Rumen i Wiera
Kobieta obudziła się w ciemnym pomieszczeniu, a jedyne co
pamiętała, to ukłucie w szyję. Babuszka coś jej podała, a później wywiozła z
zamku Baltimore. Czuła, że zaczyna ogarniać ją panika. Goro był chwilowo
niedostępny i z pewnością nie od razu zorientuje się, że Rumenowi udało się
oddzielić ją od niego. Ostatnie kilka wspólnych dni bardzo zbliżyło ich do
siebie, a teraz Wiera nagle została sama i nie miała pojęcia, gdzie jest. Jedyne,
co wiedziała to to, że stał za tym wszystkim Rumen. Bała się, co ją czeka i że
była praktycznie bezbronna. Ciężko było jej się poruszać, czuła się ociężała i
otumaniona. Podano jej jakąś substancje, która miała za zadanie zniewolić jej
ciało, pozostawiając umysł w pełnej świadomości.
- Już się obudziłaś. To dobrze, bo czeka nas dużo pracy. –
usłyszała znajomy głos dochodzący z drugiego końca pomieszczenia. Nagle
oślepiło ją jasne światło ognia, który wystrzelił z dłoni Rumena aż pod sufit. Wiera
nie była w stanie się poruszyć, choć jedyne, co chciała zrobić, to uciec jak
najdalej. To coś, czym ją naszprycowano, musiało być w jakiś sposób
przyprawione magią, bo nie była w stanie pozbyć się tej substancji z ciała. Nie
miała kontroli nad sobą i to niezwykle ją przerażało. Po raz pierwszy w życiu nie
panowała nad własnym ciałem, a dla ciałobójcy było to niczym najgorsza tortura.
- Zadałem sobie wiele trudu, żeby w końcu cię tutaj mieć.
Wiesz dobrze, kochanie, że nie jestem ani trochę cierpliwy i każda sekunda
zwłoki doprowadzała mnie do szaleństwa. Powiedz, stęskniłaś się trochę? –
wymruczała gardłowo mężczyzna, zapalając w końcu światło i zbliżając się do
leżącej na szpitalnym łóżku Wiery. Jej dłonie i stopy zostały przyczepione do
metalowej ramy, by jeszcze bardziej skrępować jej ruchy. Kobieta mogła tylko
leżeć i wpatrywać się w rozżarzone złością, oczy Rumena. Tak bardzo odpychało ją
od tego mężczyzny dosłownie wszystko. Jego zapach, sposób poruszania się i mówienia,
a nawet to w jaki sposób marszczył brwi.
- Już się z nim pieprzyłaś! Wiem wszystko od demona, który
cię tu przywiózł. W czym kurwa, w czym on jest lepszy ode mnie, co? Chciałaś
władzy? Pieniędzy? Zamku? Mogłem ci to dać! Miałabyś wszystko, ale wolałaś
potraktować mnie jak śmiecia. Teraz jedyne, czego chcę, to po prostu się ciebie
pozbyć i przejąć twój Cień. Demony trafią do pieczęci i wylezą z nich tylko
wtedy, kiedy ja sobie tego zażyczę. Podobno to dla nich gorsze od tortur. Twój kochaś
też tam trafi – wycedził przez zaciśnięte zęby i pochylił się nad Wierą, a
chwyciwszy jej twarz w swoją wielką dłoń, ścisnął mocno szczękę kobiety. Złożył
na jej ustach zachłanny pocałunek w którym griszka wyczuła desperację i
wahanie. Po chwili przerwał swój przejaw czułości i przyłożył czoło do
jej czoła. Gdyby mogła się poruszyć, to od razu wyrwałaby mu serce.
- Dlaczego mnie do tego zmuszasz? Dlaczego wolisz zdechnąć
niż być ze mną? Powiedz jedno słowo, wyrzeknij się tych pierdolonych demonów, a
nie dokończę tego rytuału. Kochanie, przecież wiesz, że mogę dać ci wszystko. Mogę
cię uszczęśliwić. Zapomnimy o wszystkim i zaczniemy od nowa – tym razem brzmiał
zupełnie inaczej i w innych okolicznościach Wiera była skłonna uwierzyć w jego
słowa, ale nie teraz. Nie teraz, gdy gdzieś tam był Goro, jej Goro. Jedyne, co
jeszcze utrzymywało ją przy zdrowych zmysłach to myśl, że mężczyzna będzie jej
szukał i nie przestanie, póki nie znajdzie. Musiała w to wierzyć i trzymać się tej
nadziei za wszelką cenę.
Griszka wykorzystała moment, w którym Rumen stracił na
chwilę czujność i gdy dotykał jej twarzy, zaczęła pobierać maleńkie porcje jego
energii, by oczyścić się z narkotyku, który jej wcześniej podano. Musiała robić
to ostrożnie, by się nie zorientował. W końcu udało jej się zebrać moc na tyle,
by splunąć mu w twarz i to wystarczyło, aby uruchomić lawinę obelg i silny
cios. Głowa Wiery pod wpływem uderzenia odbiła się w drugą stronę i zatrzymała
na metalowej ramię łóżka. Rumen był wściekły, co dało się wyczuć niemal od razu
w podwyższonej temperaturze. Buchało od niego gorąco.
- Straciłaś swoją szansę – rzucił, zajmując miejsce na
fotelu i nawołując jakiegoś Thomasa. Chwilę później do pomieszczenia wszedł
nieznany jej mężczyzna, którego otulała złowroga aura, a smród czarnej magii
czuć było na kilometr. Włos zjeżył się jej na głowie, gdy zbliżył się do niej i
obrzucił pogardliwym spojrzeniem.
- Zaczynaj – Rumen usadowił się wygodnie, ułożył ręce po
bokach fotela i odchylił głowę w tył. Wiera zaczęła szybciej oddychać,
domyślając się, że rytuał nie będzie ani trochę przyjemny. Serce kołatało jej w
piersi tak mocno, że momentami sprawiało ból. Formator zaczął bełkotać
inskrypcje, które od razu zawładnęły jej ciałem, wyrywając z gardła przeraźliwy
krzyk. Czuła, jakby rozrywano jej każdy mięsień, jakby palono ją od środka. Nie
mogła w żaden sposób zareagować ani się obronić, mogąc jedynie posłusznie przyjmować
to, co jej robili. Stawiała opór jedynie siłą swojego umysłu, ale na nic się to
zdało.
Rumen zacisnął mocno ręce na podłokietnikach i przymknął oczy,
by skupić się na tym, co właśnie się działo. Obok z bólu zwijała się Wiera, a on
odkrył, że nie sprawiało mu to tyle radości, ile się spodziewał. Nadal była kobietą,
którą w jakiś sposób kochał, której pożądał i dla której puścił z dymem całe Bibury.
Wszystkie decyzje, jakie podejmował robił albo dla niej albo przez nią i musiał
przyznać, choć niechętnie, że dzięki niej w końcu zdobył się na odwagę i postanowił
działać. Pchnęła go do tego swoim odrzuceniem i niechęcią, jaką zaczęła wykazywać
w stosunku do niego. Nie wiedział na jakim etapie popełnił błąd i kiedy właściwie
Wiera zaczęła się od niego oddalać. Przez kilka chwil byli sobie bliscy i mogłoby
się wydawać, że połączy ich coś więcej, ale ona zmieniła zdanie. Miał wrażenie,
że czuła się lepsza ze względu na Cień nawet mimo tego iż wspólnota ją odrzuciła.
To wszystko nie miało teraz jednak znaczenia, było już za późno żeby się wycofać
i przerwać rytuał. Dał jej szanse, a ona po raz kolejny go odrzuciła i znieważyła.
Nie zamierzał po raz kolejny dać się jej uwieść, choćby sama go błagała. Jej los
był już przesączony.
Przekręcił lekko głowę i powoli otworzył oczy, by obserwować
z satysfakcją skręcającą się z bólu Wierę. Kobietę jego życia, a zarazem źródło
jego hańby. Niebawem stanie się czymś jeszcze, czymś o wiele ważniejszym ponad wszelkie
uczucia i emocje. Będzie jego siłą i mocą. Niedługo dane mu było oglądać cierpienia
Woroncow, bo formator zakomunikował, że kobieta zaczyna trącić siły i konieczne
jest przerwanie rytuału, by jej ciało mogło się zregenerować. Przystał na to niechętnie,
ale wiedział iż jest to konieczne, przed czym Thomas go ostrzegał.
- Podaj jej kroplówkę. Wrócimy za kilka godzin – oznajmił podnosząc
się z fotela. Zbliżył się na moment do łóżka i spojrzał na Wierę, która wyglądała,
jak trzy ćwierci do śmierci, uśmiechnął się z zadowoleniem i to po raz pierwszy
od dłuższego czasu. W końcu ją dopadł, w końcu pozbył się cholernych demonów i mógł
działać. Jego plan od początku bardzo szybko samoistnie modyfikował, co nieco go denerwowało. Za każdym
razem demoniczny szef był o pół kroku przed nim, ale w końcu udało mu się wpaść
na coś, co odciągnie uwagę Goro od Woroncow. Może i był nią oczarowany, może i zawróciła
mu w głowie, ale nie byłby w stanie wyrzec się dla niej swoich towarzyszy i pozwolić
im cierpieć w klatce. Rumen wiedział, że tylko uwiezienie ich w pieczęciach i skazanie
na męki, zdoła zwrócić jego uwagę. Potrzebowali zaledwie kilku chwil, by wyciągnąć
ją z zamku, co udało się wykonać bez przeszkód. Babuszka spisała się na medal, choć
każdy kwestionował jej udział w planie. Thomas często żartował z faktu iż Rumen
wybrał akurat tego demona. Gdyby wysłał kogoś innego, łatwo mógłby przyciągnąć uwagę,
a urocza starowinka sprawiała wrażenie niepozornej. Odwrócił się na pięcie i razem
z formatorem opuścili pokój, pozostawiając Wierę samą.
Czuła, że włosy kleją się jej do twarzy, a pot spływa ciurkiem
po czole. Nie miała siły otworzyć oczu ani wydać z siebie choćby jednego dźwięku.
Przed chwilą krzyczała na całe gardło, a teraz ponownie była uwięziona we własnym
ciele.
- Ja też chcę, byś była tu razem ze mną
— wyznał szeptem, delikatnie zaczesując jej niesforny kosmyk za ucho, przy
okazji ostrożnie sunąc opuszkami palców po jej skroni i linii żuchwy,
obserwując przy tym, jak delikatnie przymyka oczy, oddając się w pełni temu
niby niewiele znaczącemu dotykowi.
Usłyszała jego głos. Poczuła dotyk jego ciepłych dłoni.
Z oczu mimowolnie pociekły jej łzy, ale nie próbowała się przed nimi bronić, a wręcz
przeciwnie. Bardzo chciała, by się pojawiły, bo przypominały, że tam gdzieś jest
ktoś, kto jej szuka i prędzej czy później zjawi się, by ją ocalić. Przywołała w
myślach wspomnienia wspólnych nocy, poranki i popołudnia. Jego uśmiech i cierpliwość,
którą wszystkich otaczał. Wspólne czytanie i jego pierwszy sen, który podarowała
mu wczoraj. Oddałaby wszystko, by móc cofnąć czas do wczorajszego dnia i raz jeszcze
spędzić go z nim.
- Goro...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz