Wiera Woroncow
Nie mogła przewidzieć, że z pozoru niewinny pocałunek,
przerodzi się w namiętne i pełne uniesień zbliżenie. Nie sądziła iż kiedykolwiek
dozna czegoś takiego i to z Goro. Oboje bez wątpienia tego potrzebowali, jakby
zwalili właśnie ze swych ramion ogromny ciężar. Pozwolili sobie na chwilę
zapomnienia, tylko przez ten jeden moment myśleli wyłącznie o sobie. Być może
było to przejawem egoizmu, ale Wiera ani przez sekundę tego nie żałowała i
miała nadzieję, że demon również nie będzie robił sobie z tego powodu wyrzutów.
Nie wiedziała czy będzie potrafiła zachowywać się przy nim z taką swobodą, jak
wcześniej. Nie mogła też uwiesić się na jego szyi i zdradzić, że do czegoś
między nimi doszło. Było za wcześnie, by określać relacje, by obnosić się z tym
przed wszystkimi. Mimo wszystko mieli nie małe kłopoty i uwikłanie się w romans było raczej nie na miejscu w takiej chwili.
Podróż do Tajlandii była długa i męcząca. Griszka odkryła,
że prawie na pewno nie lubi latać samolotem. Serce podchodziło jej do gardła,
żołądek ściskał, a nogi drżały. Była przy tym blada, jak ściana i nic nie mogła
na to poradzić. Okropne uczucie i gdyby tylko cokolwiek zależało od niej,
wolałaby pozostać w Anglii. Nie mieli czasu, dlatego nie narzekała na
dyskomfort związany z podróżą i starała się wyciągnąć z tego jakąś lekcję.
Lekcję cierpliwości i samokontroli, bo robiła wszystko, by nie zarzygać demona
przed sobą, w ciele uroczej, starszej pani. Ciekawiło ją, jak doszło do
wybrania akurat takiej powłoki. Gdyby ona miała możliwość zmienić ciało, to z
pewnością szukała by lepszego od tego, które miała do tej pory. Trzymała się
nieco z boku, by nie przeszkadzać demonom w rozmowie. Belial i Goro cały czas
dyskutowali o kolejnych posunięciach w sprawie Rumena, zastanawiając się co
zrobić, by znaleźć się kilka kroków przed nim. Wiera zastanawiała się z kolei
nad tym, w jaki sposób zabić Rumena i jak sprawić, by wyszedł w końcu ze swej
nory. Wysługiwał się demonami, sam pozostając nieuchwytnym. Dlaczego nie
zaatakował otwarcie? Miał dość mocy, by spalić cały zamek Baltimore i to bez
zadyszki. Był świetnym strategiem, być może dlatego nie potrafiła rozszyfrować
jego zamiarów. Czy faktycznie chodziło tylko o zemstę na niej, czy miał jeszcze
jakiś ukryty motyw? Co jakiś czas zerkała w stronę Goro i nie miała pojęcia,
jaki był w tym cel. Chciała na niego patrzeć i chciała, by i on na nią patrzył,
tak jak wczoraj. Serce waliło jej mocniej za każdym razem, gdy choćby słyszała jego głos.
Hakael był bardzo porywczy, podobnie jak Belial. Gdy tych
dwóch zaczęło przekrzykiwać się i wzajemnie obwiniać, nawet głos Goro nie mógł
się przez to przebić. Kiedy w końcu doszli do porozumienia i rozmowa przybrała
w miarę normalny wydźwięk, można było ustalić cokolwiek o obecnej sytuacji
demonów. Byli w czarnej dupie, bez wątpienia. Na dodatek pojmany demon chciał
rozmawiać tylko z nią, co od razu się jej nie spodobało, z resztą nie tylko
jej. Goro wyglądał na zaniepokojonego, ale przystał na to, by poszła sama. Jeden
z sługusów Hakaela poprowadził ją wąskim korytarzem do ciężkich, metalowych
drzwi. Kobieta odwróciła się jeszcze przez ramie, by spojrzeć po raz ostatni na
Goro. Czuła jego wsparcie i była mu za to wdzięczna, bo wiedziała, że zjawi się
od razu, gdy będzie go potrzebowała. Drzwi zostały otwarte, a jej pozostało
jedynie wejść do środka i zmierzyć się z tym, co się za nimi kryło. Na początku
w pomieszczeniu panowała jedynie ciemność, ale chwilę później z tej ciemności
wyłoniła się para błyszczących, złowrogich ślepiów. Wiera zadrżała i rzuciła
się ku ścianie, by odnaleźć włącznik światła. Jarzeniówka migała chaotycznie,
wydając przy tym charakterystyczny dźwięk.
- Boisz się, prawda? – usłyszała syk, a demon siedzący na
żeliwnym krześle poruszył się niespokojnie i wygiął w jej stronę na tyle, na
ile pozwalały mu węzy. Pracownik Hakaela przygotował go wcześniej do rozmowy i
zabezpieczył specjalnymi pasami, z których podobno demon nie mógł się uwolnić. To się zaraz okaże.
- To wszystko twoja wina. Ty będziesz żyła wystarczająco
długo żeby widzieć, jak Rumen niszczy ich wszystkich. Będą, jak psy na uwięzi.
Będą skomleć i błagać o litość – wychrypiał przez zaciśnięte zęby i splunął w
jej stronę. Wiera zrobiła automatycznie krok w tył, nie mając pojęcia, jak
podejść do tej jakże uroczej pogawędki. Demon dostrzegł jej wahanie i zaczął
krzyczeć, wierzgając na wszystkie strony, by się uwolnić.
- SUU KAAA! SUUUUUKAAAA – jego krzyki roznosiły się po całej
posiadłość Hakaela, a griszka starała się nie zwracać na to uwagi. Miała
wyrzuty sumienia, że demon cierpi, że stał się narzędziem w rękach Rumena i musiał postępować tak, jak ten mu kazał.
- ZDECHNIESZ! ZDEC...
- Ciiiii – Wiera położyła palec na swoich ustach, a demon
momentalnie zamilkł, co bardzo go zaskoczyło. Poruszał ustami, ale jego gardła
nie opuszczały żadne dźwięki.
- Tak lepiej. Przez ciebie nie mogłam się skupić. Porozmawiamy
normalnie, czy dalej będziesz się wydzierał? – zapytała obserwując jak
mężczyzna powoli się uspokaja. Kiwnął głową potwierdzająco i opadł na krzesło
zrezygnowany.
- Jak się nazywasz? – gdy tylko zdjęła z niego milczenie, na
powrót zaczął się wydzierać i próbować uwolnić. Szamotał się tak bardzo, że na
nadgarstkach powstały krwawe otarcia.
- Nic ci kurwa nie powiem! Jak mam na imię? A co to, randka?
Kurwa! Przyznam, że chętnie bym cię przeleciał albo pozwolił ci sobie
obciągnąć, bo usta masz zajebiste. Może się dogadamy, co? Dawno pewnie nie
miałaś w sobie ku... – ponownie zapadła cisza. Wiera miała nadzieję, że uda jej
się pomówić z demonem w miarę normalnie, ale najwidoczniej nie było to możliwe.
- Przykro mi. Chciałam załatwić to w cywilizowany sposób,
ale jesteś zbyt uparty. Potrzebuję informacji: gdzie jest Rumen i co planuje. Dam
ci pięć minut na zastanowienie, a później zrobi się nie miło – demon odzyskał
głos i wyglądał na nieco skołowanego, ale nie zamierzał nic mówić. Zamiast tego
ponownie zaczął wykrzykiwać w jej stronę wyzwiska i groźby. Griszka nabrała
głęboko powietrza i uciszyła demona, by jego wrzaski nie ściągnęły do
pomieszczenia innych. Miała świadomość tego, że Goro, Belial i pozostali, słyszeli
wszystko, co działo się w pomieszczeniu, a przy najmniej krzyki delikwenta. Uniosła rękę i wykonała nią szybki
ruch w powietrzu, a chwilę później mężczyzna zgiął się w pół i wydał z siebie
niemy krzyk. Wiedziała, że demony były bardziej odporne na ból niż ludzie, ale nie
pozostawali zupełnie od niego wolni.
- Zaczynam od nogi. Oddzielam właśnie skórę od kości.
Później zajmę się tkankami. Głębiej jest znacznie ciekawiej. Wiesz, że tkanka
mięśniowa składa się z włókien
mięśniowych, zbudowanych z miocytów,
posiadających zdolność do aktywnego kurczenia się? Ludzkie ciało jest
niesamowite, sam zobaczysz. – uśmiechnęła się lekko i wykonała kolejny ruch,
który zadał demonowi jeszcze więcej bólu. Pytała kilka razy o to samo, jednak on
uparcie odmawiał odpowiedzi. Być może chciał sprawdzić, jak daleko była w stanie
się posunąć. W końcu kości zaczęły pękać, a wraz z nimi pewność mężczyzny.
- Mogę wywrócić twoje ciało na
drugą stronę i utrzymywać twój umysł w pełnej świadomości żebyś wszystko mógł poczuć.
Nie chcę tego, bo to bardzo brudna robota – rzuciła niby od niechcenia, nie zwracając
nawet uwagi na to, że w jej stronę chlapnęła właśnie krew.
Otworzyła drzwi i ruszyła niespiesznie korytarzem w stronę
pomieszczenia, gdzie wszyscy na nią czekali. Nie była pewna, ile czasu
dokładnie minęło, ale nie było to aż tak istotne. Liczyło się to, że zdołała uzyskać
w końcu przydatne informacje. Serce jej pękało, bo nigdy wcześniej nikogo nie torturowała.
Miała wyrzuty sumienia, które postanowiła w sobie zdusić, aby nie wyjść na słabeusza. Nie chciała, by ktokolwiek zauważył, jak okropne się z tym wszystkimi czuła.
- Załatwcie mu nowe ciało. Tamte już się do niczego nie
nadaje – rzuciła, przecierając rękawem twarz, na której dopiero teraz poczuła
krew. Demony wyglądały na zdezorientowane i zaskoczone widokiem Wiery umazanej krwią.
Usiadła na wysłużonej sofie pod ścianą i westchnęła głośno. Nie chciała trzymać
ich dłużej w niepewności, ale musiała chwilę odetchnąć i zebrać myśli. Hakael kiwnął
głową, a jeden z demonów podał jej butelkę schłodzonego piwa. Niezbyt wyszukany
trunek, ale pasował idealnie do jej zdruzgotanego samopoczucia.
- Rumen ma kłopot, dlatego siedzi w swojej kryjówce i
wysługuje się demonami. Nie sądziłam, że posunie się do czegoś takiego, ale wydzierając
z was pieczęci, sam ponosi tego konsekwencje. Griszowie podczas wielkiej wojny
mieli problemy z wampirami. Jesteśmy znacznie wolniejsi niż krwiopijcy, dlatego
trzeba było wymyślić coś, co da nam przewagę, choć chwilową. Stworzyliśmy
oddział wybrańców, a mówiąc prościej, samobójców. Griszowie gotowi poświęcić
wszystko, nawet własne życie, stali na czele i torowali nam drogę. Zaklęcie
miało wyrwać dusze z ciała na kilka sekund, a w naszym przypadku wystarczyło to
na tyle, by wykonać sekwencje danego zaklęcia i np spalić wampira. Tylko tak mogliśmy
ich unieruchomić. Konsekwencje tego były okropne. Griszowie umierali, bo ich
własna dusza rozrywana była na kilka części. Ten demon powiedział, że Rumen
jest w kiepskim stanie, a więc pewnie stworzył podobne zaklęcie, skoro wasza
dusza powiązana jest z pieczęcią, a jakimś cudem potrafi je zdobywać. Nie może
umrzeć od razu, bo ma w sobie Cień. Wiem już, dlaczego tak uparcie chce mnie
zabić i może na początku faktycznie chodziło o urażone ego i męską dumę, ale
teraz ma inny cel. To czarna magia, zakazana, obrzydzająca, ale podobno
istnieje sposób na wchłonięcie Cienia innej osoby. To go uleczy i sprawi, że
stanie się jeszcze bardziej potężny. Nie mam pojęcia, jak można tego dokonać. Tamten
demon nie wie, gdzie ukrywa się Rumen, bo często się przemieszcza. Mówi prawdę,
sprawdziłam kilka razy, dogłębnie zbadałam jego wszystkie receptory. Podobno pomaga
mu wampir imieniem Diego i jak wspomnę to imię, to Hakael będzie wiedział o
kogo chodzi. Wampir jest z nim w bliskiej komitywie i będzie wiedział, gdzie ukrywa
się Rumen. To dobry moment, by zadać cios. Jest osłabiony, nie całkiem bezbronny,
no i ma swoje demony, ale mamy szansę. Nie możemy czekać na jego kolejny ruch i
narażać więcej demonów. – powiedziała Wiera, upijając kilka łyków piwa. Dawno już
alkohol nie smakował jej tak bardzo, jak teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz