Rumen
Czuł złość. Ogromną i wszechogarniającą złość, która
rozchodziła się po całym jego ciele i docierała do każdej kości i komórki,
rozsadzając je od środka. Miał już dość tej zabawy w kotka i myszkę, gonienia
za Wierą i demonami niemal po całym świecie. Musiał jednak być spokojny,
opanowany i cierpliwy, by jego cały plan potoczył się tak, jak tego chciał. Trudno
było mu usiedzieć na miejscu i przyglądać się wszystkiemu z boku, ale to
właśnie była podstawa całego założenia. Woroncow miała się go bać, miała
odwracać się za siebie i drżeć ze strachu, z obawą, że czai się gdzieś za
rogiem. Nie mógł wybaczyć jej zniewagi, jaką go uraczyła. Sama najpierw dawała mu
sygnały, kusiła i uwodziła, a gdy przejął inicjatywę, to potraktowała go niczym
zapchlonego kundla. Gdy przypomniał sobie jej wzrok, kiedy spoglądała na niego ze
szczytu schodów, a on klęczał przed nią umazany błotem, złość wezbrała na sile.
Zrzucił z biurka dokumenty i laptop, co wywołało niemały hałas i zaalarmowało jego
towarzysza.
- Musisz się opanować, to już czwarty komputer w tym tygodniu.
Przecież wszystko idzie zgodnie z planem, więc czemu się pieklisz? – zauważył Thomas,
wchodzący do gabinetu. Mężczyzna miał około czterdziestu lat i był griszem z trzeciego
pokolenia po linii ojca. Mimo to, że nie miał czystej krwi, był potężnym formatorem,
co pozwoliło jego rodzinie zyskać majątek i stać się potentatem na rynku samochodowym.
Rumen odnalazł jego nazwisko w dzienniku ojca i uznał, że mężczyzna idealnie nadaje
się na wspólnika. Obietnica władzy przekonała go do dołączenia do małej krucjaty
grisza.
- Chce już z nią skończyć, to wszystko. Wkurwia mnie, że ma jeszcze
czelność oddychać. – warknął podnosząc się gwałtownie z krzesła i podszedł do okna.
Obserwował w milczeniu zatłoczone ulice Londynu z niemal najwyższego wieżowca. Wpływy
i majątek Thomasa otworzyły mu wiele dróg, dlatego wybrał właśnie jego. Co więcej,
obaj panowie zamierzali utworzyć zrzeszenie wszystkich griszów, by stali się rasą
przewodnią nie tylko w Anglii. Chcieli przywrócić świetlność z czasów carskiej Rosji.
Postanowili pozbyć się wszystkich innych ras zajmujących wysokie, urzędowe stanowiska
i przejąć władze. Plan Rumena ewoluował za sprawą Thomasa. Spodobało mu się wystawne
życie i luksusy, jakimi otaczał się od czasu opuszczenia Bibury. Dzięki demonom
na smyczy i zajęciu miejsca Goro, mógł od środka i praktycznie po cichu przejąć
władze.
- Wszystko gotowe? – zapytał swojego towarzysza, odwracając się
w jego stronę. Thomas miał przygotować miejsce do przejęcia Cienia, najlepiej zdała
od miasta, bo wiązało się to z uwolnieniem sporej energii. Mogło dojść do przerw
w dostawie prądu, co przyciągnęłoby niepotrzebnie uwagę.
- Demon jest już na miejscu, więc niech działa. Chcę tu mieć
tą suke, jak najszybciej. – wysyczał zniecierpliwiony. Nie mógł doczekać się aż zobaczy Wierę martwą i poczuje, jak wypełnia go jej Cień.
- Już tak niewiele dzieli nas od osiągnięcia celu. Ten cały Goro
lada moment będzie zwijał się z bólu i nie będzie w stanie już nikomu pomóc. Upewnij
się, że po wszystkim otrzyma truchło Woroncow. Nie będzie mógł zrobić nic, by temu
zapobiec. - Rumen zaśmiał się gardłowo, nie mogąc powstrzymać uczucia zadowolenia. Udało mu się wszystkich zawieść.
Wiera Woroncow
Powoli traciła cierpliwość i to nie tylko w sprawie Rumena.
Była zmęczona, a jej irytacja narastała z każdą minutą bezczynnego siedzenia i zastanawiania
się, jak wyjść z tej patowej sytuacji. Po tym, co zrobiła uwiezionemu demonowi,
unikała dosłownie wszystkich, a szczególnie Goro. Czuła, że w jakiś sposób go
zawiodła i że od tej pory będzie patrzył na nią zupełnie inaczej. Podświadomie
chciała, by aprobował wszystko, co robiła, a gdy tak się nie działo, karała
siebie w duchu i wycofywała. Nie była godna, by iść z demonem ramię w ramię,
nie była tak potężna i do niczego się nie nadawała. Rodzina zawsze wymagała od
niej wiele, by godnie reprezentowała nazwisko i nie przyniosła wstydu. Wiera
sama stawiała sobie poprzeczkę wysoko, a gdy nie udało się jej pokonać, ganiła
się i czuła gorsza od innych. Nie rozumiała, że nie zawsze można wygrywać, że
nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Smak porażki był dla niej najgorszą
trucizną. Miała wrażenie, że od kiedy zbliżyli się z Goro, mężczyzna trzyma ją
na dystans i to, co się stało nic dla niego nie znaczyło. Nie okazał choćby
cienia zainteresowania, nie było żadnego przejawu czułości z jego strony.
Wydawał się jej zimny, jak głaz i zupełnie inny niż podczas wspólnej nocy.
Czuła wtedy, że jej pragnął i
potrzebował jej bliskości. Teraz natomiast wyglądał tak, jakby nie mógł się
doczekać aż zejdzie mu z oczu.
Dni mijały szybko i choć Wiera starała się jedynie myśleć o
tym, jak pokonać Rumena, to coraz częściej jej głowę zaprzątały inne myśli. Co
będzie później? Czy powinna zostać, czy jednak odejść? Czuła się niepewnie, jak
nigdy wcześniej, tym bardziej że Goro nie wykazywał zainteresowania. Belial zaczynał
nieco ją męczyć, próbując na siłę zeswatać ją z szefem. Nie miała serca zwrócić
mu uwagi, bo jego zaangażowanie całą tą sprawą było urocze. Demon wydawał się
bardziej przejęty niż Goro.
Uroczym natomiast nie było to, że pieczęcie demonów zaczęły
się psuć. Rytuał okazał się nieskuteczny, co bardzo rozczarowało Wierę. Co
prawda demoni szef ostrzegał ją przed tym, ale miała nadzieję, że magia griszów
zdoła ujarzmić ich moc. Czuła, że znowu zawiodła.
- Idielu! – wiedźma zatrzymała mężczyznę, gdy ten miał
opuścić pomieszczenie. Nie chciała odprawiać go z dziurą w ramieniu, dlatego
natychmiast uleczyła jego ciało.
- Gdyby ktoś jeszcze miał problem, to przyślij go do mnie. –
powiedziała z lekkim uśmiechem, dotykając ostrożnie miejsca w którym chwilę
temu była okropna rana. Upewniła się, że demon jest cały i dopiero wtedy go
puściła. Oczywiście, że się obwiniała i oczywiście, że miała wyrzuty sumienia.
Nie chciała, by komukolwiek działa się krzywda z powodu jej durnego pomysłu. Przeklinała
się w duchu i po raz kolejny uznała, że jest nic nie warta i nie dziwi ją fakt,
że demon stracił zainteresowanie po jednej nocy. Miał wiele kobiet, a ona z
pewnością nie była wyjątkowa.
Kiedy Goro zapytał ją o Rumena, na sam dźwięk tego imienia
poczuła, jak całe jej ciało napina się niczym struna. Dopiero teraz dotarło do
niej, jakie ten mężczyzna wzbudza w niej emocje i jak bardzo się go obawia. Był
nieprzewidywalny, a do tego piekielnie inteligentny, co czyniło go bardzo
niebezpiecznym.
