ROZDZIAŁ 228

Aria Vasco

Cieszyła się, że Marou był skory do rozmowy, zwłaszcza że Athanasius zniknął jej z oczu. Najwyraźniej spotkanie z dawnym przyjacielem zachęciło go do dłuższej pogawędki. Aria miała w tym momencie idealną okazję do tego, by dowiedzieć się czegoś więcej o demonach, a ten który jej towarzyszył, był bardzo gadatliwy. Już w pierwszym zdaniu zdradził  słabości swej rasy, jaką były wspomniane pieczęci. Kobieta domyśliła się, że w jakiś sposób może to ich zniewolić, podobnie jak lampa, dżina. Nie trudno było połączyć kropki, biorąc pod uwagę fakt, że niegdyś Goro został uwięziony. Zamierzała poczytać o tym więcej i w razie ewentualnych pytań zwrócić się do nowego znajomego o głębsze wyjaśnienie.

- Mów mi po imieniu. Wypiliśmy już razem praktycznie pół baru, więc czas najwyższy. Nie jestem aż taka stara żeby nazywać mnie panią – stwierdziła z figlarnym uśmiechem, dodając w myślach, że póki co, jest panną i pewnie długo to się jeszcze nie zmieni. Zalała ją nagła fala goryczy, ale trwała zaledwie ułamek sekundy.

Kolejną kwestią, jaka ją zaciekawiła, było opętania, a to co powiedział demon, sprawiło że zupełnie inaczej spojrzała na cały ten proces.

- Athana opętał jeden z was, a powiedziałeś że wchodzicie w układ z daną osobą. Czy możecie od tak, po prostu wejść sobie w kogoś bez jego zgody? Bez względu na stan jego duszy? – zapytała nagle, przypominając sobie, co powiedział jej Belial. Niektórzy byli bardziej podatni na opętanie, a do innych nie było dostępu.

- Gdyby czysta osoba dała wam pozwolenie, to opętanie byłoby możliwe za jej zgoda? – dopytywała z zaciekawieniem. Powoli trudno było jej się skupić na zadawaniu pytań, bo w głowie coraz bardziej szumiał alkohol. Odstawiła więc kieliszek i sięgnęła po truskawkę, by zniwelować w ustach gorycz niedawno wypitego trunku. Gdyby Athan zobaczył ile wypiła pod jego nieobecność, to pewnie już zaczął by marudzić o powrocie do domu. Aria natomiast bawiła się niezwykle dobrze.

- To bardzo szlachetne postępowanie, jeśli chodzi o samobójców. Ludzie cierpią z wielu powodów i nie zawsze da się im pomóc, a wy to poniekąd robicie. Zabranie czyjegoś bólu, to ratunek sam w sobie – stwierdziła, posyłając mężczyźnie lekki, pokrzepiający uśmiech. Mówiła szczerze, tak właśnie myślała. Odwiedzenie rodziny i oszczędzenie jej cierpienia po stracie ukochanej osoby była czymś niezwykle honorowym i świadczyło o dobroci tych istot.

- A to ciało jest bardzo przystojne i zachęcająco pachnie. Mówię to, jako kobieta, która mogłaby się na nie skusić – zachichotała perliście, przyciągając tym samym spojrzenia pary stojącej nieopodal ich stolika. Dawno już nie rozmawiała z nikim tak swobodnie i nie czuła się tak dobrze w czyimś towarzystwie. Marou w jakiś sposób przypominał jej Emmeta, za którym cholernie tęskniła. Miała nadzieję, że odnajdzie w demonie to, czego szuka i że uda jej się zapchać tą wielka dziurę w sercu. Potrzebowała kogoś, z kim mogłaby porozmawiać na luzie, napić się i pośmiać, z kimś kto w żaden sposób by jej nie oceniał. Był idealnym kandydatem.

- Każdy wampir potrafi hipnotyzować, choć nie każdy nad tym panuje i może mieć to poważne konsekwencje dla osoby zahipnotyzowanej. Paraliż, utrata mowy itd To wiele nas kosztuje, pozbawia sił. Każdy z nas ma również unikalną zdolność, która w teorii działa na każdego, nawet na inne wampiry. Nie wiem, jak z demonami. Ujawnia się w różnych momentach naszego istnienia. Ja na przykład potrafię doskonale kłamać, mogę wcisnąć każdemu taką brednie, że byś nie uwierzył. Zrobiłam to nawet z Baltimorem – zaśmiała się i pokrótce opowiedziała, jak wyprowadziła go w pole, do fabryki konserw, gdzie spędził niemal dwa dni szukając demonów.

- Athan z kolei potrafi przejrzeć każde kłamstwo, dlatego nasze zdolności wzajemnie się wykluczają i nie działają na nas. A Jehanne, podopieczna Athana, odkryła swoją zdolność niedawno, co pozwoliło nam przejrzeć Baltimorea. Widzi wspomnienia danej osoby, gdy ta jej dotknie. Tzn póki co, są to zlepki wspomnień, ale wystarczyło, by domyślić się, że okłamywał nas od początku – tą kwestię również mu wyjaśniła, cały czas podkreślając, jak perfidnie kłamał i w jakim świetle stawiał Goro. Nie chciała aż tak zagłębiać się w całą opowieść i zdradzać każdy szczegół, bo nie wiedziała, czy szef demonów życzyłby sobie tego. Rozpowiadanie o jego ukochanej i tym wszystkim, co zrobił mu Luca było nie na miejscu.

Jego kolejne słowa sprawiły, że momentalnie wytrzeźwiała. Zamrugała kilka razy i zawiesiła się na dłuższą chwilę, obmyślając cały plan w kilka sekund. Gudrun. To imię dźwięczało jej w głowie. Przypomniała sobie wyraz twarzy Athana, gdy o niej wspominał, jak cierpiał z powodu jej straty. Jeśli Goro nadal chciał odwdzięczyć się za zabicie Baltimorea, to właśnie teraz Aria odkryła, jak może to zrobić.

- Muszę z nim porozmawiać. Wkręcisz mnie jakoś na spotkanie? Ale nie dziś, nie przy Athanie. Muszę być sama – wyjaśniła, nie chcąc zdradzać szczegółów. Obiecała natomiast, że opowie mu o wszystkim, kiedy będą sami. Nie chciała, żeby doszło do wampira, co planowała. Miała to być niespodzianka, jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Nie codziennie ma się możliwość wskrzeszenia dowolnej osoby i należało tą szanse wykorzystać. Jeśli jednak nic z tego nie wyjdzie, to zawiedzona będzie tylko Aria. Nie chciała wzbudzać w Athanasiusie fałszywej nadziei, bo wiedziała, jak bardzo zaboli go niepowodzenie.

Zima dała wszystkim nieźle w kość, a odczuli to najbardziej mniej majętni mieszkańcy okolicznych wsi. Ich domy nie były przystosowane do tak srogiego mrozu, dlatego bardzo często chorowali i mieli całe mnóstwo powikłań po przebytej grypie. Korzystali też z pomocy Tismaneanu, który leczył ich za darmo, choć niektórzy zostawiali to, co akurat mieli, by nie przychodzić z pustymi rękoma. Raz nawet proponowano Athanowi córkę piekarza, ale odmówił. Jego ulubionym pacjentem był pięcioletni Tom, którego męczył kaszel. Mężczyzna robił co mógł, by wyleczyć chłopca i w końcu po kilku tygodniach walki, malec stanął na nogi. Wydawało się, że wszystko było dobrze, a choroba została wyleczona. Chłopiec wrócił do domu, ale już następnego dnia Athan odebrał wiadomość o jego śmierci. Zadręczał się tym długo, analizował cały przebieg leczenia, ale nie potrafił znaleźć przyczyny niepowodzenia. Aria pamiętała dobrze, co mu wtedy powiedziała.

- Wiesz, jaka jest różnica między lekarzem, a Bogiem? Bóg wie, że nie jest lekarzem. – nie rozumiał, że nie zawsze da się znaleźć odpowiedź na wszystko. Pozwolił sobie na nadzieję, uwierzył że Tom przeżyje, a jednak coś sprawiło, że tak się nie stało. I to go bolało, cholernie bolało. Zawód, jaki czuł zżerał go od środka. Athanasius zawsze za bardzo przejmował się nieuniknionym, zarzucał sobie winy całego świata i chciał sam nieść je na barkach oraz za nie pokutować. 

Dlatego właśnie chciała oszczędzić Athanowi ewentualnego zawodu. Istniała możliwość, że Gudrun spotkała kiedyś jakiegoś demona i nawet o tym nie wiedziała, co od razu wykluczało ją z kręgu osób do wskrzeszenia. Nie mogła rozdrapywać ran ukochanego wiedząc, że być może nie było szans na przywrócenie dziewczyny do życia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^