Wiera Woroncow
Nie spodziewała się już tego wieczoru nikogo, dlatego
pukanie do drzwi bardzo ją zaskoczyło. Gdy tylko otworzyła i zobaczyła na progu
Goro, jakoś tak zrobiło jej się od razu lepiej. Wpuściła demona do środka, a
ten zajął miejsce na sofie i poczęstował ją gorącą herbatą w uroczym kubku z
liskiem, a następnie okrył ją mięciutkim kocem. Planowała zakończyć dzień w inny
sposób, ale nie mogła narzekać, gdy zadał sobie tyle trudu. Spoglądając na
mężczyznę, nie mogła przestać myśleć o tym, co stało się na wyspie i w jaki
sposób Goro ją ocucił. Zdecydował się na metodę usta-usta, a mógł wykorzystać
do tego swoją moc. Czy zrobił to przypadkiem, pod wpływem paniki? Nie miała
śmiałości zapytać go o to, ale przecież nie był typem panikarza. Zdołała poznać
go już trochę, dzieliła przez chwilę nawet z nimi uczucia i nie dostrzegła
nigdy w nich strachu. Do tej pory myślała, że to go nie dotyczyło, że demon nie
boi się niczego. Nie zamierzała poruszać tego tematu nawet jeśli bardzo chciała
wiedzieć. Trochę obawiała się iż pomyśli, że mu się narzuca i nie szanuje
granic lub dopowiada sobie coś do sytuacji, która nic nie znaczyła. Byli tylko przyjaciółmi
i tak powinno pozostać. Mieli na głowę Rumena i niebezpieczeństwo związane z
jego zagrywkami. Nie wiedzieli, co grisz planuje i kiedy, więc nie powinni
zaprzątać sobie głowy niczym innym. Mimo tego, tak bardzo ją do niego ciągnęło.
Dlaczego? Nigdy nie dał jej żadnego znaku iż jest nią zainteresowany w
jakikolwiek sposób. Był uprzejmy i tyle, tak jak dla Arii Vasco. Traktował ją z
szacunkiem, nie flirtował. Dlaczego ubzdurała sobie, że coś mogłoby być między
nimi? Nie rozumiała samej siebie.
Jego podziękowania i przeprosiny sprawiły że poczuła zakłopotanie.
Nie powinien tego mówić, zwłaszcza że nic nie było jego winą. Wiera wiedziała, co
robi i jakie wiążą się z tym konsekwencje. Młoda griszka była niedoświadczona i
zbyt słaba, by zaczerpnąć od niej tylko odrobinę mocy.
- To przecież był mój pomysł i moja decyzja. Poza tym, gdyby
formator był starszy, to nie doszłoby do osłabienia. Marceline to dzieciak i w
dodatku zdany tylko na siebie. Dawno już powinna rozpocząć naukę. Nie ma o
niczym pojęcia, a zachowuje się, jakby zjadła wszystkie rozumy. Ma w sobie
ogromny potencjał i gdyby tylko ktoś odpowiednio ją wyszkolił, mogłaby nawet
zostać Mistrzem. – powiedziała Wiera, upijając ostrożnie kilka łyków herbaty.
Przyjemnie było siedzieć u boku Goro i móc spokojnie porozmawiać, nawet jeśli
sprawy dotyczyły strikte Rumena i jego knucia. Byli zupełnie sami, pod cieplutkim
kocem, w kominku tlił się ogień, a za oknem sypał śnieg. Idealny, romantyczny moment.
Kobieta milczała przez chwilę, zastanawiając się czy demon potrafił wyczuć
zapach krwi. Nie marnowała czasu i zaczęła szukać już kolejnego formatora, a
gdy tylko usłyszała pukanie do drzwi, wepchnęła mapę pod łóżko. By wzmocnić
zaklęcie lokalizacji, dodała do niego swoją krew. Sprawdziła już niemal całą
Szkocję, ale nie poczuła obecności innego griszy. Nie chciała wspominać o tym
Goro, bo mężczyzna kazał jej odpoczywać i mógłby się rozgniewać lub poczuć
urażony, że go nie posłuchała. Nie chciała sprawdzać jego granic cierpliwości. Obawiała
się iż pomyśli, że nie szanuje jego zdania, a ona po prostu chciała być
przydatna. Ciężko było jej siedzieć bezczynnie podczas, gdy Rumen deptał im po
piętach. Musiała znaleźć kogoś innego na miejsce Marceline, bo choć dziewucha
działała jej na nerwy, to nie chciała narażać jej życia. Goro również nie zamierzał
jej wykorzystywać.
- Kubek jest uroczy, nie przejmuj się tym. Najważniejsze
jest towarzystwo, a twoje bardzo mi odpowiada. Czuje się przy tobie spokojna i
zaopiekowana. Nikt wcześniej tak się o mnie nie troszczył. Dziękuję – szepnęła
kobieta, posyłając przy tym demonowi lekki uśmiech. Wróciła pamięcią do
nastoletnich lat, gdy wymykała się wraz z Rumenem do chaty rybaka. Imponowało
jej, że ktoś taki zwrócił na nią uwagę, jednak z biegiem czasu stał się
zaborczy i porywczy. Chciał więcej i więcej podczas, gdy ona nie była gotowa na
kolejny krok. Na początku były to niewinne schadzki, nawet miłe, ale później
chłopak zaczął się zmieniać. Nigdy nie czuła się przy nim tak, jak w tej
chwili. Ani razu jej serce nie zabiło szybciej z ekscytacji, z podniecenia. Nie
wyczekiwała, by zobaczyć go rano i usłyszeć dzień dobry. Unikała go, a on
z uporem osła narzucał się jej coraz bardziej. Początkowa sympatia zmieniła się
w niechęć i nienawiść.
- A więc, ukradłeś kubki Beliala. Koc też jest jego? Wiele
dla mnie ryzykujesz. Być może, to jakaś cenna kolekcja kubków, a ty podajesz w
nich herbatę jakiejś podrzędnej wiedźmie – zażartowała, chcąc rozładować nieco
atmosferę. Chciała, by Goro trochę się odprężył i również odpoczął, a nie
ciągle zamartwiał się, co będzie jutro. Tylko raz widziała jego szczery, niczym
niezmącony uśmiech, gdy użyła na nim swojej mocy. Bardzo chciała widzieć go takim
częściej, ale on nosił na swych barkach zbyt wiele, by mógł od tak się czymś cieszyć.
Jego pytanie i otwartość zaskoczyły ją po raz kolejny. Poczuła
się wyjątkowo, gdy powiedział o swoich obawach i również chciała być z nim
szczera. Nie były to łatwe tematy dla nich obojga i ciężkie, jak na wieczór z herbatą
przy kominku.
- Gdyby Rumen przyjął moją odmowę z godnością, jego żoną
byłaby pewnie Anna. Ja natomiast zostałabym wieszczką, czyli starą panną
mieszkającą poza miastem, która radziłaby mieszkańcom w trudnych sprawach.
Przez Cień nikt inny by mnie nie zechciał. Nie patrz tak, mówię poważnie. Nasza
społeczność była pod tym względem staroświecka. Dla nich byłam złem, a tolerowali
mnie ze względu na Rumena – wyjaśniła z lekkim uśmiechem, choć w rzeczywistości
taka perspektywa bardzo ją zasmucała. Nie chciała cieszyć się ze śmierci swoich
bliskich, ale z tego powodu była właśnie przy Goro, mogła poznać innych
podobnych sobie i cieszyć się światem. Nie była już zamknięta w wiosce i
skazana na wieczność w samotności. Zamilkła na moment, próbując obrać w słowa
to, co chciała powiedzieć. Sama zastanawiała się nad tym, co chciałaby robić, ale
nie znała odpowiedzi.
- Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, co chciałabym
robić, kiedy wszystko się skończy. Nigdy nie myślałam o przyszłości, bo nie musiałam.
Każdy mój dzień był taki sam, tak samo się zaczynał i tak samo się kończył. Co
noc leżałam w łóżku i wpatrywałam się w sufit, szukając swego celu. Zawsze
chciałam zadowolić innych, być mądra i silna, by wspierać rodzinę i napawać
ojca dumą. Zależało mi tylko na tym i nic poza się nie liczyło. To się
skończyło z chwilą, gdy przyjęłam Cień i nikogo nie obchodziły powody ani moje tłumaczenia,
czy zapewnienia, że sobie poradzę. Ojciec nienawidził mnie do ostatniego
tchnienia, a na łożu śmierci usłyszałam tylko, że go zawiodłam i zawstydziłam
przed wspólnotą. Nagle zostałam sama i cóż mam począć? Nikt już niczego ode mnie
nie wymaga. Jestem zagubiona i ciągle się z tym oswajam, ale jestem dobrej myśli.
Po raz pierwszy nie wiem, co wydarzy się jutro i to jest w tym najlepsze. Dobrze
mi tutaj, z wami. Wiem, że nie jestem jak wy, mogę wydawać się denerwująca i
nieokrzesana, ale tutaj... Czuję się bezpiecznie. Wyjechałam, by was nie
narażać, ale bez względu na to, czy tu jestem, czy nie, Rumen i tak będzie
chciał wam zaszkodzić. Lepiej trzymać się razem w takich chwilach, prawda? Jeśli
chcesz, mogłabym zostać i pomóc przy Radzie. Aria chciała porozmawiać ze mną w związku
z Bestiariuszem. I będzie mnie malować! Myślisz, że to dobry pomysł? Który profil
mam lepszy? – zaśmiała się cicho i obróciła lekko głowę, by mężczyzna mógł ocenić
jej twarz. Serce waliło jej, jak oszalałe, gdy delikatnie, przez przypadek dotknęła
jego dłoni. Przebiegła palcem wskazującym po kostkach mężczyzny w jedną i drugą
stronę. Uśmiechała się, bo czemu miałaby być smutna? Ciężkie chwile były już za
nią, uwolniła się od samotności i teraz miała inną rodzinę, dla której gotowa była
na poświecenie. Goro nie do końca rozumiał jeszcze Cień, ale była dobrej myśli
i szczerze wierzyła, że z biegiem czasu zdoła go zaakceptować. Gdzie indziej miałaby
się udać? Lubiła towarzystwo demonów, zdołała się do nich przyzwyczaić, a i oni
traktowali ją z sympatią.
Przysłuchiwała się z uwagą wyznaniu Goro i nagle coś w nią
uderzyło, to jak wiele smutku nosił w sobie. Kiedyś ktoś go złamał i do tej pory
jego rany się nie zagoiły, o czym sam chyba nie wiedział. Nie znała go wcześniej
i zastanawiała się, czy zawsze był taki powściągliwy i nieco zdystansowany, czy
zmieniło go to, co przeszedł. Został uwięziony i ktoś złamał mu serce. Czyli już
kogoś kochał, kogoś kto sprawił, że przestał wierzyć w miłość.
- Dlaczego miałbyś być komukolwiek za to wdzięczny? Wybacz,
ale to błędne myślenie. Zacznij żyć po prostu dla siebie, a nie dla miłości,
czy Rady. Rób to, co chcesz. Wiem co mówię, sama przez cały czas próbowała zadowolić
innych, a nie samą siebie. Byłam nieszczęśliwa i ciągle to wypierałam. Na co
masz teraz ochotę? Ale hej! Pierwsze, co przychodzi ci do głowy, tylko bez
oszukiwania i analizowania wszystkich za i przeciw. Po prostu to zrób! Nie
musisz nikomu odwdzięczać się za swoją moc, za nieśmiertelności. To należy do
ciebie, jest twoją częścią i nikomu tego nie zawdzięczasz. Możesz robić
cokolwiek chcesz i to przez całą wieczność. Nie szukaj w tym sensu, bo
oszalejesz. Poza tym, Rada to nie tylko zapychacz, to niesamowite przedsięwzięcie,
które zjednoczy wiele istot. Ma ogromne znaczenie i pomoże wielu takim, jak my.
Spójrz na Arię, jaka jest zaangażowana i jak wiele dobrego już robi dla tej sprawy.
Nie myśl o tym, co będzie jutro i ile czasu ci jeszcze zostało. Nie zaprzątaj sobie
głowy niepotrzebnymi rzeczami i nie doszukuj się sensu istnienia w każdym ziarenku
piasku. Pytasz mnie o wolność, a sam jesteś uwięziony. Co ty zrobisz, kiedy w końcu
zrozumiesz, że nie musisz cierpieć z powodu tego, że żyjesz? – Wiera spoważniała
na moment i uważnie przyjrzała się siedzącemu obok demonowi. Tym razem chwyciła
pewnie jego dłoń i ścisnęła ją lekko, chcąc w ten sposób go wesprzeć.
- Jeśli potrzebujesz, by ktoś cię wysłuchał, to chętnie to zrobię
i nie będę cię oceniać ani potępiać. Mogę też użyć mocy i zabrać twoje wątpliwości,
byś poczuł się lepiej i bardziej swobodnie. Coś ciągle cię więzi i obawiam się,
że sam to sobie robisz z jakiegoś powodu. Chcesz się za coś ukarać? – zapytała,
czując jak kolana zaczynają lekko jej drżeć pod wpływem emocji. Bała się, że Goro
ponownie się zamknie i nigdy już nie zechce z nią tak otwarcie porozmawiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz