Wiera Woroncow
Miała wrażenie, że Goro zupełnie nieświadomie zaciągnął ją
na kolejkę górską i zmusił do jeżdżenia i to po całkiem obfitym obiedzie.
Zastanawiała się nawet czy demon był zdolny do empatii, czy jego przedwieczny
żywot wypaczył mu tą cechę. Po wspólnie spędzonej nocy zachowywał się tak,
jakby nic się między nimi nie wydarzyło. Kiepski timing była w stanie
zrozumieć, ale nie rollercoster, który jej fundował. Niby chciał czegoś więcej,
niby nie. Wiera nie była mistrzem flirtu i romansu, ale potrafiła odczytać
znaczenie poszczególnych sygnałów, które jej przekazywał. Marzyła o
romantycznej relacji, jednak Goro najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego
wszystkiego i uważał, że nie byli w odpowiednim momencie, by składać sobie
jakiekolwiek deklaracje. Wiera to rozumiała i nie oczekiwała niczego więcej prócz
odrobiny zainteresowania, które bez wątpienia mógłby jej okazać, gdyby chciał. Czuła się trochę tak jakby mężczyzna trzymał
ją na smyczy, którą oddalał od siebie i przyciągał tylko wtedy, gdy było mu
wygodnie. Cały czas podkreślał, że to nie odpowiedni czas i nie wiedziała już,
czy próbował przekonać ją, czy siebie. Miała wrażenie, że bał się do niej
zbliżyć, że bał się poddać czemuś głębszemu i dlatego co chwilę przyciągał ją i
odpychał. Otwierał się, a później milczał, otaczał ją troską, a następnego dnia
był zimny niczym głaz. Nie potrafiła tego zrozumieć i nie miała pojęcia, jak
powinna się przy nim zachowywać, dlatego przez większość czasu czuła się
spięta, wręcz onieśmielona. Wolała usunąć się w cień niż zwracać na siebie uwagę
demona, który niekiedy wyglądał tak, jakby sam chciał się jej pozbyć i w końcu mieć
święty spokój od Rumena i całej bandy griszów.
Teraz, gdy trzymał ją w ramionach i całował z taką pasją,
poddała się temu bez reszty. Tęskniła za jego ustami i dotykiem, za intensywnym
zapachem, które wydzielało jego ciało i który tylko ona czuła. Tęskniła za jego
spojrzeniem skupionym tylko na niej. W tym momencie Goro był cały jej, ale
Wiera nie potrafiła tego przyjąć i odwzajemnić, tak jak wcześniej. Bała się, że
za chwilę znowu odejdzie i pozostawi ją w tej nieznośnej niepewności, zagubioną
i samotną. Czuła na plecach chłodny powiew, który przypominał jej iż powinna
pozostać czujna nawet w takiej chwili. Najwyraźniej demon wyczuł jej wahanie,
bo od razu o to zapytał. Spojrzała na niego zmieszana i pospiesznie odwróciła
wzrok, czując jak twarz zaczyna palić ją niemal żywym ogniem. Wiedziała, że powinna
wyznać mu prawdę i powiedzieć o swoich wątpliwościach. Z drugiej jednak strony była
przerażona, że Goro mógłby to źle odebrać i pomyśleć, że za dużo sobie wyobrażała.
Zaczerpnęła głęboko powietrza i odnalazła w sobie całą odwagę, jaką posiadała, by
spojrzeć mu w oczy. Kiedy już miała się odezwać, do pokoju wszedł Idiel, jak zwykle
pojawiając się nie w porę. Goro zamiast od
razu ruszyć na spotkanie, chciał wyjaśnić wszystko z Wierą, co mile ją zaskoczyło.
Czyli faktycznie był zaniepokojony.
- Zdaje sobie sprawę, że to nie odpowiedni czas na romansowanie,
ale czy nie widzisz i nie czujesz tego, że jesteśmy ponad to? Że coś pcha nas ku
sobie i to bez względu na to ile razy będziemy zapierali się, że to jeszcze nie
ta chwila. Powtarzam sobie to cały czas ilekroć cię widzę, walcząc z chęcią zbliżenia
się do ciebie. To okropne uczucie nie móc cię dotknąć – szepnęła, opuszczając na
moment głowę. Dostrzegła zaskoczenie na twarzy mężczyzny, ale nie żałowała tego,
co powiedziała. Chciał szczerości i teraz musiał się z nią zmierzyć. Być może nie
zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo źle było jej z tym wszystkim i jak bardzo nie chciała, by ich wspólna noc się kończyła. Mogła dać mu tak wiele, począwszy od upojnych doznań aż po upragniony sen.
- Trzymasz mnie na dystans, a kiedy przez chwilę jesteśmy blisko,
zaraz powtarzasz, że to zły moment i znowu mnie odpychasz. Zdaje sobie sprawę z
powagi naszej sytuacji, ale na boga, nie rób mi tego. Nie traktuj mnie, jak kundla
który czeka na odrobinę uwagi, a później przez pół dnia merda ogonem w podzięce.
– spojrzała ponownie na demona i po chwili uśmiechnęła się lekko, dotykając najpierw
jego twarzy, a później dłoni. Splotła ich palce ze sobą, przytrzymując zdecydowanie
jego rękę, by wiedział że mówiła poważnie. Miała nadzieję, że i on chciał tego,
co ona. Miała nadzieję, że czuł się przy niej podobnie i również przez całą noc
bił się z myślami i powstrzymywał się ze wszystkich sił, by do niej nie przyjść.
Słysząc jakikolwiek szmer na korytarzu, miała nadzieję że to on podchodzi do drzwi i że zaraz weźmie ją ponownie w ramiona.
- Pozwól mi być twoją partnerką nawet teraz, w tej kiepskiej
chwili. Szczegóły kontraktu omówimy później, kiedy zabijemy Rumena i w końcu będzie
dla nas ten odpowiedni moment. Teraz chcę po prostu być przy tobie i wspierać cię
we wszystkim, co robisz. Nie odsuwaj mnie na drugi plan i nie każ mi czekać, bo
nie mogę tego znieść – wyznała podnosząc się z kanapy, na której siedzieli do tej
pory. Pociągnęła go lekko w swoją stronę, by i on wstał, a później ruszyła w stronę
drzwi. Nie puściła dłoni demona, ale mężczyzna nie specjalnie chciał się wyrwać
z jej uścisku. Nim opuścili pokój, wspięła się jeszcze na palce i złożyła delikatny
pocałunek na jego wargach, tym razem wkładając w to całą siebie i odsuwając wszelkie
wątpliwości.
- Chcę czuć cię przy sobie, Goro. I wiem, że ty też chcesz mieć
mnie blisko. Słyszę, co mówi twoje ciało i ty również powinieneś go posłuchać. A teraz chodźmy, bo Hakael znowu zacznie się drzeć, że musi czekać. – szepnęła
z uśmiechem i poprowadziła go w stronę gabinetu demona. Szli przez chwilę w milczeniu,
jakby bali się powiedzieć cokolwiek, co mogłoby zaburzyć tą chwilę spokoju i bliskości.
- Czy ufasz wampirom? Wiem, że ty i Bel przyjaźnicie się z Arią
i nie chce tego w żaden sposób podważać, ale czy nie uważasz, że ta rasa chyba najbardziej
łaknie władzy i przywilejów? Sam doświadczyłeś zdrady przyjaciela z dość błahych powodów. Mówię o tym,
bo jeśli ten wampir rzeczywiście jest powiązany z Rumenem w jakiś sposób, to nie
robi tego ze strachu. Rumen musiał coś mu obiecać i jeśli chcemy dowiedzieć się
czegoś sensownego, to powinniśmy dać mu coś, co przebije ofertę Rumena – zauważyła,
gdy przystanęli przy drzwiach gabinetu. Po drugiej stronie słychać było głośną rozmowę
i kilka uniesionych głosów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz