ROZDZIAŁ 304

Wiera Woroncow

Wszystko, co działo się w tamtej chwili było tak groteskowe, że aż trudno było uwierzyć iż działo się naprawdę. Młoda griszka okazała się zbzikowanym dzieciakiem, który nie miał w sobie za grosz zdrowego rozsądku. Stały przed nią właśnie dwa demony, a ta zamiast brać nogi za pas, prosiła się o opętanie. I to dwa razy! Pokaz umiejętnościami zaimponował Wierze, ale była sceptycznie nastawiona i to wcale nie dlatego, że moralność nie pozwalała jej wykorzystać dziecka. Domyślała się iż dziewczyna nie pobierała żadnych nauk, do tego należało brać pod uwagę okres buntu, który sprawiał iż cała jej energia skakała na wszystkie możliwe strony. Rytuał wymagał skupienia i zaangażowania i choć nie był wyjątkowo złożony, potrzebowali czegoś więcej niż rozpieszczonego dzieciaka. Goro zapewne nie spodoba się to, co będzie musiała zrobić Woroncow, ale bez mocy Cienia się nie obejdzie.

- Czy jest tu w okolicy jakieś spokojne miejsce? W tej chwili stoimy na środku drogi – zauważyła kobieta, na co nastolatka od razu pokiwała ochoczo głową i ruszyła w stronę skupiska drzew. Wyjaśniła po drodze, że to stary dom jej rodziny i nie mają spodziewać się luksusów. Najbliższym sąsiadem był niejaki pan Norman i mieszkał pięć kilometrów dalej, więc nie musieli się niczym martwić. Wiera miała całkiem sporo zmartwień, ale nie chciała, by demony to wyczuły. Przyjechali tutaj według jej wskazówek, a teraz miałaby powiedzieć im, że nic z tego nie będzie? Musiała spróbować, musiała zrobić wszystko co w jej mocy, by nie wracali z niczym.

Dom faktycznie był stary i zrujnowany, ale najważniejsze było to, by żadna niepożądana osoba ich nie zobaczyła. Posiadłość miała zarwany dach, a do środka zdążyła już wedrzeć się zieleń. Mieszkać się nie dało, ale można było zaszyć się na parę godzin i odprawić małe czary mary. Dziewczyna poprowadził ich do salonu, który był najlepiej zachowaną częścią domu. Była nawet kanapa, która zapewne pamiętała lepsze czasy, ale Belial i tak na niej spoczął.

- Pewnie nie słyszałaś o zapisane w kościach? To rytuał wiążący i może wykonać go tylko formator, czyli ty. Do ciała tych dwóch demonów, wsadzisz medaliony żeby wzmocnić ich moc – Wiera nie miała zamiaru zdradzać Marceline szczegółów, dlatego mówiła ogólnikowo i przekręcała niektóre słowa. Nie musiała być mieszana bezpośrednio z pieczęciami i innymi sprawami demonów. Im mniej wiedziała tym bardziej bezpieczna była. Wiera miała nadzieję, że Rumen nie zacznie jej szukać z jakiegoś powodu.

- Będę twoim przekaźnikiem i użyczę ci swojej mocy. Demony to najsilniejsze istoty i zapewne najstarsze, dlatego ich energia jest pierwotna, prastara i bardzo niebezpieczna. Najmniejszy błąd może doprowadzić do katastrofy i źle się dla ciebie skończyć, jeśli nie będziesz mnie uważnie słuchać. Najważniejsze, to byś się skupiła, bo teraz twoja energia jest rozproszona. Musisz skumulować ją w dwóch miejscach: na medalionie i na punkcie ciała, które wskaże ci demon. A później będzie już z górki, bo wystarczy je ze sobą połączyć. – powiedziała Wiera, uważnie przyglądając się dziewczynie. Marceline zapewne nie rozumiała powagi sytuacji, ale najwyraźniej chciała się popisać, bo jej energia od razu się uspokoiła. Kobieta zerknęła na mężczyzn stojących nieco z boku i kiwnęła lekko głową, by dam im znak, że mogą zaczynać.

Belial był pierwszy.

- Wyciągnij swój medalion i połóż go przed sobą. Wskaż miejsce na ciele, gdzie chcesz go przyjąć. Najlepiej, by było niewidoczne i łatwo można było zasłonić je ubraniem. – wyjaśniła Wiera, obserwując jak Bel rozpina koszule i wskazuje swoją klatkę piersiową. Sama stanęła za dziewczyną i ułożyła dłonie na jej ramionach, mocno dociskając ją do ziemi, by stała pewniej.

- Musisz mówić głośno i wyraźnie. 

Ya tysyacha vetrov. Ya brilliantovyy blesk v siyayushchem snegu. Ya siyayushchiy svet na skoshennom zerne. Ya priyatnyy osenniy dozhd'. Ya dusha, napisannaya na kostyakh. 

Na moment zapadła cisza i nagle dotarło do Wiery, że mają jeszcze jeden problem. Marceline nie znała rosyjskiego, a wszystkie rytuały spisane były w ojczystym języku griszów. Spojrzała zrezygnowana na Goro, czując jak zaczyna opadać z sił i to jeszcze zanim zaczęły. Nie miała pojęcia, czy rytuał się uda jeśli całą sekwencje wypowie się w innym języku niż oryginał. Dziewczyna próbowała powtórzyć słowa Woroncow, ale nie była w stanie robić tego poprawnie. Trzeba było coś wymyślić, a jedynym pomysłem było przetłumaczenie słów inskrypcji. Ich znacznie nie było dosłowne, bo na prędce nie dało się zrobić tego dokładnie.

- Powtarzaj głośno i wyraźnie, rozumiesz? Jestem tysiącem wiatrów dmących, jestem diamentowym błyskiem na śniegu lśniącym. Jestem na skoszonym zbożu światłem promiennym, jestem przyjemnym deszczem jesiennym. Jestem duszą zapisaną w kościach. – szarpnęła lekko dziewczyną, by ta stanęła prosto i zaczęła wypowiadać słowa rytuału. Przez pierwsze trzy razy nic się nie działo, ale gdy zaczęła po raz czwarty, Wiera poczuła, jak uchodzi z niej moc, jak przepływa przez Marceline i wiąże Beliala z pieczęcią. W pierwszym odruchu chciała puścić młodą griszkę, bo odczucia Bela były tak silne, że jako ciałobójca, chłonęła je, jak gąbka. Nie mogła jednak tego zrobić, bo przerwanie rytuału niosło za sobą skutki uboczne, a przede wszystkim mogło doprowadzić do powstania klątwy.

- O kurwa! – wrzasnął z bólu demon, starając się trzymać prosto na nogach. Pieczęć uniosła się i wstrzeliła z impetem w jego pierś, pozostawiając na skórze symbol w kształcie okręgu, imitujący tatuaż. Kobieta nie spodziewała się, że pochłonie to aż tyle jej mocy, ale nie mogła teraz przerwać. Nie dość, że uchodziła z niej energia, to na dodatek współodczuwała to, co demony.

- Chodź tu. Musisz mnie przytrzymać – zwróciła się do Bela, gdy Goro zajął jego miejsce. Demoni szef podciągnął rękaw, wskazując swoje przedramię, gdy w tym samym czasie Belial stanął za Wierą i mocno ją objął. Czy poczuł, jaka była słaba? Nie komentował ich bliskości, co było do niego niepodobne. Może rozumiał powagę sytuacji i dlatego stał się nagle taki milczący.

- Jeszcze raz, Marceline. Skup się i zacznij, kiedy będziesz gotowa. – pouczyła ją Wiera, zaciskając dłonie raz jeszcze na ramionach dziewczyny. Oddychała z trudem, jakby właśnie przebiegła maraton. Opuściła lekko głowę i starała się skupić jedynie na własnych uderzeniach serca. Przypuszczała iż z Goro będzie jeszcze trudniej niż z Belialem. Zamierzała użyczyć dziewczynie części swoich mocy, a w tym momencie była już ledwo żywa.

Wiera słyszała głos Marceline raz za razem i nie była w stanie określić, jak długo to trwało. Pieczęć drgała jedynie lekko, ale nie unosiła się, co zaczynało irytować młodą griszkę.

- Skup...się... Twoja energia zaczyna się rozpraszać. Skup się na... Goro – wymamrotała Woroncow przez zaciśnięte zęby, a po chwili wydała z siebie głośny, niekontrolowany krzyk. Całe pomieszczenie wypełniła ciemna mgła, a gdy dziewczyna wypowiedziała ostatnie słowa rytuału, pieczęć Goro uniosła się i podobnie, jak w przypadku Beliala, związała się z ciałem demona. Mgła rozproszyła się, a Marceline zadowolona z siebie zaczęła podskakiwać i piszczeć radośnie. Było widać, że jest podekscytowana i dumna z tego, co zrobiła. Ciało Wiery zwisało bezwładnie w ramionach Beliala, a ten zupełnie nie wiedział, co powinien zrobić w takiej sytuacji.

- Yyhh, to tak miało być? Boo tak jakby... Ona nie oddycha... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^