Wiera Woroncow
Rozmowa z Belialem nie mogła pójść dobrze. Z każdym jej
słowem i próbą wyjaśnienia, on robił minę, jakby proponowała mu porwanie Goro w
celu przymusowego małżeństwa. Nie rozumiał jej ani trochę, ale nie było jej
dane cokolwiek mu wyjaśnić i sprostować. Demon zaciągnął ją do gabinetu szefa i
zażądał od niego wyjaśnień dotyczących używania żywego ciała. Wiera była jak
sparaliżowana, nie potrafiła myśleć racjonalnie w tej chwili ani skupić się na
jakichkolwiek słowach mężczyzny. Belial postawił ją przed faktem dokonanym,
przejmując zupełnie inicjatywę rozmowy z Goro. Kobieta nie była przygotowana na
to, co miało nastąpić i nie wiedziała jak powinna się zachować. Była, jak
zapędzona w róg mysz, drżąca z przerażenia i obawy o swoje życie. Nie chciała
dłużej już czuć się w taki sposób, bo mimo wszystko zależało jej na demonie. Jeśli
będzie bała się go za każdym razem, gdy sprawy ułożą się nie po jego myśli, to
w końcu oszaleje.
Wysłuchiwała z uwagą tego, co mówił człowiek opętany przez
Goro i czuła, jak wzbiera w niej gniew. W jej oczach, to on wykorzystywał
demona, a nie na odwrót. Współczuła mu straty, ale z tego, co mówił, był po
prostu tchórzem, który bał się życia i który bał się również śmierci. Takie egzystowanie
w zawieszeniu było gorsze niż pukanie od spodu w wieko trumny, jednak griszka
ani myślała mówić o swoich spostrzeżeniach na głos. Nie interesowały ją pobudki
moralne demona, a fakt że ukrywał sekret i zatajał coś przed nią, tym
samym grając świętego chłopca. Było jej przykro, że wcześniej nawet nie
próbował jej zrozumieć, a od razu postawił krzyżyk. Jej całe złe samopoczucie i
osowiałość wynikała właśnie z tego iż była świadoma, że Goro ma jeszcze miliony
sekretów, o których nie zamierzał jej mówić. Powinna być bardziej empatyczna, a
jednak w tej chwili zaburzał jej to egoizm. Czuła się oszukana i nie mogła nic na
to poradzić. Goro zrobił z niej kłamczuchę, obudził poczucie winy, a sam nie był
fair. Belial miał z jednej strony rację, bo jego sekret nie dotyczył sprawy z Cieniem,
a jednak hipokryzja demona bardzo w nią uderzyła.
- Przepraszam, to nie moja sprawa i nie powinnam się
wtrącać. Belial przyszedł zapytać o powód mojego złego humoru i przysięgam, że
nic mu nie powiedziałam. On sam dodał dwa do dwóch i zaciągnął mnie tutaj –
wyjaśniła pieczołowicie Wiera, gdy została sam na sam z Goro. Czuła ciężar tej
rozmowy, czuła na sobie jego intensywny wzrok, którego nie potrafiła powiązać z
żadną emocją. Jakoś trudniej było jej wyrażać teraz swoje zdanie i mówić mu o
czymkolwiek. Nie czuła już tej swobody między nimi, która towarzyszyła jej do
tej pory. Miała wrażenie, że nie byli sami, że ktoś ich podsłuchuje. Opętanie
nie było ani trochę podobne do połączenia z Cieniem. Wiera nie dzieliła ciała z
inną duszą, tak jak robił to demon. Czy to, o czym rozmawiali było prawdziwe?
Mówił to Goro, czy Yun? Zbliżyła się do Goro, czy do Yuna? Goro bez ciała praktycznie
nie istniał, a przynajmniej nie istniał dla niej. Jej ludzki wzrok nie był w stanie
uchwycić jego prawdziwego wyglądu, a jedynie mglisty zarys postaci. Czy zatem był
zdolny czuć cokolwiek poprzez dotyk skoro fizycznie nie posiadał ciała?
- Wybacz za to wtargnięcie. Znasz Beliala, on inaczej nie
potrafi rozmawiać. W każdym razie, zachowam to wszystko dla siebie i nikomu nic
nie powiem. Nie chcę podważać twojego autorytetu w oczach innych demonów, więc
możesz być spokojny. Jeśli sobie życzysz lub nie ufasz mi na tyle, mogę przejść
rytuał ciszy. Griszowie chronili się w taki sposób przed przesłuchaniami
wampirów. Często wymuszano na nas, za pomocą hipnozy, wyjawianie miejsc spotkań
lub zdradę pobratymców. Rytuał sprawia, że o danej sprawie jesteśmy w stanie
tylko milczeć. – uśmiechnęła się lekko i spojrzała w stronę drzwi. Nie wiedziała,
co powinna teraz zrobić. Zostać, czy pozwolić demonowi na odpoczynek w samotności?
Nie miała herbaty, ani koca, a sama rozmowa nieco ją krępowała, ale mimo wszystko
postanowiła zostać. Zrobiła kilka kroków w stronę mężczyzny i przystanęła przy biurku,
by po chwili usiąść na blacie. Oparła łokieć na kolanie i spojrzała na Goro z góry,
na dłuższą chwilę skupiając się na jego oczach. Starała się odszukać tam złość,
ale nic takiego nie dostrzegła. Nie oczekiwała przeprosin, ale chciała by i on był
z nią szczery i otworzył się nieco bardziej niż zdradzenie informacji o kilku żonach
w swoim długim życiu. Gdzieś w podświadomości czuła, że nie była mu zupełnie obojętna.
- Na ile jesteś to ty, a na ile Yun? – zapytała, sama zaskoczona
tym pytaniem. Zaczesała za ucho kilka opadających na twarz kosmyków włosów i tym
razem to ona wpatrywała się w niego intensywnie. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały,
coś w niej pękło, coś się zmieniło. Nagle poczuła dziwną falę gorąca, która zalewała
jej całe ciało i której nie była w stanie opanować. Serce waliło, jak oszalałe
i ani na chwilę nie chciało zwolnić swego galopu. Oddech stał się głębszy, nieco
ciężki i zbędny w tym momencie. Gdyby tylko mogła przestać oddychać choć na chwilę
i skupić się tylko na tym, co czuła, wszystko byłoby łatwiejsze. W kolejnej sekundzie
już pochylała się w jego stronę i choć rozum krzyczał ze wszystkich sił, by się
zatrzymała, to serce rwało się do niego. Nie zawahała się nawet przez chwilę i niedługo
potem złączyła swoje ciepłe wargi z wargami Goro. Pocałunek nie był przelotny i
delikatny, ale nie był również nachalny. Chciała pozostawić na jego ustach swój
smak, chciała by myślał o niej przez całą noc i każdą kolejną. Delikatnie ułożyła dłoń na twarzy demona, wyczuwając pod palcami miękkość skóry i szorstki zarost. To połączenie uwolniło kolejną fale emocji i rozbudziło zmysły, jakby griszka po raz pierwszy poczuła smak czekolady. Nie, to nie była czekolada. Herbata z cytryną i odrobiną imbiru. Ta sama, którą poczęstował ją kilka dni temu.
Wiera wiedziała, że w pocałunek zaangażowane są aż 32 mięśnie.
Gest ten jest wymianą informacji zmysłowych, obejmując zmysł smaku, dotyku i zapachu.
Oksytocyna dostaje się do krwiobiegu, a jako hormon miłości, sprawia że całe ciało
zaczyna czuć się dobrze. W czasie jego trwania dochodzi do wymiany około 40 tysięcy
mikroorganizmów. Pod koniec pocałunku każda z zaangażowanych osób otrzymuje potężną
dawkę serotoniny.
Odkryła właśnie, że pocałunek jest również czymś więcej niż stymulowaniem
neuroprzekaźników w mózgu. I chciała odkrywać to na nowo każdego dnia. Jeszcze kilka
minut temu chciała uciekać z zamku, a teraz chciała tu zostać najbardziej na
świecie.
- Poczułeś to? – szepnęła, odsuwając się od Goro na zaledwie
kilka centymetrów. Ich nosy niemal się ze sobą stykały. Wszystkie wątpliwości, jakie
wcześniej w sobie nosiła, nagle wyparowały, pozostawiając jedynie to przyjemne ciepło
w sercu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz