ROZDZIAŁ 308

Wiera Woroncow

Deszcz nie ustępował przez kilka godzin. Ogromne krople uderzały w parapet i szyby, dudniąc złowieszczo, a nasilający się wiatr wpadał do chaty przez wszystkie szpary. Pogoda od tygodnia dawała każdemu w kość, ale tego dnia na zewnątrz było wyjątkowo posępnie. Gęsta mgła spowijała mokradła i okoliczny las, sprawiając że nikt nie miał zamiaru zapuszczać się w tamte strony.

Ciemnowłosa dziewczyna siedziała na krześle przy stole, które skrzypiało przy każdy, nawet najmniejszym ruchu. Była zupełnie sama w starej, opuszczonej chacie, ale odpowiadało jej to w tej chwili. Musiała pomyśleć, musiała podjąć najważniejszą decyzję w całym swoim życiu. Obracała w dłoniach niewielki sztylet, z bogato zdobioną rękojeścią, wysadzaną drogocennymi kamieniami. Była to rodzinna pamiątka przekazywana pierworodnym dzieciom, z której ród Woroncow był bardzo dumny. Niegdyś sam Cesarz podarował go Polinie, pierwszej doradczyni, która podobno miała uratować mu życie. Wiera otrzymała sztylet od ojca w dzień osiemnastych urodzin. Teraz za pomocą tego właśnie sztyletu zamierzała sprzeciwić się rodzinie i odrzucić wszystkie wartości, jakie wpajał jej ojciec przez lata. Wiedziała z czym to się wiąże, wiedziała że nikt jej nie zrozumie i nie będzie wspierał. Zostanie ze wszystkim sama i to do końca życia, ale potrafiła się z tym pogodzić. Zawsze chciała zadowolić rodziców, pragnęła zrobić coś, co sprawi że ojciec będzie z niej dumny, ale zamiast tego musiała zrobić coś, co uratuje mu życie. Teraz stała przed dylematem, czy porzucić te marzenia, czy przeć dalej bez względu na wszystko.

Chwyciwszy sztylet pewniej w dłoń, nacięła ostrożnie palec wskazujący, na tyle głęboko by zaczęła wyciekać z niego krew. Zaczerpnęła głęboko powietrza i nakreśliła na stole runy, które niezbędne były do wykonania rytuału. Gdy wszystko było gotowe, odłożyła nóż i zaczęła szeptać intencje. Przez pierwsze dwie godziny nic się nie działo i Wiera zaczynała zastanawiać się, czy wszystko odpowiednio przygotowała. Była pewna, że musiała coś pomylić, jednak mimo to uznała, że będzie kontynuowała. Niestrudzenie wymawiała słowa przez wiele godzin. Odczuwała zmęczenie, pragnienie i głód, jednak nie zamierzała się poddać. Musiała uratować ojca i szczerze wierzyła, że jej się to uda. Nie zdawała sobie sprawy, jak długo trwał rytuał, a gdy była już na skraju wyczerpania, usłyszała głos dobiegający z rogu pomieszczenia, w którym siedziała. Nie docierał tam blask świecy, dlatego nie widziała swego rozmówcy.

- Jesteś gotowa na ból? Zawsze poświęcasz się dla innych, ale tym razem będzie inaczej. Znienawidzą cię, będą się ciebie bali i wyklinali. Umrzesz samotnie, zapomniana. Czy aż tak kochasz ojca, by wyrzec się szczęścia? Czekałem długo nim odpowiedziałem na twe zaproszenie, chcąc odwieść cię od tej decyzji. Nie poddałaś się, a ja dłużej nie mogę pozostać obojętny. Nie mam sumienia, nie mam serca i uczuć, a jednak jestem poruszonym tym, co robisz.  Zawrzyjmy umowę, Wiero. Podaruję ci moją moc i będę pojawiał się tylko wtedy, gdy będziesz mnie najbardziej potrzebowała. Poświęcasz się dla rodziny, a więc ja poświęcę się dla ciebie i nie zdominuje twej duszy. Jestem twym Cieniem, a ty jesteś światłem i roztaczasz wszędzie swój blask. Chcę trwać w jego cieple tak długo, jak będziesz oddychać, a gdy już wydasz swe ostatnie tchnienie, będę tym, który zaśnie u twego boku. Jestem tobą, a ty jesteś mną – czuła, jak łzy spływają jej po policzku i nie mogła nic na to poradzić. Chwilę później poczuła, jak całe jej ciało zastyga w niewyobrażalnym bólu. Jej dusza na ułamek sekundy podzieliła się na dwie części, a następnie złączyła ponownie w jedną całość. Osunęła się na podłogę i rozpoczęła swą walkę, rozpoczęła początek swej samotności.

Wiera nie zdawała sobie sprawy, że zupełnie pogrążyła się w swoich myślach. Nadal trzymała dłoń Goro i niekontrolowanie pokazała mu swoje wspomnienie. Naszła ją pewna refleksja pod wpływem słów demona, bo faktycznie wcześniej źle go zrozumiała. Gdy uświadomiła sobie, co się właśnie stało, szybko puściła dłoń mężczyzny i odsunęła się od niego. Czuła się okropnie, była zawstydzona i zażenowana. Demon mógł sobie nie życzyć oglądania jej wspomnień, a co więcej, odczuwania ich.

- Przepraszam, nie chciałam ci tego zrobić. To bardzo silne wspomnienie, pełne emocji i zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że o tym myślę – powiedziała szybko, by wiedział iż nie zrobiła tego celowo. Jako ciałobójca była wrażliwa na uczucia innych oraz swoje własne. Przez Cień ta cecha znacznie się wzmocniła, co mogło być dla Goro męczące i ona w pełni to rozumiała. Nie miałaby mu za złe nawet tego, że zdecydowałby się teraz wyjść. Postanowiła szybko zmienić temat czując że kwestia Cienia nie powinna zostać poruszana. Z drugiej jednak strony, demon chciał wiedzieć o niej wszystko, a Cień był jej częścią. Była z siebie dumna, że przetrwała rytuał i stała się silniejsza. Gdy ojciec odszedł, jej relacje z matką i siostrą nieco się poprawiły, a Wiera postawiła sobie kolejny cel. Będzie o nie dbała i wspierała ze wszystkich sił. 

- Dla griszów najważniejsza jest wspólnota. Uczymy się żyć dla wszystkich. Wcześniej nie byliśmy tym aż tak naznaczeni, ale kiedy wypędzono nas Rosji, mieliśmy tylko siebie i mogliśmy tylko sobie ufać. Myślę, że wzięło się to właśnie stąd. Rumen był inny, dlatego nie chciano by przejął stanowisko po ojcu. Chciał się wyróżniać, rządzić po swojemu, wprowadzić nowe. Rozumiał też dlaczego przyjęłam Cień i nie potępiał mnie za to, a wspierał. Niestety jego ambicja go przerosła i stała się tragedia. Wiem, jaki byłby mój los, gdyby do tego nie doszło i choć brzmi to samolubnie, śmierć griszów uwolniła mnie od samotności. Smuci mnie to i zarazem raduje – przyznała z kwaśnym u śmiechem. Nie chciała wyjść na bezduszną wiedźmę, która cieszy się ze śmierci bliskich. Teraz jednak mogła żyć po swojemu: popełnić błędy i zaczynać od nowa. Miała czystą kartę, była ciekawa świata i wszystkich jego cudów.

Wysłuchiwała z uwagą opowieści Goro i dotarło nagle do niej, że nigdy nie postrzegała demona w taki sposób, w jaki się przedstawił. Nie wyobrażałam sobie go jako męża i nie do końca pojmowała to, czym było dla niego szczęście i miłość. A może znowu źle go zrozumiała? Zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się, co powinna po wiedzieć i jak zareagować na jego wyznanie. Jeśli znowu palnie coś głupiego, to mężczyzna uzna, że jest niespełna rozumu. A może nie potrafiła go zrozumieć? Może demony postrzegały świat inaczej niż ludzie. Jak mogłaby w ogóle wypowiadać się na ten temat, skoro sama nigdy szczęścia nie zaznała, sama nigdy nikogo nie kochała. Miała swoje wyobrażenie tych uczuć, ale znacznie różniło się od tego, jak widział to Goro. Dla niej wszystko było wielowymiarowe i składało się z trylionów podjętych decyzji. Miłość nie była tylko miłością, była szansą na poznanie siebie, na przeżycie również tych smutnych chwil. Była początkiem i końcem wszystkiego, ale również powodem kłótni, wojen i śmierci.

- Z pewnej perspektywy faktycznie brzmi to dość bezdusznie. Nie mówię, że to złe, bo każdy z nas jest inny i w inny sposób związany jest ze światem. Każdego kształtuje, co innego i to sprawia, w jaki sposób odczuwamy dane emocje i uczucia. Według mnie, miłość jest czymś więcej niż dla ciebie, ale rozumiem twój punkt widzenia. Miałeś wiele żon, każdą z nich pamiętasz i po każdej stracie ruszałeś dalej, jak sam to określiłeś, szukać szczęścia. Miarą miłości nie jest oczywiście długość żałoby. Ja pragnę zakochać się tylko raz, jedną, niezapomnianą nigdy miłością. A jeśli jest coś dalej po śmierci, to spotkać tą osobę później i kochać ją przez wszystkie ery tego świata, w tym i każdym kolejnym życiu. Chcę być dla kogoś kimś więcej niż kolejną żoną – wyznała cicho, nieco skrępowana swoją szczerością. Nie zamierzała we wszystkim przytakiwać demonowi i jeśli jego zdanie różniłoby się od jej zdania, to chciała o tym mówić. Kwestia uczuć była bardzo złożona, bo nikt w tej rozmowie nie miał racji. Zarówno Goro, jak i Wiera mówili o sobie i przedstawiali tylko swoje poglądy. Kobieta nie miała pretensji do demona, nie oceniała go i nie potępiała.

- Nie wiem, jak to jest żyć przez tysiące lat. Moja wieczność jeszcze się nawet nie rozpoczęła. Może to, co powiedziałam jest dla ciebie śmieszne, bo co ja mogę o tym wiedzieć skoro żyje tak krótko. Być może kiedyś przyznam ci rację, ale teraz jest we mnie jeszcze zbyt dużo naiwności i wierzę, że kocha się tylko raz, na zawsze. Możesz spotkać na swojej drodze wiele osób, które w jakiś sposób będą dla ciebie ważne i wyjątkowe. Każda z nich wniesie w twoje życie coś innego, z każdą doświadczysz różnych doznań. I będzie to dobre i będzie to szczęście i miłość. Przyjdzie jednak kiedyś czas, że stanie przed tobą ktoś taki, kto tobą wstrząśnie, ktoś po kim nie będziesz chciał ruszyć dalej, ktoś kogo odejście cię złamie – wyszeptała, sięgając po kubek z herbatą, która nadal, mimo upływu czasu, była gorąca. Czuła, jak policzki jej płoną, bo nigdy jeszcze nie mówiła nikomu tak otwarcie o swoich uczuciach i pragnieniach. Było coś takiego w tym mężczyźnie, że bez względu na temat, nie miała oporów by mówić otwarcie. Skakali z tematu na temat i nie sprawiało im to problem. Wiera czuła się tak, jakby znała Goro od lat i mogła powierzyć mu każdy sekret i każdą swoją obawę. 

- Od kiedy wyglądasz tak, jak teraz? Wiem, że nie pozwalasz na zmianę ciał często, ale czy jak mija wyznaczony okres, to nagle wszyscy się zmieniają? Czy ciało może się znudzić? Czy ma jakieś ograniczenia lub datę ważności? Otacza was silna energia, a ciało jest przecież ludzkie i znacznie mniej odporne na działanie mocy. Czy jeśli korzystacie z niego przez lata, może dojść do destrukcji? Wybacz za te pytania, ale to bardzo ciekawe. – spojrzała na Goro z zaciekawieniem i błyskiem w oczach. Przebywała z demonami już jakiś czas, a tak naprawdę wiedziała o nich niewiele. Widziała, co prawda ich pierwotną postać, a w zasadzie cień lub mgłę tworzącą jedynie zarys osoby.

- Przepraszam, pewnie jesteś zmęczony, a ja zadaje ci takie głupie pytania. – wymamrotała pod nosem, poprawiając się nieco niespokojnie na sofie.

- Nie chciałabym marnować twojego czasu - dodała spoglądającym na demona, by móc wyczytać z jego twarzy jakiekolwiek o znaki znudzenia czy niechęci. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^