- Chciał oświecenia dla griszów, to był jego główny plan.
Chodziło o to, by uwolnić ich z kajdan wspomnień i rozpamiętywania wielkiej
wojny. Mieliśmy w końcu podnieść się po tym wszystkim i zacząć żyć normalne. Z
tego co mówił, znalazł dziennik ojca z danymi o innych wspólnotach. Chciał
nawiązać relacje, uruchomić szlaki handlowe. Nie wiem, co zamierza teraz. Być
może zechce nad nimi panować. Inne rasy go nie interesują, a przynajmniej tak
było wtedy. Trudno mi teraz brać za pewnik cokolwiek, co go dotyczy. Rumen
którego znałam stał się cieniem samego siebie i nie przypomina już w żadnym
stopniu tamtej osoby. Jego umysł jest spaczony, zatruty. Pewne jest tylko to,
że chce więcej mocy. Gdybym tylko mogła dowiedzieć się, czego potrzebuje do
przeprowadzenia rytuału, to może jakoś naprowadziłoby nas to na jego trop.
Podejrzewam, że niezbędny jest formator, w zasadzie na sto procent. To zakazana
wiedza i nie mam pojęcia, jak wygląda przejęcie Cienia. Ciekawi mnie, skąd on o
tym wie, bo w Bibury nikt nie posiadał na ten temat żadnych informacji. –
odezwała się ze zrezygnowaniem, opadając na sofę tuż przy Goro. Popatrzyła na
niego przez chwilę, w milczeniu, a później przypomniała sobie, że przecież i on
przyjął pieczęć i lada chwila będzie w gorszym stanie niż Idiel.
- Zajmę się tym, póki jeszcze nie wygląda to tak źle –
powiedziała, wyciągając dłoń w stronę demona i nie czekając na jego zgodę,
podciągnęła mu rękaw. Miejsce, w którym tkwiła pieczęć było wyraźnie
opuchnięte, jakby wdało się w nie zakażenie. Wiera zmarszczyła lekko brwi, przypatrując
się temu z uwagą.
- Czy fakt, że posiadasz żywe ciało, spowalnia w jakiś
sposób tą reakcję? To dziwne, że wasze ciała reagują na pieczęć, jak na chorobę.
Rozumiem, że może dojść do odrzucenia, ale biorąc pod uwagę to, że praktycznie
pieczęć jest fragmentem was samych, nie powinno to tak wyglądać. Rozumiesz, co
chce powiedzieć? Gdybym wtopiła w ciebie pieczęć Beliala, byłoby to zrozumiałe.
Rana Idiela wyglądała, jak zakażenie, jakby ciało chciało się jej pozbyć, bo
była zagrożeniem dla organizmu. Jakby ciało trawiło samo siebie. Magia griszów
opiera się na prawach fizyki, chemii, na biologii, medycynie. Nie bez przyczyny
nazywana jest mała nauką. Weźmy na przykład przeszczep nerki: w pierwszej
kolejności sprawdza się rodzinę ze względu na powiązania genetyczne, by oszukać
organizm. Połączyłam was z fragmentem waszej właśnie duszy, dlatego
niepokoi mnie wygląd tych ran. Odrzucenie, to jedno, ale ciała ewidentnie trawi
choroba – szepnęła, przesuwając delikatnie dłonie po odsłoniętym ramieniu Goro.
Czuła ciepło bijące od jego ciała, słyszała szum krążącej w żyłach krwi i bicie serca. Przypomniała sobie, jak niedawno ich ciała były ze sobą połączone, jak wykrzykiwała jego imię i błagała o więcej. Wtedy jego krew szumiała zupełnie inaczej, a serce biło w innym rytmie. Czy on również wracał myślami do tamtego wieczoru? Powietrze nagle zgęstniało, gdy ich spojrzenia się spotkały.
- Boli cię? – zapytała, dotykając jego skóry znacznie dłużej
niż było to konieczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz