Wiera Woroncow
Nie spodziewała się, że przyjdzie im podróżować po kilku
krajach, by odnaleźć wędrowne grupy demonów. Miała wielkie wyrzuty sumienia, że
przez nią Goro, Belial i reszta byli zmuszeni opuścić zamek i tułać się po
świecie, bo ściągnęła na nich kłopoty. Nie chciała dać po sobie poznać, w jak
kiepskim nastroju była i robiła wszystko, by przestać o tym myśleć. Skupiała
się na formatorach i na tym, by jak najlepiej przygotować ich do zadania.
Wszystko musiało udać się bez większych komplikacji. Nie narzekała na
zmęczenie, które zaczynało doskwierać jej coraz częściej i które Belial
uchwycił jednego razu na zdjęciu. Wiera opierająca głowę na ramieniu Goro w taksówce,
którą przemieszczali się po okolicy, najwyraźniej musiała uciąć sobie krótką
drzemkę, co demon bez wahania wykorzystał. Przepraszała później za nią przez
dobre pół godziny, a Belial nie przestawał chichotać, powtarzając że ona i Goro
są rozkoszni. Demoni szef nie wyglądał na złego z powodu tego, że kobieta
zrobiła sobie z niego poduszkę. Byli świeżo po pogawędce przy herbacie i Wiera
wyczuwała dziwną atmosferę, która unosiła się między nimi od tamtej pory. Było
to coś na kształt niezręczności, ale pomieszanej ze wszystkim pozytywnymi emocjami,
jakie Wiera znała. Prawdopodobnie oboje chcieli to powtórzyć, ale nie było
sposobności na rozmowy przy herbacie pod kocykiem. Ciągle byli w drodze, ciągle
towarzyszył im Belial i inne demony i właściwie rozmawiali tylko o Rumenie i
pieczęciach. Wszyscy chcieli wrócić jak najszybciej do Anglii i w końcu
rozwiązać problemy związane z mszczącym się griszem.
Belial chciał zostać w Tajlandii jeszcze jeden dzień,
argumentując to, że mu się należy. Goro nie protestował, ale zapewne tylko ze
względu na Wierę. Musiał dostrzec jej zmęczenie, zarówno fizyczne, jak i
psychiczne. Później okazało się, że Belial przygotował jeszcze jedną
niespodziankę, która wcale jej nie przeszkadzała, ale najwyraźniejszy Goro czuł
się z tym niekomfortowo i uznał iż musi przeprosić.
- Przestań, możesz położyć się ze mną. Obiecuję, że nie
zrobię nic, czego byś nie chciał. Nie skalam twojej czystości w żaden sposób –
zażartowała, by rozładować nieco napięcie i pokazać, że spędzenie wspólne nocy nie
było dla niej problemem i mężczyzną nie musiał za nic jej przepraszać. Oboje
byli dorośli i potrafili powstrzymać swoje zapędy, jeśli tak owe się pojawią. Prawdopodobnie.
Wiera nie była pewna, czy zdoła się opanować, gdy znajdzie się z Goro w łóżku.
- Odświeżę się w tym czasie, nie musisz się spieszyć – zakomunikowała,
zaglądając do łazienki. Goro pożegnał się z nią z uśmiechem i opuścił pokój, by
rozmówić się z demonami. Oczyma wyobraźni widziała, jak daje Belialowi popalić
za ten numer z pokojem. Sama była dość rozbawiona próbami zeswatania jej z Goro,
ale nie mogła powiedzieć, że szczególnie jej to przeszkadzało. Wiedziała, że
czuła do niego coś więcej niż przyjaźń, wiedziała, że chciała doświadczyć
czegoś więcej niżeli wieczorna herbatka.
Otworzyła balkon na oścież i wyszła na zewnątrz z zamiarem
zaczerpnięcia świeżego powietrza. Wieczór nie sprawił, że na dworze było
chłodniej, a wręcz przeciwnie. Rozejrzała się po niewielkim ogrodzie, w którym
dostrzegła basen i postanowiła, że namówi Goro na kąpiel. Wróciła do pokoju, a
gdy chciała zamknąć drzwi balkonowe, odkryła że coś je blokuje. Naparła
mocniej, ale nie była w stanie ich zamknąć. W tym samym momencie, z drugiej
strony, ktoś mocno je szarpnął i wepchnął Wierę do pokoju. Sypialnia była
niewielka, dlatego upadła na łóżko, które skrzypnęła cicho pod jej ciężarem.
- Mam cię, suko. Rumen przesyła pozdrowienia. Myślałaś, że
jesteś taka sprytna, co? – warknął mężczyzna, zbliżając się niebezpiecznie
blisko griszki. Chwycił ją za włosy i odgiął głowę do tyłu, zmuszając, by na
niego spojrzała. Jego oczy były całe czarne, pozbawione jakiegokolwiek wyrazu,
poza wściekłością. Wyczuła, że był demonem, ale znacznie różnił się od
wszystkich, jakie znała. Czuła bijące od niego zło i była tym przerażona.
- Przez ciebie prowadza nas na smyczy, jak psy. Nie mogłaś
po prostu zdechnąć razem z innymi? Goro zrobił sobie z ciebie zwierzątko. Lubi
takie ładne suki, jak ty. Zawsze miał do nich słabość i w końcu go to zgubiło, tak
jak teraz. Panoszysz się, jak królowa i może myślisz, że jesteś w stanie nam
dorównać. Plan jest taki, by wybić was wszystkich, łącznie z tym czarcim królem
na czele – wysyczał wprost do jej ucha. Korzystając z chili nieuwagi demona,
Wiera wyrwała się z jego łap i odsunęła możliwie najdalej, czyli pod najbliższą
ścianę. Głos uwiózł jej w gardle i choć bardzo chciała krzyknąć i wezwać pomoc,
nie była w stanie. Wiedziała, że niedaleko był Goro i inne demony, ale nie mogła
nic zrobić. Dostrzegła nagle, że napastnik zamierza opuścić ciało, bo wokół
jego sylwetki pojawił się delikatny obłok dymy. Nim zdołał to zrobić, Wiera bez
namysłu zablokowała wszystkie wyjścia z ciała, uniemożliwiając mu wydostanie
się z niego. Dodatkowo stymulowała wszystkie receptory bólowe, uszkadzając
tkanki, by wiedział co potrafi i do czego jest zdolna. Była o wiele słabsza niż
demony, ale całkiem bezsilna też nie była. Potrafiła wykorzystać swoją moc i
bronić się z nie małą zaciętością, choć przez chwilę. Nie spodziewała się, że
będzie to aż tak ciężkie, ale liczyła, że niedługo ktoś się zjawi z pomocą.
Demon uwalniał coraz więcej energii, próbując wydostać się z ciała i tak, jak
myślała, ściągnęło to Goro, który od razu osłonił ją swoim ciałem. Pojawił się
również Belial i Rudy, którzy opuścili swoje ciała podobnie, jak napastnik.
Walka toczyła się poza wzrokiem Wiery, dla której pierwotna postać demonów była
niemal nie do zauważenia. Goro zajął się kolejnymi przeciwnikami, których
spowolnił i unieruchomił, choć nie na długo. Zabronił się jej mieszać, ale
oczywiście nie posłuchała.
- Nic mi nie jest, mogę pomóc – krzyknęła w jego stronę i
skierowała swoją moc ponowne na jednego z demonów, blokując mu możliwość
wydostania się z ciała. Ten był znacznie silniejszy, ale te kilka chwil wystarczyło,
by Goro go dopadł. Wiedziała, że nic i nikt nie jest w stanie zabić demona, a jedynie
odesłać go do pieczęci. Człowiek nie jest do tego zdolny, ale zapewne inne istoty
tak. Dla Goro nie był to żaden problem i z łatwością pozbył się oprycha. Belial
i Rudy pozbyli się tego, który napadł na Wierę, a ona zniszczyła jego ciało, by
jeszcze dłużej trwał jego powrót z pieczęci.
Na korytarzu doszło do kolejnej walki, jednak tym razem nie było
tak łatwo. Demony się rozdzieliły, a Wiera została sama z Goro, który nie miał szans
w walce w ludzkim ciele. Widziała jego wahanie i nie wiedziała, co było tego przyczyną.
Z jakiegoś powodu uparcie nie chciał opuszczać ciała, ale w końcu to zrobił, gdy
dłużej nie był w stanie opierać się atakom i jednocześnie ochraniać Wiery. Kobieta
trzymała się z boku, by nie przeszkadzać w walce, bo gdy demony były poza ciałami
i tak nic nie mogła zrobić. Przeciągnęła ciało Goro pod ścianę, by nie ucierpiało
przypadkiem w czasie walki. Dostrzegając kilka ran na jego twarzy, zdecydowała się
je uleczyć i wtedy właśnie odkryła coś, co zmroziło jej krew w żyłach.
Ciało nie było martwe.
Ciało oddychało, choć słabo i z ledwością, ale bez wątpienia
żyło. Odskoczyła, jak oparzona i próbowała skupić się na kłębach dymu i lekkich
podmuchach wiatru, które powodowały walki demonów. Zabezpieczyła również naczynie
Beliala i Rudego, by nic się im nie stało, gdy byli poza nim. Kolejne demony
odsyłane były do pieczęci, a wszystko nie trwało dłużej niż kilka minut, choć dla
Wiery była to niemal wieczność. Na szczęście z tego starcia wyszli zwycięsko, choć
nieźle oberwali. Goro wrócił do swojego ciała, podobnie jak pozostali. Okazało się,
że Rudy ma złamaną rękę i nos, więc Wiera od razu ruszyła mu na pomoc.
- Co to kurwa miało być! Kto to był? Nie znam ich. Mieli dziwną
energię – odezwał się Orias, który człapał w ich stronę nieco przygarbiony. Jego
jasne, długie włosy były w nieładzie, a ubranie poplamione od krwi.
- Dwóch naszych nieźle oberwało. Jedno ciało jest bez głowy,
leży w recepcji. Tenebrion, Mantus, Zegan i Sypri są w pieczęciach. – zakomunikował.
Wiera niewiele myśląc, ruszyła w stronę schodów, by jak najszybciej dostać się do
recepcji i uzdrowić ciała demonów. Była wykończona, ale musiała dać z siebie wszystko.
Przed chwilą oni wszyscy wiele ryzykowali, by jej pomóc, więc musiała się odwdzięczyć.
- Nie ma tu Mantusa. Jest ciało, ale bez pieczęci i bez demona
– powiedziała, pochylając się nad zwłokami. Odsunęła fragment ubrania mężczyzny,
by upewnić się w swoich przekonaniach. Miejsce, w którym wcześniej była pieczęć
było teraz wypalone i puste.
- Czy to możliwe, że ten demon miał fałszywą pieczęć? – stwierdziła
Wiera, przypatrując się ciału, w którym do niedawna przebywał Mantus. Zerknęła na
Goro, ale szybko odwróciła wzrok. Czuła narastającą w niej wściekłość, czuła się
oszukana, jak ostatnia idiotka. Wciskał jej kit przez cały czas, wodził za nos sztuczną
szczerością i był tak ogromnym hipokrytą, że nie mogła tego znieść. Osoba, której
ciało posiadał nadal żyła, a ona dowiedziała się o tym zupełnie przypadkiem. Była
pewna, że nie zamierzał jej o tym nigdy powiedzieć. Gdy przypomniała sobie ich wieczorną
rozmowę i to, ile mu o sobie wtedy powiedziała i jak bardzo się otworzyła, zrobiło
jej się strasznie głupio. Pewnie się z niej naśmiewał i chełpił, jak łatwo było
ją oszukać. Szybko wróciła do reperowania ciał poszkodowanych demonów, starając
się nie patrzeć w jego stronę.
- Szefie, trzeba tu ogarnąć. Dobrze, że wynajęliśmy cały hotel
i nie było żadnych gapiów. Zabezpieczyłem właściciela i personel w pralni, później
zmienię ich wspomnienia. Nikt z nich nie oberwał. Wszystko załatwię, a ty powinieneś
odpocząć razem z Wierą. Damy sobie tu radę, co nie, Bel – odezwał się Orias, poprawiając
włosy i klepiąc Beliala po ramieniu. Demon przytaknął, ale dość niechętnie. Spoglądał
na Wierę badawczo, jakby próbował odgadnąć jej myśli. Ona z kolei zdawała się nie
zwracać na to uwagi i skupiała się na głowie Zegana, która powoli wracała na swoje
miejsce. Tkanki łączyły się ze sobą i choć nie był to miły widok, uspokajał Wierę.
Czuła się tak, jakby tylko ciało było prawdziwe, a wszystko inne było obłudą. Ufała
tylko skórze, krwi i kościom, które nigdy jeszcze jej nie oszukały. Zawsze otrzymywała
od nich prawdę, a ludzie zdolni byli tylko do obłudy. Powinna przewidzieć, że ktoś
taki, jak demon, nie będzie z nią nigdy szczery. Nie mogła przyznać się przed Goro,
że wie o jego sekrecie. Bała się konsekwencji. Nie zdawała sobie sprawy, jak cenna
jest dla niego ta tajemnica, więc wolała udawać, że o niczym nie wie. Problem polegał
na tym, że była kiepską kłamczuchą i mężczyzna mógł łatwo ją rozgryźć. Najlepszym
wyjściem będzie unikanie jego towarzystwa, chociaż to też mogło wzbudzić podejrzenia.
Nie miała pojęcia co robić i jak się zachować. Przypomniała sobie nagle słowa demona,
który ją napadł i wszystko nabrało sensu. Była dla Goro tylko kolejnym zwierzątkiem,
tak jak jego wcześniejsze żony. Opowiadał jej o Isalind i o tym, że uwieziono go
w pieczęci. Teraz ona sprowadziła na niego kolejne nieszczęście i zapewne przyjdzie jej za to zapłacić. Kochał Isalind, a ona nic dla niego nie znaczy. Gdy dowie się, że zna prawdę, to pozbędzie się jej od razu.
- Jasne, idźcie odpocząć. Jutro pogadamy o ewentualnej zdradzie
Mantusa. I tyle kurwa wyszło z urlopu na Tajlandii – wymamrotał Belial niemal ze
łzami w oczach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz