ROZDZIAŁ 306

Wiera Woroncow

Nie spodziewała się już tego wieczoru nikogo, dlatego pukanie do drzwi bardzo ją zaskoczyło. Gdy tylko otworzyła i zobaczyła na progu Goro, jakoś tak zrobiło jej się od razu lepiej. Wpuściła demona do środka, a ten zajął miejsce na sofie i poczęstował ją gorącą herbatą w uroczym kubku z liskiem, a następnie okrył ją mięciutkim kocem. Planowała zakończyć dzień w inny sposób, ale nie mogła narzekać, gdy zadał sobie tyle trudu. Spoglądając na mężczyznę, nie mogła przestać myśleć o tym, co stało się na wyspie i w jaki sposób Goro ją ocucił. Zdecydował się na metodę usta-usta, a mógł wykorzystać do tego swoją moc. Czy zrobił to przypadkiem, pod wpływem paniki? Nie miała śmiałości zapytać go o to, ale przecież nie był typem panikarza. Zdołała poznać go już trochę, dzieliła przez chwilę nawet z nimi uczucia i nie dostrzegła nigdy w nich strachu. Do tej pory myślała, że to go nie dotyczyło, że demon nie boi się niczego. Nie zamierzała poruszać tego tematu nawet jeśli bardzo chciała wiedzieć. Trochę obawiała się iż pomyśli, że mu się narzuca i nie szanuje granic lub dopowiada sobie coś do sytuacji, która nic nie znaczyła. Byli tylko przyjaciółmi i tak powinno pozostać. Mieli na głowę Rumena i niebezpieczeństwo związane z jego zagrywkami. Nie wiedzieli, co grisz planuje i kiedy, więc nie powinni zaprzątać sobie głowy niczym innym. Mimo tego, tak bardzo ją do niego ciągnęło. Dlaczego? Nigdy nie dał jej żadnego znaku iż jest nią zainteresowany w jakikolwiek sposób. Był uprzejmy i tyle, tak jak dla Arii Vasco. Traktował ją z szacunkiem, nie flirtował. Dlaczego ubzdurała sobie, że coś mogłoby być między nimi? Nie rozumiała samej siebie.

Jego podziękowania i przeprosiny sprawiły że poczuła zakłopotanie. Nie powinien tego mówić, zwłaszcza że nic nie było jego winą. Wiera wiedziała, co robi i jakie wiążą się z tym konsekwencje. Młoda griszka była niedoświadczona i zbyt słaba, by zaczerpnąć od niej tylko odrobinę mocy.

- To przecież był mój pomysł i moja decyzja. Poza tym, gdyby formator był starszy, to nie doszłoby do osłabienia. Marceline to dzieciak i w dodatku zdany tylko na siebie. Dawno już powinna rozpocząć naukę. Nie ma o niczym pojęcia, a zachowuje się, jakby zjadła wszystkie rozumy. Ma w sobie ogromny potencjał i gdyby tylko ktoś odpowiednio ją wyszkolił, mogłaby nawet zostać Mistrzem. – powiedziała Wiera, upijając ostrożnie kilka łyków herbaty. Przyjemnie było siedzieć u boku Goro i móc spokojnie porozmawiać, nawet jeśli sprawy dotyczyły strikte Rumena i jego knucia. Byli zupełnie sami, pod cieplutkim kocem, w kominku tlił się ogień, a za oknem sypał śnieg. Idealny, romantyczny moment. Kobieta milczała przez chwilę, zastanawiając się czy demon potrafił wyczuć zapach krwi. Nie marnowała czasu i zaczęła szukać już kolejnego formatora, a gdy tylko usłyszała pukanie do drzwi, wepchnęła mapę pod łóżko. By wzmocnić zaklęcie lokalizacji, dodała do niego swoją krew. Sprawdziła już niemal całą Szkocję, ale nie poczuła obecności innego griszy. Nie chciała wspominać o tym Goro, bo mężczyzna kazał jej odpoczywać i mógłby się rozgniewać lub poczuć urażony, że go nie posłuchała. Nie chciała sprawdzać jego granic cierpliwości. Obawiała się iż pomyśli, że nie szanuje jego zdania, a ona po prostu chciała być przydatna. Ciężko było jej siedzieć bezczynnie podczas, gdy Rumen deptał im po piętach. Musiała znaleźć kogoś innego na miejsce Marceline, bo choć dziewucha działała jej na nerwy, to nie chciała narażać jej życia. Goro również nie zamierzał jej wykorzystywać.

- Kubek jest uroczy, nie przejmuj się tym. Najważniejsze jest towarzystwo, a twoje bardzo mi odpowiada. Czuje się przy tobie spokojna i zaopiekowana. Nikt wcześniej tak się o mnie nie troszczył. Dziękuję – szepnęła kobieta, posyłając przy tym demonowi lekki uśmiech. Wróciła pamięcią do nastoletnich lat, gdy wymykała się wraz z Rumenem do chaty rybaka. Imponowało jej, że ktoś taki zwrócił na nią uwagę, jednak z biegiem czasu stał się zaborczy i porywczy. Chciał więcej i więcej podczas, gdy ona nie była gotowa na kolejny krok. Na początku były to niewinne schadzki, nawet miłe, ale później chłopak zaczął się zmieniać. Nigdy nie czuła się przy nim tak, jak w tej chwili. Ani razu jej serce nie zabiło szybciej z ekscytacji, z podniecenia. Nie wyczekiwała, by zobaczyć go rano i usłyszeć dzień dobry. Unikała go, a on z uporem osła narzucał się jej coraz bardziej. Początkowa sympatia zmieniła się w niechęć i nienawiść.

- A więc, ukradłeś kubki Beliala. Koc też jest jego? Wiele dla mnie ryzykujesz. Być może, to jakaś cenna kolekcja kubków, a ty podajesz w nich herbatę jakiejś podrzędnej wiedźmie – zażartowała, chcąc rozładować nieco atmosferę. Chciała, by Goro trochę się odprężył i również odpoczął, a nie ciągle zamartwiał się, co będzie jutro. Tylko raz widziała jego szczery, niczym niezmącony uśmiech, gdy użyła na nim swojej mocy. Bardzo chciała widzieć go takim częściej, ale on nosił na swych barkach zbyt wiele, by mógł od tak się czymś cieszyć.

Jego pytanie i otwartość zaskoczyły ją po raz kolejny. Poczuła się wyjątkowo, gdy powiedział o swoich obawach i również chciała być z nim szczera. Nie były to łatwe tematy dla nich obojga i ciężkie, jak na wieczór z herbatą przy kominku.

- Gdyby Rumen przyjął moją odmowę z godnością, jego żoną byłaby pewnie Anna. Ja natomiast zostałabym wieszczką, czyli starą panną mieszkającą poza miastem, która radziłaby mieszkańcom w trudnych sprawach. Przez Cień nikt inny by mnie nie zechciał. Nie patrz tak, mówię poważnie. Nasza społeczność była pod tym względem staroświecka. Dla nich byłam złem, a tolerowali mnie ze względu na Rumena – wyjaśniła z lekkim uśmiechem, choć w rzeczywistości taka perspektywa bardzo ją zasmucała. Nie chciała cieszyć się ze śmierci swoich bliskich, ale z tego powodu była właśnie przy Goro, mogła poznać innych podobnych sobie i cieszyć się światem. Nie była już zamknięta w wiosce i skazana na wieczność w samotności. Zamilkła na moment, próbując obrać w słowa to, co chciała powiedzieć. Sama zastanawiała się nad tym, co chciałaby robić, ale nie znała odpowiedzi.

- Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, co chciałabym robić, kiedy wszystko się skończy. Nigdy nie myślałam o przyszłości, bo nie musiałam. Każdy mój dzień był taki sam, tak samo się zaczynał i tak samo się kończył. Co noc leżałam w łóżku i wpatrywałam się w sufit, szukając swego celu. Zawsze chciałam zadowolić innych, być mądra i silna, by wspierać rodzinę i napawać ojca dumą. Zależało mi tylko na tym i nic poza się nie liczyło. To się skończyło z chwilą, gdy przyjęłam Cień i nikogo nie obchodziły powody ani moje tłumaczenia, czy zapewnienia, że sobie poradzę. Ojciec nienawidził mnie do ostatniego tchnienia, a na łożu śmierci usłyszałam tylko, że go zawiodłam i zawstydziłam przed wspólnotą. Nagle zostałam sama i cóż mam począć? Nikt już niczego ode mnie nie wymaga. Jestem zagubiona i ciągle się z tym oswajam, ale jestem dobrej myśli. Po raz pierwszy nie wiem, co wydarzy się jutro i to jest w tym najlepsze. Dobrze mi tutaj, z wami. Wiem, że nie jestem jak wy, mogę wydawać się denerwująca i nieokrzesana, ale tutaj... Czuję się bezpiecznie. Wyjechałam, by was nie narażać, ale bez względu na to, czy tu jestem, czy nie, Rumen i tak będzie chciał wam zaszkodzić. Lepiej trzymać się razem w takich chwilach, prawda? Jeśli chcesz, mogłabym zostać i pomóc przy Radzie. Aria chciała porozmawiać ze mną w związku z Bestiariuszem. I będzie mnie malować! Myślisz, że to dobry pomysł? Który profil mam lepszy? – zaśmiała się cicho i obróciła lekko głowę, by mężczyzna mógł ocenić jej twarz. Serce waliło jej, jak oszalałe, gdy delikatnie, przez przypadek dotknęła jego dłoni. Przebiegła palcem wskazującym po kostkach mężczyzny w jedną i drugą stronę. Uśmiechała się, bo czemu miałaby być smutna? Ciężkie chwile były już za nią, uwolniła się od samotności i teraz miała inną rodzinę, dla której gotowa była na poświecenie. Goro nie do końca rozumiał jeszcze Cień, ale była dobrej myśli i szczerze wierzyła, że z biegiem czasu zdoła go zaakceptować. Gdzie indziej miałaby się udać? Lubiła towarzystwo demonów, zdołała się do nich przyzwyczaić, a i oni traktowali ją z sympatią.

Przysłuchiwała się z uwagą wyznaniu Goro i nagle coś w nią uderzyło, to jak wiele smutku nosił w sobie. Kiedyś ktoś go złamał i do tej pory jego rany się nie zagoiły, o czym sam chyba nie wiedział. Nie znała go wcześniej i zastanawiała się, czy zawsze był taki powściągliwy i nieco zdystansowany, czy zmieniło go to, co przeszedł. Został uwięziony i ktoś złamał mu serce. Czyli już kogoś kochał, kogoś kto sprawił, że przestał wierzyć w miłość.

- Dlaczego miałbyś być komukolwiek za to wdzięczny? Wybacz, ale to błędne myślenie. Zacznij żyć po prostu dla siebie, a nie dla miłości, czy Rady. Rób to, co chcesz. Wiem co mówię, sama przez cały czas próbowała zadowolić innych, a nie samą siebie. Byłam nieszczęśliwa i ciągle to wypierałam. Na co masz teraz ochotę? Ale hej! Pierwsze, co przychodzi ci do głowy, tylko bez oszukiwania i analizowania wszystkich za i przeciw. Po prostu to zrób! Nie musisz nikomu odwdzięczać się za swoją moc, za nieśmiertelności. To należy do ciebie, jest twoją częścią i nikomu tego nie zawdzięczasz. Możesz robić cokolwiek chcesz i to przez całą wieczność. Nie szukaj w tym sensu, bo oszalejesz. Poza tym, Rada to nie tylko zapychacz, to niesamowite przedsięwzięcie, które zjednoczy wiele istot. Ma ogromne znaczenie i pomoże wielu takim, jak my. Spójrz na Arię, jaka jest zaangażowana i jak wiele dobrego już robi dla tej sprawy. Nie myśl o tym, co będzie jutro i ile czasu ci jeszcze zostało. Nie zaprzątaj sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami i nie doszukuj się sensu istnienia w każdym ziarenku piasku. Pytasz mnie o wolność, a sam jesteś uwięziony. Co ty zrobisz, kiedy w końcu zrozumiesz, że nie musisz cierpieć z powodu tego, że żyjesz? – Wiera spoważniała na moment i uważnie przyjrzała się siedzącemu obok demonowi. Tym razem chwyciła pewnie jego dłoń i ścisnęła ją lekko, chcąc w ten sposób go wesprzeć.

- Jeśli potrzebujesz, by ktoś cię wysłuchał, to chętnie to zrobię i nie będę cię oceniać ani potępiać. Mogę też użyć mocy i zabrać twoje wątpliwości, byś poczuł się lepiej i bardziej swobodnie. Coś ciągle cię więzi i obawiam się, że sam to sobie robisz z jakiegoś powodu. Chcesz się za coś ukarać? – zapytała, czując jak kolana zaczynają lekko jej drżeć pod wpływem emocji. Bała się, że Goro ponownie się zamknie i nigdy już nie zechce z nią tak otwarcie porozmawiać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^