Aria Vasco niedługo Tismaneanu
Była zawalona pracą od ponad tygodnia i choć bardzo chciała,
nie potrafiła skupić się na niczym innym. Starała się spędzać z Athanem jak
najwięcej czasu, ale mężczyzna potrzebował spokoju i warunków do nauki, dlatego
nie chciała mu się narzucać. Wiedziała, że nie przeszkadzała ukochanemu, ale chciała
by w pełni skupił się i zaangażował w studia. Zasługiwał na to, by wrócić do
zawodu lekarza i móc pomagać ludziom, a by to osiągnąć musiał na nowo przyswoić
wiedzę medyczną. Aria natomiast starała się o posadę głównego kustosza i
przygotowywała wystawę związaną z kulturą mongolską. Od tej wystawy zależał jej
awans, więc wkładała w to całe serce, zwłaszcza że tematyka była jej bardzo
bliska. Zawsze była ciekawa świata, dlatego praktycznie od samego początku
swojej znajomości z Athanasiusem, wypytywała go o jego pochodzenie i kulturę. Chętnie
też nauczyła się języka i zgłębiała historie tego kraju, a wszystko po to, by
mu zaimponować. Błagała go nie raz, by zabrał ją do Ułan Bator, ale nigdy za
bardzo nie wykazywał chęci powrotu w ojczyste strony. Teraz przynajmniej Aria
wiedziała, co było tego powodem, wcześniej natomiast sądziła, że się jej
wstydził. Wiele lat żyła w przekonaniu, że nie jest wystarczająco dobra, co wcale
nie budowało więzi między nimi, a wręcz przeciwnie, oddalało ich od siebie. Na
szczęście to już mieli prawdopodobnie za sobą. Przynajmniej na razie.
- Dzień dobry! – wpadła do kuchni i od razu skierowała się w
stronę ekspresu do kawy, choć kofeina nie dawała wampirom takiego kopa, jak
ludziom. Lubiła swoje rytuały, a jednym z nich była szybka kawa z rana, która
smakowała o wiele lepiej, gdy Vasco nie miała na nią czasu. Termin ją gonił, a
fakt że niedawno zakończyła się przerwa świąteczna jeszcze wszystko komplikował.
Ludzie leniwie brali się do pracy, wszyscy byli ociężali, znudzeni i każdy z
utęsknieniem wyczekiwał końca roku. Aria podświadomie również nie mogła się
tego doczekać, zwłaszcza, że kolejny rok miał być wyjątkowy i zupełnie inny niż
poprzednie stulecia. Miała przecież zostać panią Tismaneanu.
- Athan jeszcze śpi, siedział nad książkami do późna, a od
kilku dni praktycznie się nie pożywiał. Nie wyciągaj go z łóżka przed
południem, okej? – powiedziała do siedzącej na stołku Gudrun i skrzywiła się
lekko na samą myśl, że jej przyszły mąż za bardzo się przemęcza. Nie był w
pełni sił po tym, co zrobili mu Baltimorowie, ale Aria nie zamierzała poruszać
tematu i używać tej karty, jako argument do tego, by wampir zaczął bardziej o
siebie dbać. Wytykanie jego słabości było ostatnim, co chciałaby zrobić. Domyślała
się, że mógł czuć się niekomfortowo z myślą, że nie miał aż tyle siły, co
wcześniej, choć nie czyniło go to mniej niebezpiecznym. Wiedziała do czego był zdolny
w obronie bliskich mu osób i czuła się przy nim bezpiecznie, co nie zmieniało faktu,
że martwiła się o niego.
- Wczoraj wieczorem rozmawiałam z Goro. Mają pewien problem.
Nie chciał za bardzo mówić przez telefon, dlatego nie znam szczegółów. Wiem
tylko, że Wiera jest w głębokim śnie i czekają aż odzyska przytomność. Nie chcę
zawracać mu teraz głowy, ale potrzebuje kilka jego podpisów żeby sfinalizować
zakup magazynu. Niestety nie mogę czekać. – wymamrotała, opadając na krzesło
obok Gudrun. Ułożyła głowę na ramieniu dziewczyny i posłała jej słodki uśmiech,
zamierzając w ten sposób skłonić ją do pomocy. Miała nadzieję, że nie będzie
musiała za bardzo jej namawiać.
Aria nie zamierzała powierzać tego zadania Gudrun, zwłaszcza gdyby miała jechać sama do Londynu. Na szczęście akurat Belial był w okolicy i mógł odebrać przesyłkę od młodej wampirzycy.
- Pojedziesz do demonów z dokumentami? Bel i Milo są w mieście, zatrzymali się w posiadłości z dwoma gobelinami przy Mousehold Ave. Naszykowałam jeszcze
trochę ziół wzmacniających i amulet inkaskiego boga słońca, Inti. Przewodzący
za dnia, bo tak go nazywają, będzie wzywał ją ku światłu, nawoływał do wybudzenia.
To bardzo pomocne i budujące. Chciałabym pojechać sama, ale nie mam czasu i już
jestem spóźniona. Niech powieszą wisiorek na jej szyi i pozwolą mu działać. Jeśli
jest w głębokiej fazie snu, talizman będzie świecił. Mam nadzieję, że to jej
choć trochę pomoże. Musi być ważna dla Goro, słyszałam to w jego głosie. Jest zmartwiony
– Aria wyprostowała się i sięgnęła po kubek z kawą, obracając go przez chwilę w
dłoniach. Żałowała, że nie może towarzyszyć Gudrun i odwiedzić demonów,
wesprzeć Goro i Beliala, który dość chaotycznie opowiedział o tym, co się stało
i że jest za to odpowiedzialny. Gonił ją czas i nie pozwalał nawet przez chwilę
złapać oddechu. Czuła się okropnie z tym, że nie może osobiście wesprzeć
przyjaciół, ale wiedziała też, że oni to w pełni rozumieją.
- Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. Przywiozę ci ciasto limonkowe
od Juana. Dziękuję i kocham – cmoknęła nieco zaskoczoną Gudrun w usta, ukradła jej
rogalika i uciekła. W drodze do auta napisała wiadomość do wampirzycy:
Paczka i teczka z dokumentami jest w salonie przy fortepianie.
Dołączyłam też dokładną recepturę do ziół, by były jak najbardziej skuteczne. Przekaż
pozdrowienia ode mnie.
Ps. Bądź wyrozumiała dla Bela, to duży dzieciak. Jak go lepiej
poznasz, to sama zobaczysz, że to słodziak. Zapytaj go o kolekcje zwierzaczkowych
kubków 🤣
Zajęła miejsce za kierownicą i nim odjechała, wysłała jeszcze
jedną wiadomość, tym razem do Athana. Uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła stukać
w telefon. Żałowała, że nie mogła poleżeć przy nim i wtulić się w jego ciało. Uwielbiała słuchać bicia jego serca, bo wtedy jej własne dostosowywało się do jego rytmu. Lubiła słuchać, jak wzdycha i mruczy przez sen, co czyniło go jeszcze bardziej rozkosznym. Niewiele brakowało, by cofnęła się do domu i wróciła do łóżka.
Spałeś tak słodko, że nie miałam serca Cię budzić. Dzisiaj
wrócę trochę wcześniej i mam nadzieję, że zjemy razem kolację. Mogę przywieść coś
z miasta, może od Juana jeśli masz ochotę na meksykańską kuchnie. Obiecałam Gudrun
ciasto limonkowe. Kocham Cię mój przyszły mężu ❤️❤️
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz