ROZDZIAŁ 360

Gudrun

Przysłuchiwała się opowieścią Nergui dotyczącym Athanasiusa i nie mogła uwierzyć, że wampirzyca faktycznie mówiła o jej ojcu. Furiat? W sąsiedztwie go unikano? Teraz na tych wszystkich ważnych wyjściach, w których brał udział, każdy w towarzystwie chciał z nim porozmawiać i uścisnąć mu dłoń. Dobrze wiedziała, jak tego nie znosił, ale brał udział w bankietach i kolacjach charytatywnych reprezentując firmę. Trzeba było go długo do tego namawiać, ale Elijah i Marisa potrafili go przekonać. Teraz robiła to Aria, ale jak sam mówił, od brudnej roboty miał Isha i gdy tylko mógł, to wysyłał go na ważne wyjścia. Drawson był o wiele bardziej obyty w tym wszystkim, poza tym to, co związane było z pracą sprawiało mu największą radość. Czasem jednak nie dało się tego przeskoczyć i musiał zjawić się gdzieś osobiście. Do Athana ludzie ustawiali się w kolejce, powszechnie był uznawany za dobrego przedsiębiorcę, godnego zaufania. Gudrun starała się wyobrazić go sobie w tym wydaniu, o którym mówiła Nergui, ale nie była w stanie. Przez chwilę zastanawiała się, czy kobiecie coś się nie pomyliło, bo to co opowiadała o nim wampirzyca było wprost nieprawdopodobne.

- Potrafi zagrać mnóstwo melodii, ma dużo instrumentów. Niektóre podobno są zabytkowe i wiele warte, ale ja się na tym zupełnie nie znam. Próbowałam grania na wiolonczeli, ale nic z tego nie wyszło. Jestem głucha, jak pień – stuknęła sobie w ucho i zaśmiała się głośno, przypominając sobie, jak Athan uśmiechał się krzywo słuchając jak grała. W rzeczywistości, gdyby miał przy sobie coś ostrego, to pewnie odciął by sobie uszy. Za nic nie chciał powiedzieć jej, że jest kiepska i zachęcał ją do ćwiczeń, bo twierdził, że poddaję się zbyt łatwo. Kiedy odwiedzili ich Cavendishowie, Marisa omal nie zeszła na zawał, kiedy Gudrun zaczęła przygrywać im do kolacji.

- Na miłość boską, czy wyście powariowali?! Przecież ona rzępoli, jakby chciała tym smyczkiem nam poderżnąć gardła.

- Kochanie, nie przesadzaj. Gudrun dopiero się uczy... – Elijah o mało nie udławił się drinkiem widząc minę Athana, który z całych sił próbował powstrzymać śmiech.

- Cóż, może muzyka nie jest jednak dla niej – stwierdził ojciec, a Gudrun odetchnęła z ulgą, że nie będzie musiała dłużej ćwiczy. Nie była na tyle głucha, by nie słyszeć tego, że to zupełnie jej nie wychodzi. Kiedy siadała do grania, miała wrażenie, że z Blickling ucieka wszystko, co żywe. 

Nigdy nie chciała go zawieść i choć sprzeczali się dość często, nie oznaczało to że nie brała do siebie jego rad. Zazwyczaj, gdy za coś się brała i chciała to rzucić, wiercił jej dziurę w brzuchu i wychodził z inicjatywą pomocy. Jeśli chodziło o muzykę, nie był w stanie dłużej udawać, że Gudrun zacznie pięknie grać, nawet jeśli poświęci na naukę całą wieczność. Niektórzy mają talent muzyczny, a inni nie i ona z pewnością należała do tej drugiej grupy. Bardzo chciała być w czymś naprawdę dobra, ale nie miała pojęcia, czego powinna spróbować. Imała się różnych zajęć, ale miała raczej słomiany zapał, więc koniec końców nie zajmowała się niczym szczególnym. 

-  Z tym narzucaniem komuś swoich racji, to w stu procentach on. Uwielbia, gdy jego jest na wierzchu chociaż nauczył się już, że nie zawsze ma rację. Widzę, że nad sobą pracuje i coraz częściej można z nim podyskutować i pójść na pewne ustępstwa – wyjaśniła dziewczyna, sięgając po swój kubek z herbatą i upiła z niego kilka łyków. To, co zdarzyło się później wywołało u niej lekkie zaniepokojenie. Nergui mówiła o Athanie w taki sposób, jakby chciała go odzyskać, a przynajmniej tak odebrała to Gudrun. Było jej żal wampirzycy, ale zarazem, w jednej chwili przestała jej niemal ufać. Zaczęła obawiać się, że jej zamiary nie są do końca czyste, a ostatnim czego chciała to to, by Aria i Athan się rozstali lub pokłócili. Pamiętała, jak jej ojciec wyglądał, gdy Aria odeszła i nie był to przyjemny widok. Nie zniosłaby tego po raz kolejny. 

- Posłuchaj, Nergui. Mój ojciec, Athanasius, jest teraz z Arią. Kocha ją, są szczęśliwi i wkrótce wezmą ślub. Bardzo bym chciała żeby tak zostało, naprawdę. Nigdy nie widziałam go aż tak szczęśliwego i mam nadzieję, że to uszanujesz – powiedziała cicho dziewczyna, odstawiając herbatę na stolik. Spojrzała na zapłakaną wampirzycę i westchnęła cichutko, podchodząc do niej i przysiadając na brzegu łóżka. Chwyciła ją delikatnie za rękę i pogładziła skórę kciukiem, chcąc by Nergui się uspokoiła. Nie chciała nawet wyobrażać sobie, co czuła kobieta. Słyszała, że hibernacja pomaga tylko chwilowo, a później wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Ona spała kilka stuleci i zapewne nie zdaje sobie sprawy z upływu czasu, przeżywając wszystko tak, jakby to było wczoraj. Rozstanie z jej ojcem może i było dawno temu, ale podświadomość mogła tego nie rozróżniać.

- Minęło czterysta lat i wiele się zmieniło w waszym życiu. Bez względu na wszystko, powinniście porozmawiać i wyjaśnić sobie wasze sprawy, bo domyślam się, że macie pewnie dużo do omówienia. Jeśli zechcesz z nim porozmawiać, to on cię nie odrzuci, tego jestem pewna. Jeśli chcesz, to mogę poprosić go żeby wieczorem do ciebie zajrzał, co ty na to? – zaproponowała Gudrun, uśmiechając się delikatnie do Nergui. Potrafiła zachowywać się dojrzale, kiedy sytuacja tego wymagała. Może i traktowano ją czasem, jak dziecko, ale była też młodą kobietą, której nie był obojętny los drugiej kobiety. Nergui została skrzywdzona i brutalnie przemieniona, a później pozostawiona sama sobie. Gudrun nie dziwiła się, że wybrała hibernację, gdy dowiedziała się o tej możliwości. W takiej chwili młoda wampirzyca była wdzięczna, że trafiła akurat na Tismaneanu, który zaopiekował się nią i dał jej dom, a później zechciał stać się jej ojcem.

- Obiecuję ci, że nie ma w nim nic z tej osoby, o której mi opowiadałaś. No, może poza upartością, ale to po prostu osioł, one tak mają. Wszyscy go tutaj kochają, jest godny zaufania, troskliwy i opiekuńczy. Wysłucha cię, cokolwiek masz mu do powiedzenia, więc nie musisz się bać, że cię nie chce. Gdyby nie chciał, to już dawno odprawiłby cię z Blickling i nawet Aria by go nie powstrzymała. Zadba o ciebie, bo taki już jest – dodała, wyciągając dłoń, by wytrzeć twarz kobiety z łez. Gudrun nie musiała nigdy nikogo pocieszać, ale nie czuła się z tym niezręcznie. Chciała, by Nergui poczuła się lepiej i chociaż na moment zapomniała o tych wszystkich przykrych chwilach.

- Co poprawiłoby ci humor? Mówiłaś, że lubisz muzykę, to może chcesz zobaczyć te jego instrumenty? Tylko błagam cię, nie zmuszaj mnie żebym zagrała na wiolonczeli! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^