Wiera Woroncow
Goro miał pytania i to było zrozumiałe. Zobaczył jej najskrytsze
wspomnienie, co sprawiło, że przy nim praktycznie nie miała już czego ukrywać. Była
obdarta ze wszystkich swych tajemnic i nie wiedziała, czy było to dobre, czy złe.
Ufała mu, ale czy on ufał jej na tyle, by nie wykorzystać tego wszystkiego przeciw
niej? Była zbyt nieostrożna i za bardzo się do niego zbliżyła. Powinna traktować
tą relację w taki sposób, jak on, a jednak się do niego przywiązała i chciała zostać
z demonami. Nie była Arią Vasco, która roztacza wokół siebie pozytywną energię i
przy której Goro uśmiecha się w taki sposób, że nogi miękną. Była dla demona tylko
kolejnym zapychaczem, któremu pomaga z racji tego, że nie ma nic innego do
roboty. Z jakiegoś powodu czuła, że nie traktował jej poważnie i ciągle podkreślał
fakt, że żyje tysiące lat. Czy była dla niego tylko głupiutkim dzieciakiem? Zamyśliła
się na dłuższą chwilę chcąc przeanalizować jego słowa i postarać się go zrozumieć.
Może i nie miała tysiąc lat, może i musiała jeszcze wiele się nauczyć i była zbyt
naiwna, ale nie była głupia i zupełnie bezsilna.
- Nie mogłabym zdradzić samej siebie, dlatego wiem że Cień nigdy
tego nie zrobi – powiedziała z przekonaniem.
Gdy wspomniał o Rumenie, spięła się na moment. Po plecach przebiegły
jej dreszcze, bo przypomniała sobie, że on nadal gdzieś tam jest i knuje, czyha
na jej życie i postawił sobie za punkt honoru, by się jej pozbyć. Dziwiło ją też
to, że nie odezwał się jeszcze za pomocą języka ciała, co utwierdzało ją tylko
w przekonaniu, że musiał być zajęty. Chciał ich czymś zaskoczyć, miał jakiegoś asa
w rękawie, o czym zapewne wkrótce się przekonają.
- Mówił to, co chciałam usłyszeć, choć wierzę w szczerość niektórych
jego słów. Miał w tym swój interes, ale mimo wszystko mnie rozumiał. Chciał zmienić
społeczność, która najbardziej na świecie bała się zmian. Wszystko wokół parło naprzód,
a griszowie stali w miejscu i rozdrapywali stare rany, wspominając Rosję sprzed
wieków. Zatracili gdzieś po drodze swoją odwagę i pasję, hard ducha i niezłomność.
Rumen chciał na nowo w nich to rozbudzić i myślał, że pójdzie łatwo. Jego idea była
piękna i dobra, bo sama chciałam być dumnym griszem, który opuści w końcu Bibury
i ruszy w świat. Problem leżał w metodzie i w tym, że nie potrafił nikogo przekonać
do swoich racji. Chyba sam nie wierzył, że to może się w ogóle udać. Coś, co było
piękną wizją przyszłości, zmieniło się w chorą obsesję. Krótko przed tymi nieszczęśliwymi
oświadczynami, spił się w barze i musiałam zawlec go do domu. Paplał trzy po trzy,
ale powiedział też coś przerażającego. Miałam go za zadufanego w sobie dupka, ale
uświadomiłam sobie, że jest również bardzo niebezpieczny. Chciał zabić wszystkich,
którzy mu się sprzeciwią, a potem wykorzystać ich ciała. Nekromancja jest zakazana,
to plugawa, niebezpieczna nauka. Ale istnieje sposób, by przywrócić ciało do życia.
Nie będzie to człowiek tylko niebezpieczny byt, bez wolnej woli i duszy. Gnijące
truchło może ewoluować, mutować i zmieniać się w coś jeszcze bardziej odrażającego.
To bezczeszczenie zwłok. Zapytał mnie, czy zrobiłabym to dla niego, bo jak pewnie
się domyślasz, tylko ciałobójca to potrafi. Jak uważasz, jakiego argumentu użył?
Przecież ja cię wspieram. Beze mnie jesteś nikim. Tylko ja jestem z tobą, tylko
ja cię rozumiem. Miał rację, tak właśnie było. – westchnęła głośno, odstawiając
kubek na stolik i przyciągając kolana pod brodę. Oparła na nich głowę i spojrzała
na wesoło trzaskający ogień w kominku. Nie chciała się przyznać, że była skłonna
zrobić to wszystko dla Rumena, gdyby faktycznie o to poprosił. Podporządkował sobie
ją, a gdy w końcu się ocknęła, było już niemal za późno. Gdyby zareagowała wcześniej
może nie doszłoby do takiej tragedii, może zginęłaby tylko ona.
- Czułam, że jestem mu coś winna. Dlatego zaczęłam go unikać
i oddalać się na tyle, na ile było to możliwe. Bałam się, że dam mu się do tego
przekonać, że to co mówił nie było tylko pijacką paplaniną i będzie chciał wprowadzić
ten plan w życie. Szybko odczułam tego skutki, bo ludzie traktowali mnie, jak powietrze.
Jakbym już nie istniała. Mój Mistrz zawiódł się na mnie tak bardzo z powodu Cienia,
że uznał mnie za zmarłą i postawił nagrobek na cmentarzu. Mogłam z tym wszystkim
żyć, ale gdybym posunęła się do nekromancji, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła
i stałabym się tym, za co mieli mnie griszowie. Byłabym potworem, najgorszym wynaturzeniem
– wyznała, przymykając na moment powieki,. Czuła wilgoć na rzęsach, ale za nic nie
chciała się teraz rozpłakać, nie przy Goro. Nadal nosiła ból w sercu i nadal nie
pogodziła się z niesprawiedliwością, jaka ją spotkała. Griszowie powinni ją wspierać,
a nie zapominać o jej istnieniu. Wspólnota wykluczyła ją ze wszystkiego, pozbyła
się jak śmiecia i tylko dlatego, że miała w sobie odwagę, której im wszystkim brakowało.
Temat miłości okazał się równie trudny, co temat Rumena. Goro
źle zrozumiał jej wcześniejsze słowa i bardzo chciała wyjaśnić mu, co rzeczywiście
miała na myśli. Mogłaby mu to z łatwością pokazać, jednak dzisiejszego wieczora
już i tak zatarła granice używania na nim swych mocy. Nigdy nie musiała mówić o
uczuciach, dlatego teraz sprawiało jej to trudność. Nie spodziewała się, że ktoś
w ogóle zechce poruszyć z nią kiedykolwiek taką dyskusję.
- Nie chciałam cię urazić tym, co powiedziałam o miłości. Nie
oceniałam cię, nie mam do tego prawa. Jako ciałobójca postrzegam miłość oraz inne
uczucia w zupełnie odmienny sposób. To ogromna wada, niestety. Uczucia to reakcje
chemiczne zachodzące w organizmie i nie ma w tym niczego romantycznego. Chodzi
o to, że mogę je fizycznie zobaczyć. Ty też to widzisz, ale inaczej niż ja. Widzisz
zaróżowione policzki, błogi uśmiech, roziskrzone spojrzenie. Wystąpienie na przykład rumieńców
wiąże się z rozszerzeniem małych naczyń krwionośnych skóry i zwiększeniem
przepływu krwi przez skórę twarzy. Nie ma w tym wcale magii, prawda? Dlatego tak
uparcie chcę ją temu nadać, dlatego wierzę, że istnieje tylko jedna, prawdziwa miłość
wśród wszystkich miłości w naszym życiu. Możemy zakochać się milion razy
i tak jak mówisz, to będą zupełnie różne miłości, które wniosą w życie coś wyjątkowego
i uczynią je niezwykłym. Gdy jednak nadejdzie nasz czas, prędzej czy później, to
po drugiej stronie spotkamy tą miłość, która miała moc nas złamać. Nie chciałabym
byś cierpiał kiedykolwiek z powodu straty i nie mógł pokochać nikogo innego. To
straszna perspektywa wieczności. Dlatego kochaj i bądź kochany i miej jeszcze sto
żon albo i więcej, jeśli tego właśnie chcesz. Może nawet nie wiesz, że któraś z
nich była lub będzie tą jedyną w swoim rodzaju i dane wam będzie spotkać się jeszcze
kiedyś – wyjaśniła, obracając głowę w stronę demona. Uśmiechnęła się do niego ciepło,
mając nadzieję że się na nią nie pogniewał i że nie powiedziała niczego niestosownego.
Wyciągnęła dłoń w jego stronę i poprawiła koc, by bardziej go okryć. Wiedziała,
że nie odczuwał chłodu, a jednak zrobiła to zupełnie bezwarunkowo, nie chcąc by
zmarzł. Pewnie uzna to za głupi gest i zupełnie niepotrzebny. Demon nie potrzebował
niczyjej troski, a jednak Wiera chciała mu ją okazać.
- Cóż, uważam że to ciało jest bardzo estetyczne – palnęła nagle,
czując jak zaczyna się rumienić. Spojrzała na Goro zaskoczona, że w ogóle zdołała
powiedzieć coś takiego.
- Widzisz? Naczynia krwionośne właśnie się rozszerzają. Rumieńce
to najbardziej osobliwy i najbardziej ludzki ze wszystkich wyrazów, według Karola
Darwina. A co ty o tym myślisz? Zwracasz uwagę na mowę ciała? Zauważasz to, że się
przy tobie denerwuję? Ja zauważam, że ty przy Arii łagodniejesz - zakryła policzki
dłońmi, by zasłonić czerwone plamki i roześmiała się cicho, kręcąc głową z
niedowierzaniem.
- Przepraszam. Jestem zbyt śmiała. Może powinniśmy ustalić jakieś
granice w tej rozmowie? Zakazane tematy lub hasło bezpieczeństwa? Co powiesz na
bakłażan? - - roześmiała się. Przez moment myślała o tym, czy faktycznie potrzebowali
hasła i ustalania granic. Wiera lubiła rozmawiać z Goro i chciała robić to bez ograniczeń.
Miała nadzieję, że i on to polubił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz