Wiera Woroncow
Tajemnica Goro uwierała ją chyba bardziej niż jego samego.
Czuła się nieswojo w towarzystwie demonów, przede wszystkim z powodu kłamstwa,
które teraz w sobie nosiła. Zawdzięczała im tak wiele, a w zamian dała jedynie
obłudę, co nie było ani trochę w porządku. Była świadoma iż nie jest to jej
sekret i nie powinna czuć się w taki sposób, a jednak mimo to, miała wielkie
wyrzuty sumienia. Była jeszcze druga strona medalu, a mianowicie relacja z
Goro. Unikała go, jak ognia, choć on zdawał się tego nie dostrzegać. Cieszyła
się, jak dziecko, gdy nakazał jej odpoczywać, co uczyniła bez cienia sprzeciwu.
Nie umiała spojrzeć mu w oczy. Czuła się okropnie oszukana, zdradzona i
zawiedziona. Nie miała pojęcia dlaczego ukrywał to wszystko przed innymi, być
może miał swoje powody, tak jak ona, gdy zataiła posiadanie Cienia. Wtedy on
jej nie rozumiał, a teraz ona nie rozumiała jego. Nie zmieniało to jednak
faktu, że zachował się, jak ostatni hipokryta, bo skreślił ją od razu, gdy
dowiedział się prawdy. Sam nie był w stu procentach szczery, a oczekiwał tego
od niej. Wiera była skołowana, a w dodatku zmęczona i zestresowana minionymi wydarzeniami.
W drodze powrotnej z Tajlandii starała się trzymać blisko demona, który stracił
głowę, pod pretekst emocji monitorowania stanu jego ciała. Po powrocie Goro zarządził
naradę, na którą nie była zaproszona, co ani trochę jej nie przeszkadzało.
Spędziła w wannie
większość wieczoru aż palce się jej pomarszczyły, a woda zrobiła zupełnie
zimna. Krążyła później po pokoju bez celu, nie mogła znaleźć sobie miejsca,
więc nie było mowy o zaśnięciu. Była zbyt niespokojna. Obawiała się, że gdy
Goro dowie się o tym, że wie o jego sekrecie, zechce się jej pozbyć. Miałby z
głowy walkę z Rumenem i kłopoty, które się z tym wiązały. To ona sprowadziła to
wszystko na nich i pewnie nie jeden demon chciał się jej pozbyć. Zaczynała zastanawiać
się, czy nie powinna odejść w tajemnicy i wybłagać u Rumena odpuszczenie demonom
w zamian za nią. Wydarzyło się tak dużo złego z powodu tego, że uraziła jego ego.
Nie chciała być powodem niczyjej śmierci, a miała na swoich rękach krew wielu. To
ją dobijało.
Zamarła, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Serce zaczęło walić
jej, jak oszalałe, ale przecież nie mogła zamknąć się w pokoju i udawać, że
wcale jej tu nie było. A może jednak? Nie, to nie wchodziło w grę. Otworzyła po
dłuższej chwili, a gdy zobaczyła przed sobą Beliala, odetchnęła z ulgą, że to
nie Goro. Wpuściła go do środka i zgodnie z sugestią mężczyzny, zajęła miejsce
obok niego na sofie. Demon był bardzo gadatliwy, co wcale jej nie zdziwiło, ale
zaskoczył ją fakt iż zwrócił uwagę na jej posępną minę. Nie byli jakoś specjalnie
blisko, co nie zmieniałoby faktu, że lubiła tego pomyleńca. Miał w oczach łobuzerskie
ogniki i jednocześnie był tak cholernie uroczy. Gdyby miała go do czegoś lub kogoś
porównać, to kojarzył jej się z bobasem zabójcą. Był nieokrzesany, niebezpieczny,
ale słodki, jak cukierek.
- Aż tak widać, że coś jest nie tak? Goro też się
zorientował? – zapytała szybko, przykładając dłonie do nieco czerwonych
policzków. Na dźwięk imienia demoniego szefa aż drżała ze strachu i zupełnie
zapomniała, jak swobodnie się przy nim wcześniej czuła. Wysłuchiwała tego, co
Bel miał do powiedzenia i nie mogła uwierzyć, że zdołał podejść ją w ten
sposób. Chciał się upewnić, czy jego przypuszczenia były prawdziwe, a ona właśnie
mu je potwierdziła. Czuła się trochę tak, jakby zdradziła Goro, ale przecież nie
powiedziała nawet ani słowa. Belial sam wysunął wnioski i ułożył w całość zlepki
wydarzeń.
- Wydawało mi się, że jesteście przyjaciółmi. Dlaczego tobie
o tym nie powiedział? Mogę zrozumieć, że ukrywał to przede mną, bo jestem w
zasadzie nikim ważnym, ale ciebie zna przecież tak długo i nie jedno razem
przeszliście – zauważyła z westchnięciem, obserwując jak Belial oblewa się
wodą. Czyżby Goro mu nie ufał? Może nie miał zaufania do nikogo, nawet do swojego
najbliższego przyjaciela, a może chciał być jedynym demonem, który potrafił takie
cuda. Z tego, co mówił Bel, bytowanie w żywej osobie wiązało się z posiadanie m
dużo większej mocy. Wiera wyczuwała, że energia Goro jest znacznie silniejsza niżeli
innych, jednak nie sądziła iż jest to związane z posiadaniem oddychającego ciała.
- Myślałam, że...to głupie. Nie ważne – wymamrotała, ale
demon najwyraźniej chciał usłyszeć, co ma na myśli, bo ponaglał, aby dokończyła
zdanie. Wahała się, bo nie chciała robić sobie z Beliala spowiednika i wypłakiwać
przy tym na ramieniu. W końcu jednak uznała iż potraktuje to jako zwykłą rozmowę.
- Jest mi przykro, bo oczekiwał ode mnie bezgranicznej
szczerości od samego początku, a sam ukrywał coś tak istotnego. Poznał mój
każdy sekret, otworzyłam się przed nim i mu zaufałam, ale najwyraźniej było to
tylko jednostronne. Czuje się, jak idiotka. Myślałam, że zbliżyliśmy się do
siebie, a tak naprawdę tylko ja się zbliżałam. Rozumiem, że korzystanie z ciała
osoby żyjącej to nie jest coś, o czym mówi się na pierwszym spotkaniu, ale..
Gdybyś widział jego minę, kiedy dowiedział się o Cieniu, jak bardzo był zawiedziony.
Czułam się okropnie, miałam wielkie poczucie winy i niemal desperacko chciałam
odzyskać jego przychylność. Zrobiłabym wszystko, o co by wtedy poprosił. Wydaje
mi się, że to mu się podobało, ta moja bezsilność. Może nawet nie zdawał sobie
z tego sprawy, a może wręcz przeciwnie, dobrze wiedział, jak bardzo pragnęłam mieć
w nim sprzymierzeńca – szepnęła, czując jak oczy zachodzą jej łzami. Nigdy
jeszcze nikt nie upokorzył jej w taki sposób. Ulokowała uczucia w niewłaściwym
facecie, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że faktycznie jest przeklęta. Nie
chciała bać się Goro, ale przecież mógł zataić przed nią coś jeszcze, coś
bardziej mrocznego i złowieszczego. Żył tak długo, że pewnie miał na sumieniu
nie jeden niecny uczynek i aż ciarki biegały jej po plecach, gdy uświadomiła
sobie, czego mógł się dopuścić.
- Dowiedziałam się przez przypadek, sam nigdy by mi o tym
pewnie nie powiedział. Może nie powinnam oczekiwać od niego szczerości lub
czegokolwiek innego. Nie wiem, co o tym myśleć. Boję się przyznać, że wiem, bo skoro trzymał to w sekrecie ponad
dziesięć lat, to może chcieć by tak pozostało i pozbędzie się mnie – zauważyła,
ocierając pospiesznie policzki. Westchnęła po raz setny tego wieczoru i odchyliła
głowę w tył, przyglądając się w milczeniu bogato zdobionemu sufitowi.
- Powinnam odejść i oddać się w ręce Rumena. Wydarzyło się zbyt
wiele i za bardzo was naraziłam. Nie sądziłam, że Rumen posunie się do takich czynów
i lepiej, by mnie tu nie było i żebym was dłużej nie narażała. Wybłagam, by dał
wam spokój i oddał pieczęcie, żeby nikogo dłużej nie więził. Zgodzi się, jestem pewna.
Pomóż mi z tym. Muszę jakoś wydostać się z zamku żeby nie wzbudzać podejrzeń i żeby
Goro się nie dowiedział. To zaszło zbyt daleko, a ja naduzylam waszej gościnności. Przyjście tutaj było błędem, nigdy nie powinnam tego robić – powiedziała cicho, odwracając się w stronę demona. Chciała
już mieć to wszystko za sobą, chciała wiedzieć na czym stoi. Czy dane jej będzie
jeszcze trochę pożyć, czy jej los od dawna jest przesądzony i zginie z ręki Rumena.
Nie mogła dłużej uciekać i chować się za plecami demonów, zwłaszcza gdy to one ciągle
obrywały. Jako griszka była z natury dumna i nie chętnie przyjmowała pomoc od innych, chcąc by każdy wiedział jaka jest niezależna i jak świetnie potrafi radzić sobie sama. Tregedia w Bibury była czymś, czego Wiera nigdy wcześniej nie doświadczyła, więc chwyciła się jedynej deski ratunku, jaką znalazła i udała się do Goro. Czuła się, jak dzikie zwierzę schwytane w klatkę, z której było tylko jedno wyjście. Wydostanie się na zewnątrz i zdobycie upragnionej wolności wiązało się z konsekwencjami, na które nie była gotowa. Wolność równała się śmierci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz