Gudrun
Przysłuchiwała się opowieścią Nergui dotyczącym Athanasiusa
i nie mogła uwierzyć, że wampirzyca faktycznie mówiła o jej ojcu. Furiat? W
sąsiedztwie go unikano? Teraz na tych wszystkich ważnych wyjściach, w których
brał udział, każdy w towarzystwie chciał z nim porozmawiać i uścisnąć mu dłoń. Dobrze
wiedziała, jak tego nie znosił, ale brał udział w bankietach i kolacjach
charytatywnych reprezentując firmę. Trzeba było go długo do tego namawiać, ale
Elijah i Marisa potrafili go przekonać. Teraz robiła to Aria, ale jak sam mówił, od brudnej roboty miał Isha i gdy tylko mógł, to wysyłał go na ważne wyjścia. Drawson był o wiele bardziej obyty w tym wszystkim, poza tym to, co związane było z pracą sprawiało mu największą radość. Czasem jednak nie dało się tego przeskoczyć i musiał zjawić się gdzieś osobiście. Do Athana ludzie ustawiali się w
kolejce, powszechnie był uznawany za dobrego przedsiębiorcę, godnego zaufania. Gudrun starała się wyobrazić go sobie w tym wydaniu, o którym mówiła Nergui,
ale nie była w stanie. Przez chwilę zastanawiała się, czy kobiecie coś się nie
pomyliło, bo to co opowiadała o nim wampirzyca było wprost nieprawdopodobne.
- Potrafi zagrać mnóstwo melodii, ma dużo instrumentów.
Niektóre podobno są zabytkowe i wiele warte, ale ja się na tym zupełnie nie
znam. Próbowałam grania na wiolonczeli, ale nic z tego nie wyszło. Jestem
głucha, jak pień – stuknęła sobie w ucho i zaśmiała się głośno, przypominając
sobie, jak Athan uśmiechał się krzywo słuchając jak grała. W rzeczywistości,
gdyby miał przy sobie coś ostrego, to pewnie odciął by sobie uszy. Za nic nie
chciał powiedzieć jej, że jest kiepska i zachęcał ją do ćwiczeń, bo twierdził,
że poddaję się zbyt łatwo. Kiedy odwiedzili ich Cavendishowie, Marisa omal nie zeszła
na zawał, kiedy Gudrun zaczęła przygrywać im do kolacji.
- Na miłość boską, czy wyście powariowali?! Przecież ona
rzępoli, jakby chciała tym smyczkiem nam poderżnąć gardła.
- Kochanie, nie przesadzaj. Gudrun dopiero się uczy... –
Elijah o mało nie udławił się drinkiem widząc minę Athana, który z całych sił
próbował powstrzymać śmiech.
- Cóż, może muzyka nie jest jednak dla niej – stwierdził
ojciec, a Gudrun odetchnęła z ulgą, że nie będzie musiała dłużej ćwiczy. Nie
była na tyle głucha, by nie słyszeć tego, że to zupełnie jej nie wychodzi. Kiedy
siadała do grania, miała wrażenie, że z Blickling ucieka wszystko, co żywe.
Nigdy nie chciała go zawieść i choć sprzeczali się dość
często, nie oznaczało to że nie brała do siebie jego rad. Zazwyczaj, gdy za coś
się brała i chciała to rzucić, wiercił jej dziurę w brzuchu i wychodził z
inicjatywą pomocy. Jeśli chodziło o muzykę, nie był w stanie dłużej udawać, że
Gudrun zacznie pięknie grać, nawet jeśli poświęci na naukę całą wieczność. Niektórzy mają talent muzyczny, a inni nie i ona z pewnością należała do tej drugiej grupy. Bardzo chciała być w czymś naprawdę dobra, ale nie miała pojęcia, czego powinna spróbować. Imała się różnych zajęć, ale miała raczej słomiany zapał, więc koniec końców nie zajmowała się niczym szczególnym.
- Z tym narzucaniem
komuś swoich racji, to w stu procentach on. Uwielbia, gdy jego jest na wierzchu
chociaż nauczył się już, że nie zawsze ma rację. Widzę, że nad sobą pracuje i
coraz częściej można z nim podyskutować i pójść na pewne ustępstwa – wyjaśniła
dziewczyna, sięgając po swój kubek z herbatą i upiła z niego kilka łyków. To,
co zdarzyło się później wywołało u niej lekkie zaniepokojenie. Nergui mówiła o
Athanie w taki sposób, jakby chciała go odzyskać, a przynajmniej tak odebrała
to Gudrun. Było jej żal wampirzycy, ale zarazem, w jednej chwili przestała jej niemal
ufać. Zaczęła obawiać się, że jej zamiary nie są do końca czyste, a ostatnim czego
chciała to to, by Aria i Athan się rozstali lub pokłócili. Pamiętała, jak jej ojciec wyglądał, gdy Aria odeszła i nie był to przyjemny widok. Nie zniosłaby tego po raz kolejny.
- Posłuchaj, Nergui. Mój ojciec, Athanasius, jest teraz z Arią.
Kocha ją, są szczęśliwi i wkrótce wezmą ślub. Bardzo bym chciała żeby tak zostało,
naprawdę. Nigdy nie widziałam go aż tak szczęśliwego i mam nadzieję, że to uszanujesz
– powiedziała cicho dziewczyna, odstawiając herbatę na stolik. Spojrzała na zapłakaną
wampirzycę i westchnęła cichutko, podchodząc do niej i przysiadając na brzegu łóżka.
Chwyciła ją delikatnie za rękę i pogładziła skórę kciukiem, chcąc by Nergui się
uspokoiła. Nie chciała nawet wyobrażać sobie, co czuła kobieta. Słyszała, że hibernacja
pomaga tylko chwilowo, a później wszystko wraca ze zdwojoną siłą. Ona spała kilka
stuleci i zapewne nie zdaje sobie sprawy z upływu czasu, przeżywając wszystko tak,
jakby to było wczoraj. Rozstanie z jej ojcem może i było dawno temu, ale podświadomość
mogła tego nie rozróżniać.
- Minęło czterysta lat i wiele się zmieniło w waszym życiu. Bez
względu na wszystko, powinniście porozmawiać i wyjaśnić sobie wasze sprawy, bo domyślam
się, że macie pewnie dużo do omówienia. Jeśli zechcesz z nim porozmawiać, to on
cię nie odrzuci, tego jestem pewna. Jeśli chcesz, to mogę poprosić go żeby wieczorem
do ciebie zajrzał, co ty na to? – zaproponowała Gudrun, uśmiechając się delikatnie
do Nergui. Potrafiła zachowywać się dojrzale, kiedy sytuacja tego wymagała. Może
i traktowano ją czasem, jak dziecko, ale była też młodą kobietą, której nie był
obojętny los drugiej kobiety. Nergui została skrzywdzona i brutalnie przemieniona,
a później pozostawiona sama sobie. Gudrun nie dziwiła się, że wybrała hibernację,
gdy dowiedziała się o tej możliwości. W takiej chwili młoda wampirzyca była wdzięczna,
że trafiła akurat na Tismaneanu, który zaopiekował się nią i dał jej dom, a później
zechciał stać się jej ojcem.
- Obiecuję ci, że nie ma w nim nic z tej osoby, o której mi opowiadałaś.
No, może poza upartością, ale to po prostu osioł, one tak mają. Wszyscy go tutaj
kochają, jest godny zaufania, troskliwy i opiekuńczy. Wysłucha cię, cokolwiek masz
mu do powiedzenia, więc nie musisz się bać, że cię nie chce. Gdyby nie chciał,
to już dawno odprawiłby cię z Blickling i nawet Aria by go nie powstrzymała. Zadba
o ciebie, bo taki już jest – dodała, wyciągając dłoń, by wytrzeć twarz kobiety
z łez. Gudrun nie musiała nigdy nikogo pocieszać, ale nie czuła się z tym niezręcznie.
Chciała, by Nergui poczuła się lepiej i chociaż na moment zapomniała o tych wszystkich
przykrych chwilach.
- Co poprawiłoby ci humor? Mówiłaś, że lubisz muzykę, to może
chcesz zobaczyć te jego instrumenty? Tylko błagam cię, nie zmuszaj mnie żebym zagrała
na wiolonczeli!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz