Belial
Nie obchodziło go, że wyglądał, jak zdjęty z krzyża, co
zauważali dosłownie wszyscy. Zdecydował się na wyjazd do Norwich żeby w końcu
przestali pierdolić mu nad głową, by wziął się w garść. Miał kłopot, którym
była utrata zaufania Goro, a więc zamierzał przeżywać to na swój własny sposób.
Jeśli Wiera się obudzi i wszystko będzie z nią dobrze, to szefo przyjmie go
ponownie w swoje łaski. Teraz demon przesiadywał głównie w swojej sypialni,
czuwając przy łóżku ukochanej i nie interesując się za bardzo niczym innym. Bel
nie mógł na to patrzeć i o ile miałby w dupie każdego innego, tak uwierało go
gdzieś w środku to, że Goro cierpi przez niego. Kurwa! Polubił też Wierę i
bardzo nie chciał, by była w takim stanie już na zawsze. Musiał wyrwać się na
chwilę z zamku, bo dobijała go panująca tam, grobowa atmosfera. Nieprzychylność
Goro była jeszcze gorsza i nie wiedział nawet dlaczego czuł się z tym aż tak źle,
by upijać się w barze w pojedynkę. Milo uparł się, by z nim jechać, ale pewnie tylko
po to żeby mieć na niego oko. Nie był co prawda aż takim desperatem, który targnie
się na swoje życie tylko dlatego, że przyjaciel zamknął go w pieczęci i trochę się
na niego boczy. Kurwa, co za niewdzięcznik. Odnalazłem Wierę, zabiłem tego chuja
Rumena. Mógłby mi już odpuścić.
Rozmowa z Arią podniosła go nieco na duchu, a magiczne
rzeczy, które przekazała dla Wiery dały mu nadzieję, że griszka szybko wróci do
żywych. A w tym wszystkim pozostawała jeszcze Gwiazdka i spłata zaciągniętej
przysługi. Czekał go jakże uroczy pobyt w pieczęci, nie wiedząc nawet kiedy tej
małej, przebiegłej wieszczce się o tym przypomni. I gdy tak rozmyślał o tym i o
tamtym, usłyszał nad swoją głową dziwnie znajomy głos. W pierwszej chwili nie
chciał nawet podnosić głowy, ale jakaś dziwna siła nakazała mu to zrobić.
- Gertruda – wymamrotał, siląc się na blady uśmiech.
Pojawienie się wampirzycy nie mogło być zbiegiem okoliczności, co za chwilę
potwierdziło się w jej wyjaśnieniu.
- Aria jest zbyt kochana, żeby była wampirem. To anioł. Nie
to, co ty. Ty od razu wyglądasz, jak szatan i jeszcze chcesz upić zdołowanego
demona. Przyznaj się, chcesz się na mnie za coś zemścić, co? Musiałem ci coś
kiedyś zrobić, bo kawał ze mnie kutasa – oznajmił, wypijając do końca alkohol,
który miał w szklance przed sobą. Popatrzył na nią, a na jego twarzy zagościł
nagle złowieszczy uśmieszek, nieco zaczepny i prowokujący. Nie pamiętał już, kiedy porządnie się bawił, a teraz przecież mógł sobie na to pozwolić. Chociaż na chwilę chciał zapomnieć o Goro i o wszystkim, co czekało na niego w zamku Baltimore.
- Dobra mała, przynieś z baru coś mocnego. Cokolwiek.
Zaskocz mnie – przypomniał sobie, że Aria, jak na wampira, wcale nie miała
mocnej głowy. Przyda mu się trochę rozrywki, a skoro Gertruda sama się
zaoferowała, to demon postanowił sprawdzić, jak szybko uda mu się ją upić. Miał
tylko nadzieję, że jej tatuś się o tym nie dowie, bo będzie miał kolejny powód
do nienawiści. Swoją drogą, to ten cały Tismaneanu bardzo pamiętliwy był i
nadawałby się nieźle na demona. Siedząc w jego ciele miał idealny wgląd w to, co zostawiło dziury w jego duszy i aż włos jeżył mu się na głowie, gdy wrócił do tego myślami. Bel zaśmiał się w duchu, chcąc szybko wyrzucić z głowy zlowieszcze wspomnienia i ponaglił swoją
towarzyszkę.
- No idź już po te drinki, bo zaraz wystygnę i nic ci nie
opowiem. Ciekawski z ciebie dzieciak – dodał z przekąsem. Zastanawiał się przez
chwilę, czy dobrze się do niej zwracał. Nie no, to na bank było coś na G.
- Tylko nie mów ojcu z kim piłaś, jasne? Bo z jego upartością i pamiętliwością,
to znajdzie skurczysyn jeszcze sposób na zabicie demona i mnie zaciuka pod jakimś płotem. – gwizdnął
i wyszczerzył się do niej, obserwując jak odchodzi w stronę baru. Bel przyglądał
się jej dłuższą chwilę i nagle uderzyło go coś dziwnego. Wyglądała jakoś inaczej
niż to zapamiętał i nie miał pojęcia, co się właściwie w niej zmieniło. Może też
znała jakiegoś formatora, który podrasował jej trochę cycki. Nie, to nie to. Była
bardziej pewna siebie i to zmieniło jej oblicze, sprawiło że nabrała bardziej szlachetnych
rysów. Nie przypominała już tego przestraszonego dzieciaka sprzed kilku miesięcy.
- Weź jeszcze orzeszki! – krzyknął za nią, przecierając ręką
stolik, na którym były jakieś paproszki. Gdy dziewczyna wróciła, odsunął dla niej
krzesło, udając dżentelmena. Spojrzał zaskoczony na butelkę whisky, a później na
wampirzycę. Demon westchnął przeciągle, bo wiedział że nadszedł ten czas, kiedy
musiał opowiedzieć jej, to co się wydarzyło. Właściwie, to nie musiał, ale chciał
zrzucić z serca ciężar, a podobno rozmowa z kimś była do tego najlepszym sposobem. Wampirzyca sama się napatoczyła i jeszcze ciągnęła go za język. Jak chce opowieści, to ją dostanie.
- Gurdrun! Już pamiętam, kurwa! Co nic nie mówiłaś, że nie masz
na imię Gertruda? No dobra, to słuchaj. Wiesz czym są pieprzeni griszowie? Albo
grisze. A chuj, takie wiedźmy. Był taki jeden, Rumen i on...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz