ROZDZIAŁ 324

Rumen i Wiera

Kobieta obudziła się w ciemnym pomieszczeniu, a jedyne co pamiętała, to ukłucie w szyję. Babuszka coś jej podała, a później wywiozła z zamku Baltimore. Czuła, że zaczyna ogarniać ją panika. Goro był chwilowo niedostępny i z pewnością nie od razu zorientuje się, że Rumenowi udało się oddzielić ją od niego. Ostatnie kilka wspólnych dni bardzo zbliżyło ich do siebie, a teraz Wiera nagle została sama i nie miała pojęcia, gdzie jest. Jedyne, co wiedziała to to, że stał za tym wszystkim Rumen. Bała się, co ją czeka i że była praktycznie bezbronna. Ciężko było jej się poruszać, czuła się ociężała i otumaniona. Podano jej jakąś substancje, która miała za zadanie zniewolić jej ciało, pozostawiając umysł w pełnej świadomości.

- Już się obudziłaś. To dobrze, bo czeka nas dużo pracy. – usłyszała znajomy głos dochodzący z drugiego końca pomieszczenia. Nagle oślepiło ją jasne światło ognia, który wystrzelił z dłoni Rumena aż pod sufit. Wiera nie była w stanie się poruszyć, choć jedyne, co chciała zrobić, to uciec jak najdalej. To coś, czym ją naszprycowano, musiało być w jakiś sposób przyprawione magią, bo nie była w stanie pozbyć się tej substancji z ciała. Nie miała kontroli nad sobą i to niezwykle ją przerażało. Po raz pierwszy w życiu nie panowała nad własnym ciałem, a dla ciałobójcy było to niczym najgorsza tortura.

- Zadałem sobie wiele trudu, żeby w końcu cię tutaj mieć. Wiesz dobrze, kochanie, że nie jestem ani trochę cierpliwy i każda sekunda zwłoki doprowadzała mnie do szaleństwa. Powiedz, stęskniłaś się trochę? – wymruczała gardłowo mężczyzna, zapalając w końcu światło i zbliżając się do leżącej na szpitalnym łóżku Wiery. Jej dłonie i stopy zostały przyczepione do metalowej ramy, by jeszcze bardziej skrępować jej ruchy. Kobieta mogła tylko leżeć i wpatrywać się w rozżarzone złością, oczy Rumena. Tak bardzo odpychało ją od tego mężczyzny dosłownie wszystko. Jego zapach, sposób poruszania się i mówienia, a nawet to w jaki sposób marszczył brwi.

- Już się z nim pieprzyłaś! Wiem wszystko od demona, który cię tu przywiózł. W czym kurwa, w czym on jest lepszy ode mnie, co? Chciałaś władzy? Pieniędzy? Zamku? Mogłem ci to dać! Miałabyś wszystko, ale wolałaś potraktować mnie jak śmiecia. Teraz jedyne, czego chcę, to po prostu się ciebie pozbyć i przejąć twój Cień. Demony trafią do pieczęci i wylezą z nich tylko wtedy, kiedy ja sobie tego zażyczę. Podobno to dla nich gorsze od tortur. Twój kochaś też tam trafi – wycedził przez zaciśnięte zęby i pochylił się nad Wierą, a chwyciwszy jej twarz w swoją wielką dłoń, ścisnął mocno szczękę kobiety. Złożył na jej ustach zachłanny pocałunek w którym griszka wyczuła desperację i wahanie. Po chwili przerwał swój przejaw czułości i przyłożył czoło do jej czoła. Gdyby mogła się poruszyć, to od razu wyrwałaby mu serce.

- Dlaczego mnie do tego zmuszasz? Dlaczego wolisz zdechnąć niż być ze mną? Powiedz jedno słowo, wyrzeknij się tych pierdolonych demonów, a nie dokończę tego rytuału. Kochanie, przecież wiesz, że mogę dać ci wszystko. Mogę cię uszczęśliwić. Zapomnimy o wszystkim i zaczniemy od nowa – tym razem brzmiał zupełnie inaczej i w innych okolicznościach Wiera była skłonna uwierzyć w jego słowa, ale nie teraz. Nie teraz, gdy gdzieś tam był Goro, jej Goro. Jedyne, co jeszcze utrzymywało ją przy zdrowych zmysłach to myśl, że mężczyzna będzie jej szukał i nie przestanie, póki nie znajdzie. Musiała w to wierzyć i trzymać się tej nadziei za wszelką cenę.

Griszka wykorzystała moment, w którym Rumen stracił na chwilę czujność i gdy dotykał jej twarzy, zaczęła pobierać maleńkie porcje jego energii, by oczyścić się z narkotyku, który jej wcześniej podano. Musiała robić to ostrożnie, by się nie zorientował. W końcu udało jej się zebrać moc na tyle, by splunąć mu w twarz i to wystarczyło, aby uruchomić lawinę obelg i silny cios. Głowa Wiery pod wpływem uderzenia odbiła się w drugą stronę i zatrzymała na metalowej ramię łóżka. Rumen był wściekły, co dało się wyczuć niemal od razu w podwyższonej temperaturze. Buchało od niego gorąco.

- Straciłaś swoją szansę – rzucił, zajmując miejsce na fotelu i nawołując jakiegoś Thomasa. Chwilę później do pomieszczenia wszedł nieznany jej mężczyzna, którego otulała złowroga aura, a smród czarnej magii czuć było na kilometr. Włos zjeżył się jej na głowie, gdy zbliżył się do niej i obrzucił pogardliwym spojrzeniem.

- Zaczynaj – Rumen usadowił się wygodnie, ułożył ręce po bokach fotela i odchylił głowę w tył. Wiera zaczęła szybciej oddychać, domyślając się, że rytuał nie będzie ani trochę przyjemny. Serce kołatało jej w piersi tak mocno, że momentami sprawiało ból. Formator zaczął bełkotać inskrypcje, które od razu zawładnęły jej ciałem, wyrywając z gardła przeraźliwy krzyk. Czuła, jakby rozrywano jej każdy mięsień, jakby palono ją od środka. Nie mogła w żaden sposób zareagować ani się obronić, mogąc jedynie posłusznie przyjmować to, co jej robili. Stawiała opór jedynie siłą swojego umysłu, ale na nic się to zdało.

Rumen zacisnął mocno ręce na podłokietnikach i przymknął oczy, by skupić się na tym, co właśnie się działo. Obok z bólu zwijała się Wiera, a on odkrył, że nie sprawiało mu to tyle radości, ile się spodziewał. Nadal była kobietą, którą w jakiś sposób kochał, której pożądał i dla której puścił z dymem całe Bibury. Wszystkie decyzje, jakie podejmował robił albo dla niej albo przez nią i musiał przyznać, choć niechętnie, że dzięki niej w końcu zdobył się na odwagę i postanowił działać. Pchnęła go do tego swoim odrzuceniem i niechęcią, jaką zaczęła wykazywać w stosunku do niego. Nie wiedział na jakim etapie popełnił błąd i kiedy właściwie Wiera zaczęła się od niego oddalać. Przez kilka chwil byli sobie bliscy i mogłoby się wydawać, że połączy ich coś więcej, ale ona zmieniła zdanie. Miał wrażenie, że czuła się lepsza ze względu na Cień nawet mimo tego iż wspólnota ją odrzuciła. To wszystko nie miało teraz jednak znaczenia, było już za późno żeby się wycofać i przerwać rytuał. Dał jej szanse, a ona po raz kolejny go odrzuciła i znieważyła. Nie zamierzał po raz kolejny dać się jej uwieść, choćby sama go błagała. Jej los był już przesączony.

Przekręcił lekko głowę i powoli otworzył oczy, by obserwować z satysfakcją skręcającą się z bólu Wierę. Kobietę jego życia, a zarazem źródło jego hańby. Niebawem stanie się czymś jeszcze, czymś o wiele ważniejszym ponad wszelkie uczucia i emocje. Będzie jego siłą i mocą. Niedługo dane mu było oglądać cierpienia Woroncow, bo formator zakomunikował, że kobieta zaczyna trącić siły i konieczne jest przerwanie rytuału, by jej ciało mogło się zregenerować. Przystał na to niechętnie, ale wiedział iż jest to konieczne, przed czym Thomas go ostrzegał.

- Podaj jej kroplówkę. Wrócimy za kilka godzin – oznajmił podnosząc się z fotela. Zbliżył się na moment do łóżka i spojrzał na Wierę, która wyglądała, jak trzy ćwierci do śmierci, uśmiechnął się z zadowoleniem i to po raz pierwszy od dłuższego czasu. W końcu ją dopadł, w końcu pozbył się cholernych demonów i mógł działać. Jego plan od początku bardzo szybko samoistnie  modyfikował, co nieco go denerwowało. Za każdym razem demoniczny szef był o pół kroku przed nim, ale w końcu udało mu się wpaść na coś, co odciągnie uwagę Goro od Woroncow. Może i był nią oczarowany, może i zawróciła mu w głowie, ale nie byłby w stanie wyrzec się dla niej swoich towarzyszy i pozwolić im cierpieć w klatce. Rumen wiedział, że tylko uwiezienie ich w pieczęciach i skazanie na męki, zdoła zwrócić jego uwagę. Potrzebowali zaledwie kilku chwil, by wyciągnąć ją z zamku, co udało się wykonać bez przeszkód. Babuszka spisała się na medal, choć każdy kwestionował jej udział w planie. Thomas często żartował z faktu iż Rumen wybrał akurat tego demona. Gdyby wysłał kogoś innego, łatwo mógłby przyciągnąć uwagę, a urocza starowinka sprawiała wrażenie niepozornej. Odwrócił się na pięcie i razem z formatorem opuścili pokój, pozostawiając Wierę samą.

Czuła, że włosy kleją się jej do twarzy, a pot spływa ciurkiem po czole. Nie miała siły otworzyć oczu ani wydać z siebie choćby jednego dźwięku. Przed chwilą krzyczała na całe gardło, a teraz ponownie była uwięziona we własnym ciele.

- Ja też chcę, byś była tu razem ze mną — wyznał szeptem, delikatnie zaczesując jej niesforny kosmyk za ucho, przy okazji ostrożnie sunąc opuszkami palców po jej skroni i linii żuchwy, obserwując przy tym, jak delikatnie przymyka oczy, oddając się w pełni temu niby niewiele znaczącemu dotykowi.

Usłyszała jego głos. Poczuła dotyk jego ciepłych dłoni. Z oczu mimowolnie pociekły jej łzy, ale nie próbowała się przed nimi bronić, a wręcz przeciwnie. Bardzo chciała, by się pojawiły, bo przypominały, że tam gdzieś jest ktoś, kto jej szuka i prędzej czy później zjawi się, by ją ocalić. Przywołała w myślach wspomnienia wspólnych nocy, poranki i popołudnia. Jego uśmiech i cierpliwość, którą wszystkich otaczał. Wspólne czytanie i jego pierwszy sen, który podarowała mu wczoraj. Oddałaby wszystko, by móc cofnąć czas do wczorajszego dnia i raz jeszcze spędzić go z nim. 

- Goro... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^