ROZDZIAŁ 316

Wiera Woroncow

Rozmowa z Belialem nie mogła pójść dobrze. Z każdym jej słowem i próbą wyjaśnienia, on robił minę, jakby proponowała mu porwanie Goro w celu przymusowego małżeństwa. Nie rozumiał jej ani trochę, ale nie było jej dane cokolwiek mu wyjaśnić i sprostować. Demon zaciągnął ją do gabinetu szefa i zażądał od niego wyjaśnień dotyczących używania żywego ciała. Wiera była jak sparaliżowana, nie potrafiła myśleć racjonalnie w tej chwili ani skupić się na jakichkolwiek słowach mężczyzny. Belial postawił ją przed faktem dokonanym, przejmując zupełnie inicjatywę rozmowy z Goro. Kobieta nie była przygotowana na to, co miało nastąpić i nie wiedziała jak powinna się zachować. Była, jak zapędzona w róg mysz, drżąca z przerażenia i obawy o swoje życie. Nie chciała dłużej już czuć się w taki sposób, bo mimo wszystko zależało jej na demonie. Jeśli będzie bała się go za każdym razem, gdy sprawy ułożą się nie po jego myśli, to w końcu oszaleje.

Wysłuchiwała z uwagą tego, co mówił człowiek opętany przez Goro i czuła, jak wzbiera w niej gniew. W jej oczach, to on wykorzystywał demona, a nie na odwrót. Współczuła mu straty, ale z tego, co mówił, był po prostu tchórzem, który bał się życia i który bał się również śmierci. Takie egzystowanie w zawieszeniu było gorsze niż pukanie od spodu w wieko trumny, jednak griszka ani myślała mówić o swoich spostrzeżeniach na głos. Nie interesowały ją pobudki moralne demona, a fakt że ukrywał sekret i zatajał coś przed nią, tym samym grając świętego chłopca. Było jej przykro, że wcześniej nawet nie próbował jej zrozumieć, a od razu postawił krzyżyk. Jej całe złe samopoczucie i osowiałość wynikała właśnie z tego iż była świadoma, że Goro ma jeszcze miliony sekretów, o których nie zamierzał jej mówić. Powinna być bardziej empatyczna, a jednak w tej chwili zaburzał jej to egoizm. Czuła się oszukana i nie mogła nic na to poradzić. Goro zrobił z niej kłamczuchę, obudził poczucie winy, a sam nie był fair. Belial miał z jednej strony rację, bo jego sekret nie dotyczył sprawy z Cieniem, a jednak hipokryzja demona bardzo w nią uderzyła.

- Przepraszam, to nie moja sprawa i nie powinnam się wtrącać. Belial przyszedł zapytać o powód mojego złego humoru i przysięgam, że nic mu nie powiedziałam. On sam dodał dwa do dwóch i zaciągnął mnie tutaj – wyjaśniła pieczołowicie Wiera, gdy została sam na sam z Goro. Czuła ciężar tej rozmowy, czuła na sobie jego intensywny wzrok, którego nie potrafiła powiązać z żadną emocją. Jakoś trudniej było jej wyrażać teraz swoje zdanie i mówić mu o czymkolwiek. Nie czuła już tej swobody między nimi, która towarzyszyła jej do tej pory. Miała wrażenie, że nie byli sami, że ktoś ich podsłuchuje. Opętanie nie było ani trochę podobne do połączenia z Cieniem. Wiera nie dzieliła ciała z inną duszą, tak jak robił to demon. Czy to, o czym rozmawiali było prawdziwe? Mówił to Goro, czy Yun? Zbliżyła się do Goro, czy do Yuna? Goro bez ciała praktycznie nie istniał, a przynajmniej nie istniał dla niej. Jej ludzki wzrok nie był w stanie uchwycić jego prawdziwego wyglądu, a jedynie mglisty zarys postaci. Czy zatem był zdolny czuć cokolwiek poprzez dotyk skoro fizycznie nie posiadał ciała?

- Wybacz za to wtargnięcie. Znasz Beliala, on inaczej nie potrafi rozmawiać. W każdym razie, zachowam to wszystko dla siebie i nikomu nic nie powiem. Nie chcę podważać twojego autorytetu w oczach innych demonów, więc możesz być spokojny. Jeśli sobie życzysz lub nie ufasz mi na tyle, mogę przejść rytuał ciszy. Griszowie chronili się w taki sposób przed przesłuchaniami wampirów. Często wymuszano na nas, za pomocą hipnozy, wyjawianie miejsc spotkań lub zdradę pobratymców. Rytuał sprawia, że o danej sprawie jesteśmy w stanie tylko milczeć. – uśmiechnęła się lekko i spojrzała w stronę drzwi. Nie wiedziała, co powinna teraz zrobić. Zostać, czy pozwolić demonowi na odpoczynek w samotności? Nie miała herbaty, ani koca, a sama rozmowa nieco ją krępowała, ale mimo wszystko postanowiła zostać. Zrobiła kilka kroków w stronę mężczyzny i przystanęła przy biurku, by po chwili usiąść na blacie. Oparła łokieć na kolanie i spojrzała na Goro z góry, na dłuższą chwilę skupiając się na jego oczach. Starała się odszukać tam złość, ale nic takiego nie dostrzegła. Nie oczekiwała przeprosin, ale chciała by i on był z nią szczery i otworzył się nieco bardziej niż zdradzenie informacji o kilku żonach w swoim długim życiu. Gdzieś w podświadomości czuła, że nie była mu zupełnie obojętna. 

- Na ile jesteś to ty, a na ile Yun? – zapytała, sama zaskoczona tym pytaniem. Zaczesała za ucho kilka opadających na twarz kosmyków włosów i tym razem to ona wpatrywała się w niego intensywnie. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, coś w niej pękło, coś się zmieniło. Nagle poczuła dziwną falę gorąca, która zalewała jej całe ciało i której nie była w stanie opanować. Serce waliło, jak oszalałe i ani na chwilę nie chciało zwolnić swego galopu. Oddech stał się głębszy, nieco ciężki i zbędny w tym momencie. Gdyby tylko mogła przestać oddychać choć na chwilę i skupić się tylko na tym, co czuła, wszystko byłoby łatwiejsze. W kolejnej sekundzie już pochylała się w jego stronę i choć rozum krzyczał ze wszystkich sił, by się zatrzymała, to serce rwało się do niego. Nie zawahała się nawet przez chwilę i niedługo potem złączyła swoje ciepłe wargi z wargami Goro. Pocałunek nie był przelotny i delikatny, ale nie był również nachalny. Chciała pozostawić na jego ustach swój smak, chciała by myślał o niej przez całą noc i każdą kolejną. Delikatnie ułożyła dłoń na twarzy demona, wyczuwając pod palcami miękkość skóry i szorstki zarost. To połączenie uwolniło kolejną fale emocji i rozbudziło zmysły, jakby griszka po raz pierwszy poczuła smak czekolady. Nie, to nie była czekolada. Herbata z cytryną i odrobiną imbiru. Ta sama, którą poczęstował ją kilka dni temu. 

Wiera wiedziała, że w pocałunek zaangażowane są aż 32 mięśnie. Gest ten jest wymianą informacji zmysłowych, obejmując zmysł smaku, dotyku i zapachu. Oksytocyna dostaje się do krwiobiegu, a jako hormon miłości, sprawia że całe ciało zaczyna czuć się dobrze. W czasie jego trwania dochodzi do wymiany około 40 tysięcy mikroorganizmów. Pod koniec pocałunku każda z zaangażowanych osób otrzymuje potężną dawkę serotoniny.

Odkryła właśnie, że pocałunek jest również czymś więcej niż stymulowaniem neuroprzekaźników w mózgu. I chciała odkrywać to na nowo każdego dnia. Jeszcze kilka minut temu chciała uciekać z zamku, a teraz chciała tu zostać najbardziej na świecie.

- Poczułeś to? – szepnęła, odsuwając się od Goro na zaledwie kilka centymetrów. Ich nosy niemal się ze sobą stykały. Wszystkie wątpliwości, jakie wcześniej w sobie nosiła, nagle wyparowały, pozostawiając jedynie to przyjemne ciepło w sercu.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^