, co się dzieje? Może Wiera
nie jest w stanie sama się wybudzić z jakiegoś powodu – zauważyła wampirzyca,
chcąc pocieszyć Beliala, bo na ten moment tylko to mogła zrobić. Demon pokręcił
przecząco głową i wyjaśnił iż opętanie wiedźmy nie jest możliwe i jedyny
sposób, to pozwolić jej działać samej.
- Jej dusza jest już zajęta przez Cień. Nie ma do niej
dostępu – powiedział z westchnięciem, sięgając po frytki, których garść
wepchnął sobie do ust.
- A może była zbyt słaba, by utrzymała dwa potężne byty na
raz. Dajcie jej amulet i zioła, odczekajcie dwa dni i spróbujcie jeszcze raz. Według
mnie, to jedyny sposób by sprawdzić, co się z nią teraz dzieje – poradziła,
obejmując demona i przytulając go lekko. Żal było jej patrzeć na jego
zatroskane oblicze.
***
Przerwa świąteczna minęła szybko, więc Athanasius wrócił na
uczelnie. Aria uporała się z wystawą, więc miała więcej czasu dla narzeczonego.
Zupełnie spontanicznie postanowiła wpaść do niego na uczelnie i zrobić mu małą
niespodziankę. Liczyła też na szybki numerek w bibliotece albo jakimś schowku.
Żartowali niedawno o tym, ale panna Vasco zamierzała te żarciki urzeczywistnić.
Przemknęła głównym korytarzem w stronę pokoju
relaksacyjnego, gdzie studenci odpoczywali między wykładami. Wiedziała, że
Athan lubił spędzać tam czas, dlatego gdy nie zastała go w kafejce na kampusie,
od razu udała się na teren uczelni. Nie była studentką, dlatego nie łatwo było
dostać się do środka, jednak wykorzystała swój urok osobisty i trochę
wampirzych zdolności. Portier wpuścił ją i miał zapamiętać jako studentkę z
wymiany, która od czasu do czasu pojawi się w zasięgu jego wzroku, ale od
której nigdy nie będzie żądał okazania identyfikatora. Miała ze sobą świeżo
wyciśnięty sok pomarańczowy z odrobiną krwi i quasadille, którą zamierzała
zjeść na lunch z ukochanym. Ostatnio polubili meksykańską kuchnie za sprawą
Gudrun, więc zdecydowała się właśnie na to szybkie danie.
Sala relaksacyjna była ogromna, ale urządzona w taki sposób,
że Aria nie była zdziwiona iż Athanasius lubił w niej przebywać. Wygodne kanapy
i fotele, przytłumione światło, przyjemne dla oka kolory, sporo roślinności
oraz spokojna, cicha muzyka, nadawały niesamowity klimat. Okna były duże i
wychodziły na park, przez co studenci mogli podziwiać tą mniej ruchliwą stronę
Norwich. W pomieszczeniu nie było wiele osób, dlatego znalezienie Athana nie
było trudne, choć Vasco wypatrzyłaby go nawet w największym tłumie i to ze stu
kilometrów. Siedział sobie na sofie z tą swoją niewinną minką małego chłopca,
otoczony wianuszkiem dziewczyn, które gdyby tylko mogły, pożarłyby go od razu. W
ręku trzymał tablet, który Aria kupiła mu do nauki i który okazał się bardzo
przydatny i na szczęście wampir z chęcią go używał. Kobieta chciała ułatwić mu
naukę i pokazać, że czasy nieco się zmieniły i nie musi już taszczyć tomiszczy na
każde zajęcia. Był to spory krok, zwłaszcza iż wampir nie przepadał za
nowinkami technologicznymi. Teraz najwyraźniej tłumaczył coś studentkom, które
mało zainteresowane były tym, co mówił. Wpatrywała się w niego z zachwytem i
raz po raz kiwały głowami, udając że rozumieją. W pierwszej chwili zachciało
się jej śmiać, gdy obserwowała próby zwrócenia uwagi mężczyzny i przypomniała
sobie, że wcale nie tak dawno temu była na miejscu tych dziewczyn. Jej wzrok
mimowolnie powędrował do pierścionka zdobiącego palec, a na twarzy od razu
pojawił się ciepły uśmiech. Gdy uniosła spojrzenie, w sekundę jej wyraz twarzy
się zmienił. Gorąco rozlało się po całym ciele i skumulowało gdzieś w dole
brzucha. Ogarnęła ją panika. Jakaś blond siksa uwiesiła się właśnie na ramieniu
Athana, zerkając w tablet i szepcząc mu coś do ucha. Mężczyzna roześmiał się
serdecznie i pokręcił głową, zaczynając coś jej tłumaczyć. Aria znała zbyt
dobrze te zagrywki i wiedziała, co próbowała zrobić studentka.
No kurwa, niedoczekanie.
Vasco ruszyła w stronę gromadki uczniów, a właściwie w
stronę Athanasiusa i bandy krwiożerczych samic, które obsiadły go niczym rządne
krwi wilki. Mały, biedny jelonek.
- Tu jesteś, kochanie – powiedziała, przepychając się między
dziewczynami, by dostać się bliżej mężczyzny. Jej wzrok od razu skierował się
na blondynkę, która ani myślała odsuwać się od Athana. Arii krew zmroziło w
żyłach, gdy gówniara obserwowała ją w tak wyzywający sposób i obściskiwała JEJ
faceta.
- Wyrwałam się z pracy i przyniosłam lunch – uniosła w górę
pakunek i uśmiechnęła się do narzeczonego tak ładnie, jak tylko potrafiła.
Athan od razu wstał i zbliżył się do niej, by pocałować ją na przywitanie, a
gdy to już mieli za sobą, przedstawił ją jako swoją żonę. Aria nie dała poznać po sobie zaskoczenia, ale nagle zdała sobie sprawę z tego, jak cudownie brzmiało to słowo. Dziewczyny,
które go otaczały również miały imiona, które dla Arii były nieistotne.
Interesowała ją tylko jedna żmija z tego towarzystwa – Margot. Na pierwszy rzut
oka widać było, jakie z niej ziółko. Nie musiała nic o sobie mówić, a Aria już
rozgryzła, że była córeczką bogatego tatusia spełniającego każdą jej
zachciankę. Miała długie, blond włosy ułożone w idealną fryzurę, w której każdy
włosek miał swoje miejsce. Lekki makijaż z akcentem na brwi, które podkreślały
wielkie, błękitne ślepia. Ubrana dość skromnie, ale z klasą, co dodawało jej
jeszcze więcej uroku. Wszystko w niej było przemyślane i wykreowane jakby nagle
stała się kimś innym niż była wcześniej.
- Jak tu weszłaś? – zapytała niemal z wyrzutem, nie siląc
się nawet na jakąkolwiek uprzejmość. W powietrzu trzaskały iskry od jej
spojrzenia, ale Athan nawet tego nie dostrzegał, myśląc sobie, że to tylko
zwykła rozmowa kobiet. W rzeczywistości Aria zaznaczała swoje terytorium i
zamierzała pokazać dominację, a ta siksa starała się ją podburzyć.
- Cóż, potrafię być bardzo przekonująca – odpowiedziała
Vasco ze słodkim uśmiechem, tuląc się do Athanasiusa, który objął ją nieco
mocniej, wyraźnie zadowolony z jej obecności.
- Będę musiała to zgłosić. – Margot patrzyła z powagą na
Arię, która już wysuwała kły, by rzucić się jej do gardła i rozszarpać
tchawice. Dziewczyna roześmiała się jednak radośnie, a jej twarz zmieniła się w
ułamku sekund.
A więc tak chcesz pogrywać, suko.
- No coś ty! Wpadaj do nas kiedy chcesz, Amy. Och, wybacz,
nie mam pamięci do imion. Armi. – blondynka wstała z miejsca i zbliżyła się do
Arii z wyciągnięta dłonią. Wampirzyca dopiero teraz dostrzegła, że pozostałe
dziewczyny gdzieś zniknęły i przy sofie zostali już tylko we trzech. Nie miała
ochoty ściskać jej ręki i udawać, że to miłe spotkanie, ale musiała zrobić
dobrą minę do złej gry. Nie chciała wprawiać w zakłopotanie Athana, zwłaszcza
iż on wiele razy szedł jej na ustępstwa i widywał demony, choć wcale tego nie
chciał.
- Miło cię było poznać – rzuciła Aria, siląc się na miły
uśmiech. Zarówno ona, jak i Margot wiedziały, że to gówno prawda. Blondynka
odeszła, a gdy tylko przyszli państwo Tismaneanu zostali sami, wampirzyca
spojrzała na Athana.
- A więc tak tu się bawisz. Dobrze, że przyszłam, bo lada
chwila, a by cię rozszarpały. Poważnie, nie zwróciłeś uwagi, co tu się działo? –
zapytała wampira, rozpakowując lunch i układając go na niewielkim stoliku.
Athanasius miał zaskoczoną minę, a więc rzeczywiście nie miał pojęcia, co się
działo. Dla niego było to tylko niewinne tłumaczenie koleżankom z roku czegoś o
pracy układu limfatycznego.
- Nie, kotku. To była próba zwrócenia twojej uwagi. Czy
myślisz, że studentkom medycyny trzeba tłumaczyć takie rzeczy? To nawet ja
wiem, co to jest i to tylko dlatego, że ostatnio jak usnąłeś, to zbierałam
twoje książki i akurat było na tej stronie otwarte – wyjaśniła, podając mu
kawałek quasadilli i posyłając nieco litościwy uśmiech. Athan najwyraźniej nie
chciał uwierzyć, że dał się tak zrobić, więc Aria zamierzała mu to udowodnić.
- To otwarty układ naczyń i przewodów, którymi płynie jeden z
płynów ustrojowych – limfa, która bierze swój początek ze śródmiąższowego
przesączu znajdującego się w tkankach. Układ naczyń chłonnych połączony jest z
układem krążenia krwi. Śródmiąższe, czyli przestrzeń znajdująca się pomiędzy
tkankami, została uznana niedawno przez naukowców za odrębny organ. – wampir
wpatrywał się w Arię, a ona roześmiała się cicho i pokręciła głową, dając mu
zaraz buziaka w policzek. Było jej nieco go żal, ale również była wściekła, że jakieś
obce baby kręciły się koło niego, s on nie zdawał sobie sprawy z ich zamiarów. Rozejrzała
się pospiesznie po sali i poza Athanasiusem, nie dostrzegła żadnego innego mężczyzny.
- Jesteś słodki. Ale mówię serio, uważaj bo one wykorzystują twoją naiwność i próbują cię poderwać. Zwłaszcza ta Margot, wyraźnie mnie prowokowała. Nie chciałabym, aby któraś z twoich koleżanek zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jeśli jeszcze raz zobaczę jej łapska na tobie, to jej je wyrwę i będzie mogła sobie tylko pomarzyć o lekarskiej karierze. Mam nadzieję, że to jest jasne – wymamrotała Aria, popijając sok pomarańczowy ze smakiem i nieco kwaśną miną. Athan wyglądał na rozbawionego i zapewne nie brał jej słów na poważnie. Aria zawsze była zazdrosna, więc nie mogła dziwić go jej postawa. Tym razem miała ku temu powody i nie zamierzała pozwolić, by byle dziewucha właziła z butami w ich związek. Zwłaszcza teraz, gdy planowali ślub.
- Nazwałeś mnie swoją żoną. To było miłe. Chciałeś odwrócić moją uwagę od tej su... Niezbyt dobrze wychowanej, młodej kobiety. Dobre zagranie taktyczne - zauważyła posyłając mu psotny uśmiech i niemal od razu zapominając o tym, co się przed chwilą stało. Żadna Margot nie miała z nią szans.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz